Reklama

Bal w operze bez prezydenta?! Nie mogło się udać

02/03/2023 21:06

Julian Tuwim był wizjonerem, niewątpliwie. Ale czy już w 1936 roku wiedział, że kiedyś w Polsce pojawi się minister Przemysław Czarnek? I profilaktycznie napisał dla niego i jego świty „Bal w operze”? Jeśli tak, to cały trud na nic, bo ten chyba nie przeczytał tego poematu. Pewnie jak i jego najwierniejsza wrocławska wielbicielka, która ministra nie poinformowała, że aby we Wrocławiu impreza się udała i nikt się nie czepiał, to wystarczy zaprosić prezydenta miasta.

„Dzisiaj wielki bal w Operze./ Sam Potężny Archikrator/ Dał najwyższy protektorat…”. Tak zaczyna się wspomniany poemat Tuwima. Tak mogłyby się zaczynać relacje ze słynnych urodzin, które niedawno w Operze Wrocławskiej urządził współpracownik ministra Czarnka. Przybyło liczne grono nobliwych gości. Według relacji dziennika „Fakt” między innymi kardynał Gerhard Muller, zastępca Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, niektórzy rektorzy, politycy PiS z posłanką Mirosławą Stachowiak-Różecką na czele i oczywiście Sam Potężny Minister. A u Tuwima: „Zajeżdżają Buicki, Royce"y/I Hispany,/Wielkie wstęgi, śnieżne gorsy,/Szambelany,/I buldogi pełnomocne/I teriery/I burbony i szynszyle/I ordery/I sobole i gr and-diuki/I goeringi,/Akselbanty i lampasy/I wikingi,/Admirały, generały,/Bojarowie,/ Bambirały, grubasowie…”.


Wrocławska impreza została zorganizowana, delikatnie mówiąc, w dość niejasnych okolicznościach. Brak umów, faktur… I jeszcze zderzenie kultur. Goście po obejrzeniu i wysłuchaniu „Cyganerii” Giacomo Pucciniego uraczeni zostali występem lidera formacji Bayer Full, który zaserwował melomanom„Majteczki w kropeczki”. Dobrze, obiecuję, ostatni raz zacytuję „Bal” Tuwima: „Ostro gra orkiestra-kiestra,/Z czterech rogów, czterech estrad/Pryska extra bluzgi grzmiące,/Miedzią pluska i mosiądzem/I bac! w blask, w oklaski, brawo,/W- drgawki metalową lawą/I jazz w blask grzmiąc furioso -/I nagle duszną tuberozą/W krew, w nozdrza placadiutanta/(Tempo: szampan, szatan, szantan)”.

Reklama

Kto stoi za organizacją tej wrocławskiej imprezy? Dobre pytanie. Teoretycznie jubilat, współpracownik ministra edukacji i nauki. Ale ja bym nie lekceważył roli bliskiej współpracowniczki, a na pewno orędowniczki, Przemysława Czarnka – wrocławskiej posłanki Mirosławy Stachowiak-Różeckiej. Ci, co mają trochę lepszą pamięć, może nawet dziwić ta rola. Przecież jeszcze kilka lat temu pani poseł żyła w przekonaniu, że wystarczy mieć w ręku indeks, zaliczone kilka imprez studenckich i parę egzaminów, by wpisać sobie w rubryce wykształcenie: wyższe. Dopiero media uświadomiły działaczce Prawa i Sprawiedliwości, że do tego uprawnia posiadanie dyplomu magistra. I że w dokumentach pani poseł kłamie. Ale widocznie tak mocno wgryzła się w temat, że obroniła pracę magisterską i teraz jest szefową sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Iście leninowska kariera. No i pani poseł do niedawna była także szefową wrocławskich struktur tej partii, ale po tym jak w trakcie obecnej kadencji samorządowej pięciu radnych uciekło z klubu PiS, to i prezes stracił cierpliwość i przysłał do Wrocławia komisarza. Teraz rządzi tu niedawna radna warszawskiej dzielnicy Śródmieście. I teraz dochodzimy do clou. Otóż wszyscy ci radni uciekli do klubu Jacka Sutryka. Niektórzy podejrzewali, że pani poseł jakiś kontrakt podpisała z prezydentem… Podpisała, nie podpisała, ale mogła zaprosić na bal do opery prezydenta. No jakiś dług wdzięczności Jacek Sutryk ma. A jeszcze się nie zdarzyło, by po którymś balu, na którym był prezydent, wybuchła afera. Nikt nie pyta kto płaci, ile płaci, a nawet jak po długim czasie coś wyjdzie, to jakoś nikt z tego wielkiego halo nie robi. Wrocławianom wmówiono, że pan prezydent musi żyć godnie. Poza tym w ratuszu tę jedną sztukę opanowano do perfekcji. Nawet jak pojawiły się pogłoski, że któryś z dyrektorów zrobił sobie wieczór kawalerski i wykorzystał do tego to i owo z magistrackiej własności, to najwięksi śledczy nie znaleźli dowodów. Tak w papierkach to rozpisano. Szacun. I z operą dano by radę, a tak będą kontrole. Przeróżne. Na przykład sejmikowej komisji rewizyjnej. Oczywiście, jak najbardziej zgodnie z prawem. Tylko okazuje się, że jednym z kontrolerów będzie Marek Łapiński, wiceprezes wrocławskiego TBS, najgorzej zarządzanej spółki miejskiej. Czyli coś w stylu jakby Szpicbródka ścigał Henryka Kwinto. Tego to i Tuwim by nie wymyślił.


A wracając do tego, co wydarzyło się we wrocławskiej Operze… Przypomniały mi się młode lata. Gdy kilka dni przed moją osiemnastką rodzice wyjechali, do naszego niewielkiego mieszkania w bloku zaprosiłem ponad sto osób. Bal w operze to małe miki przy tym. Udało mi się posprzątać i większych śladów nie było. Tylko po powrocie rodziców odwiedziło nas z pół osiedla. Podobno sąsiedzi nie mogli spać… A były to czasy, gdy punk ścierał się z metalem. Po takim rozgłosie nauczyłem się, że z różnych powodów bawić należy się dyskretniej. Niestety arogancja władzy powoduje zjawisko, które cytowany Julian Tuwim w zupełnie innym utworze opisał tak:

Reklama

Powiedz człowiekowi, że na niebie jest gwiazd 978301246569987 a uwierzy. Ale napisz kartkę „Świeżo malowane”, a sprawdzi palcem i powala się.


 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości