Wyrok w sprawie zbrodni miłoszyckiej, za którą wcześniej bezpodstawnie skazano Tomasza Komendę, mógł zapaść z naruszeniem prawa. Tak wynika z wydanego właśnie wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Proces mógł nie być rzetelny, bo wśród sędziów którzy skazywali "nowych" sprawców zbrodni zasiadał tzw. neosędzia. Trybunał dał teraz Polsce czas na to, by zaproponowała zmiany prawne pozwalające wybrnąć z tej sytuacji. Jeśli tak się nie stanie, Trybunał sam zdecyduje, co dalej z wydanym w Polsce prawomocnym wyrokiem.
Zbrodnia miłoszycka to brutalny gwałt i zabójstwo piętnastoletniej Małgosi z Jecza-Laskowic. Dziewczynka bawiła się w sylwestrową noc w 1996 roku na dyskotece Alctatraz w pobliskich Miłoszycach. Niewiele wypiła, ale do piwa i szampana czegoś jej dosypano. Była ledwie przytomna. Sprawcy wyprowadzili ją z dyskoteki, a potem na jednym z podwórek brutalnie zgwałcili. Dziewczynka zmarła pozostawiona na mrozie.
Śledztwo w tej sprawie pełne było błędów. Wiele śladów nie zostało zabezpieczonych, a te które zebrała policja biegli później źle ocenili. W konsekwencji za zbrodnię na 25 lat więzienia skazano niewinnego Tomasza Komendę z Wrocławia - choć miał alibi, z którego jasno wynikało że feralnej nocy w ogóle nie było go w Miłoszycach. Mężczyzna odsiedział w więzieniu 18 lat, nim ponownie zbadano dowody i jednoznacznie uznano, że z gwałtem i zabójstwem nie miał nic wspólnego. Dostał za to potężne odszkodowanie od Skarbu Państwa. Dziś przed sądem o te pieniądze walczy jego rodzina, bo Komenda w ubiegłym roku zmarł na raka.
Tymczasem w nowym procesie za zbrodnię skazano Ireneusza M. (wcześniej karanego już za gwałty) oraz ochroniarza z dyskoteki, a dziś strażaka i kierowcę autobusu - Norberta Basiurę (od początku zgadza się na publikację swojego nazwiska). Sprawców zbrodni mogło być jeszcze dwóch, ale ślady DNA na odzieży Małgosi nie pasują do żadnego z mężczyzn, których typowali śledczy.
Obaj "nowi" skazani odsiadują już wyroki, ale konsekwentnie utrzymują, że są niewinni. Ireneusza M. polski sąd skazał na 25 lat więzienia, Basiurę - na 15 lat. I właśnie obrończyni tego drugiego - mecenas Renata Kopczyk - zaskarżyła polski wyrok do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zarzutów miała wiele. Jeden z nich to fakt, że sprawę badał m.in. tzw. neosędzia, powołany z naruszeniem prawa.
I właśnie ten wątek ocenił teraz Trybunał. Na razie wydał tylko wyrok pilotażowy, zobowiązując Polskę do podjęcia kroków prawnych, które pozwolą wyeliminować problem orzekania w sprawach tzw. neosędziów. Dopiero po ruchu Polski w tej kwestii, Trybunał zdecyduje co dalej w sprawie samej zbrodni w Miłoszycach.
- Sporo spośród zawisłych przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka to tak zwane „sprawy powtarzające się”, których źródłem są tożsame dysfunkcje występujące na poziomie krajowym - tłumaczy w swoim wpisie na Facebooku mecenas Renata Kopczyk. - Zadaniem Trybunału w wyroku pilotażowym jest nie tylko stwierdzenie naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w konkretnej sprawie, lecz również zidentyfikowanie problemu systemowego i przekazanie rządowi wskazówek w zakresie rodzaju środków zaradczych niezbędnych do jego rozwiązania - wyjaśnia. - Zasadniczą cechą procedury pilotażowej jest możliwość odroczenia lub „zamrożenia”powiązanych spraw na pewien okres, pod warunkiem niezwłocznego podjęcia przez rząd działań służących przyjęciu środków krajowych wymaganych w celu wykonania wyroku. Trybunał może jednak wznowić rozpoznanie odroczonych spraw w każdym przypadku - zaznacza. - Teraz pozostaje nam czekać na dalsze kroki strony polskiej - dodaje Kopczyk.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze