Reklama

Bolesna porażka i to na własne życzenie. Śląsk przegrywa derby z Zagłębiem Lubin

11/12/2020 22:49

Gra na remis, minimalizm, brak odwagi w grze i, nie ma co ukrywać, zasłużona kara. Śląsk Wrocław prowadził w derbach Dolnego Śląska, ale ostatecznie przegrał 1:2 z Zagłębiem Lubin po golu w doliczonym czasie gry.

W tym roku dopiero w grudniu, ale wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany przez dolnośląskich kibiców. Derby Dolnego Śląska, decydujące o tym kto na kilka miesięcy zyska w tym rejonie futbolowe zwierzchnictwo. Napędzony dwoma zwycięstwami z rzędu Śląsk Wrocław jechał do Lubina nie tylko po to, by utrzeć nosa regionalnym rywalom. Wrocławianie mieli również okazję po raz pierwszy od przeszło 9 lat wygrać w Lubinie i w końcu w tym sezonie triumfować na wyjeździe z drużyną nie będącą kandydatem do spadku (wcześniej wygrywali z Podbeskidziem oraz Wisłą Kraków). Poza tym derbowe zwycięstwo byłoby świetnym prezentem gwiazdkowym dla kibiców, którzy w mijającym już roku nie mogli w pełni cieszyć się dopingowaniem swoich ulubieńców, gdyż koronawirus skutecznie zabraniał i wciąż zabrania wstępu na trybuny.


Okazja trafiła się na papierze przynajmniej całkiem niezła, gdyż Zagłębie przystąpiło do meczu poważnie osłabione. W derbach nie mogli zagrać dwaj kluczowi zawodnicy defensywy, stoper Lorenzo Simić oraz lewy obrońca Sasa Balić. Co więcej, lubinianie musieli sobie radzić bez głównego rozgrywającego, Filipa Starzyńskiego. W Śląsku chory na COVID wciąż był z kolei Matus Putnocky, którego jednak w meczu z Rakowem Częstochowa świetnie zastąpił Michał Szromnik. W wyjściowym składzie względem starcia z liderem, zaszła jedna zmiana. Patryka Janasika zastąpił Guillermo Cotugno, dla którego był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie w tym sezonie.

Reklama

W poprzednim sezonie w dwóch derbowych dolnośląskich meczach, oglądaliśmy aż 12 goli. Piłkarze obu drużyn ewidentnie o tym pamiętali i… od samego początku rzucili się na siebie. Nie minęły trzy minuty, a już mogło być 1:1. Najpierw Krzysztof Mączyński w świetnej sytuacji przegrał pojedynek z Dominikiem Hładunem. Chwilę później w świetnej sytuacji Patryka Szysza zatrzymał Michał Szromnik, ale na dobitkę szansę miał Samuel Mraz. Jednak napastnik Zagłębia zmarnował stuprocentową sytuację i nie trafił na praktycznie pustą bramkę. Nie minęły kolejne dwie minuty, a sam na sam ze Szromnikiem wyszedł Dejan Drazić, jednak golkiper Śląska znów znakomitą interwencją uratował drużynę. Po iście rock’n’rollowym początku, piłkarze dali nam i sobie chwilę odpoczynku, ale nie za długą. Wszakże już w 16. Minucie Drazić zza szesnastki huknął w poprzeczkę.


Więcej sytuacji miało Zagłębie, ale to Śląsk jako pierwszy swoją wykorzystał. W 24. Minucie wrocławianie skorzystali na błędzie lubinian w rozegraniu i wyprowadzili zabójczą kontrę. Mateusz Praszelik posłał świetne długie podanie do Erika Exposito. Hiszpan uciekł rywalom i pewnym strzałem w sytuacji sam na sam pokonał Hładuna. Exposito potwierdził tym samym, że patent na derby ma jak mało kto, bo to był już jego czwarty gol, w trzecim meczu przeciwko Zagłębiu. Czy to koniec sytuacji bramkowych w tej połowie? Otóż nie. W 34. Minucie mogło być 2:0, ale Robert Pich minął się z piłką w polu karnym, nie dostawiając nogi w odpowiednim momencie.

Reklama

Ostatnie starcia tych drużyn wskazywały jasno, że zapowiada się na bardzo dobre widowisko i pierwsza połowa nie zawiodła. Dopiero w jej końcówce obie drużyny nieco zwolniły, przypominając sobie że coś tam popracować w defensywie też można. Śląsk utrzymał prowadzenie do przerwy, ale WKS musiał popracować nad stabilnością z tyłu, bo Zagłębie dość swobodnie wbijało się w pole karne wrocławian i tylko kunszt Szromnika oraz koszmarny jak dotąd występ Samuela Mraza, sprawiły że gospodarze nie strzelili gola.


Po powrocie na boisko Śląsk oraz Zagłębie nie zaatakowały się nawzajem z taka furią jak wcześniej. Gra nieco zwolniła, ale obie drużyny wciąż aktywnie szukały możliwości rozerwania defensywy rywali. No i lubinianie znaleźli. W 59 minucie kapitalne górne podanie do Jakuba Wójcickiego posłał Żubrowski. Prawy obrońca opanował piłkę, ale przy próbie strzału został wycięty przez ratującego sytuację Szromnika. Sędzia Dobrynin nie wahał się i podyktował jedenastkę, choć na powtórkach wydawało się, iż golkiper Śląska najpierw trafił piłkę, a potem wpadł w rywala. Tak czy inaczej, karny był, a potem gol również, bo strzał Drazicia był absolutnie poza zasięgiem Szromnika. Trudno winić bramkarza WKS-u za tą jedenastkę, bo zrobił co mógł. Ale na wszelki wypadek zrehabilitował się tak czy siak. W 68 minucie iście fenomenalnie odbił piłkę po strzale głową Mraza. Zrobił to dosłownie w ostatniej chwili, fundując mocnego kandydata do interwencji być może całej rundy.

Reklama

Utrata gola podziałała na zespół WKS-u… nijak. Wrocławianie nie wyglądali jakby specjalnie się tym przejęli, ani na zespół, grający tak ważne dla kibiców derby. Trochę na zasadzie „remis w sumie też może być”. Dominik Hładun w bramce Zagłębia niesamowicie się w drugiej połowie musiał nudzić, bo Śląsk nie był nawet blisko zatrudnienia go w konkretniejszy sposób. Pełna obrona i polowanie na ewentualne kontry, co też niezbyt wychodziło. Wrocławianie mieli o tyle szczęścia, że przy swoich atakach Zagłębie prędzej czy później coś psuło i nie mogło wyjść na prowadzenie. Ale szczęście też ma swoje granice. WKS się o tym okrutnie przekonał. W 93 minucie meczu, w doliczonym czasie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, w polu karnym Śląska piłka trafiła do kompletnie niepilnowanego z nieznanych przyczyn Kamila Kruka. Młody pomocnik który na boisko wszedł kilkadziesiąt sekund wcześniej nie myślał długo, strzelił na bramkę, a Michał Szromnik mógł tylko popatrzeć z wyrzutami na swoich obrońców. Zagłębie wyszło na prowadzenie, a na odrabianie strat było już za mało.


Śląsk te derby przegrał i to przegrał na własne życzenie. Bo można mówić, że ten karny dla Zagłębia był raczej „miękki”. Być może nie powinno go być. Ale fakty są takie że był, został wykorzystany, a WKS nie zrobił absolutnie nic. Na drugą połowę wyszli z założeniem bronienia prowadzenia. To się nie udało. Potem zamiast się odgryźć, przeszli na kompletną obronę remisu. Tutaj też zawiedli i to w najbardziej bolesny sposób, gdyż w ostatniej chwili. Ale trzeba to przyznać, dostali to o co się sami prosili. Erik Exposito jedną okazję miał i ją wykorzystał. Potem był odcięty. Waldemar Sobota oraz Krzysztof Mączyński na boisku byli i tyle. Po prostu byli, bo nic w związku z tym się nie wydarzyło. Nie pierwszy raz w ostatnich tygodniach. Skrzydłowi oraz boczni obrońcy też niemalże nic nie dali. W pierwszej połowie to to jeszcze jakoś akceptowalnie wyglądało. Ale za takie jak druga powinno się karać. I oni dzisiaj tą karę dostali, przez co po raz kolejny przegrali na wyjeździe i to tak ważny mecz.

Reklama

Śląsk ma do rozegrania jeszcze jeden mecz przed przerwą zimową. Już w czwartek 17 grudnia o 18:00, wrocławianie na własnym stadionie podejmą Wartę Poznań,


Zagłębie Lubin vs Śląsk Wrocław 2:1


Gole:


0:1 – Erik Exposito 24’


1:1 – Dejan Drazić 61’ (K)


2:1 – Kamil Kruk 90+3’


Zagłębie: Hładun – Wójcicki (90+2. Bednarczyk), Jończy, Guldan, Bartolewski – Poręba (90+2. Kruk), Baszkirow (46. Zivec), Żubrowski, Szysz, Drazić (89. Ratajczyk) – Mraz (72. Sirk)


Śląsk: Szromnik – Cotugno, Puerto, Tamas, Stiglec – Pawłowski (85. Bergier), Sobota (70. Pałaszewski), Mączyński, Praszelik (72. Zylla), Pich (72. Samiec-Talar) – Exposito (85. Piasecki)

Reklama

Żółte kartki: Bartolewski, Poręba (Zagłębie) – Tamas, Mączyński (Śląsk)


Sędzia: Zbigniew Dobrynin


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości