Kiczowaty blichtr i luksus smakowany przez szybę, puste frazesy i głowy pełne pijackich dyrdymałów. Premierowa inscenizacja przerażająco aktualnej sztuki teatralnej pt. „Kazimierz i Karolina” już w tę sobotę na deskach Teatru Polskiego.
Kryzys gospodarzy i kryzys wartości, kryzys języka i kryzys miłości. Brzmi to aż nazbyt znajomo, a przecież dzieło austriackiego dramatopisarza Ödöna von Horvátha powstało w latach 30. XX wieku.
„Kazimierz i Karolina“ to sztuka o miłości w czasach kryzysu, a jeszcze bardziej o ludziach, jakim przyszło w nim żyć. Ludziach rozczarowanych i pustych w środku, którzy na ślepo chwytają się chwilowych rozkoszy. Są do szpiku kości banalni - banalnie myślą, o banałach marzą, nawet ich język jest banalny.
Horváth, który żył i tworzył w oparach rodzącego się faszyzmu uczynił głównym, tragikomicznym bohaterem swojej twórczości drobnomieszczaństwo. Z wyczuciem i zjadliwym krytycyzmem obnażał pustkę wyzierającą z drobnomieszczańskich marzeń o „bardziej różowych perspektywach na przyszłość”.
Wrocławska inscenizacja „Kazimierza i Karoliny“ przygotowana została przez jednego z czołowych reżyserów Teatru Polskiego, Jan Klatę na podstawie przekładu autorstwa Moniki Muskały. W głównych rolach zobaczymy Marcina Czarnika (Kazimierz) i Annę Ilczuk (Karolina).
Premiera spektaklu odbędzie się 23 października o godz. 19.00 na Scenie Kameralnej przy ul. Świdnickiej 28.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze