Reklama

Co Śląsk powiedział o sobie w meczu z Legią Warszawa?

13/02/2015 00:00

Na ten mecz we Wrocławiu czekano długo. Spodziewano się bowiem, że potyczka z Legią powie co nieco o potencjale Śląska i pokaże, na co będzie stać zespół już bez Sebastiana Mili. Co wiemy o zespole trenera Tadeusza Pawłowskiego po meczu z warszawską Legią?

Otóż po meczu przeciwko aktualnym mistrzom Polski przede wszystkim warto mieć z tyłu głowy mądre powiedzenie, że pośpiech jest potrzebny tylko przy łapaniu pcheł. Natomiast gdy przychodzi do ferowania ocen zespołu piłkarskiego, zwłaszcza takiego, który gra już bez wieloletniego lidera, wtedy potrzeba głównie chłodnej głowy i równie chłodnego spojrzenia. Przyjmując taką perspektywę, dostrzeżemy kilka wniosków na temat Śląska w oparciu o to, co wrocławski zespół zaprezentował stając naprzeciw Legii. Po pierwsze - drużynie należy dać czas. W czwartkowym meczu widać było bowiem, że piłkarze potrzebują jeszcze trochę czasu, by wrócić na odpowiednio wysokie obroty. A najwięcej czasu potrzebuje Peter Grajciar.



Jego występ przeciwko Legii jest szeroko komentowany i najczęściej słychać, że nowy w Śląsku Słowak w tym spotkaniu zawiódł. To jednak ocena niesprawiedliwa. Grajciar grał przecież swój pierwszy oficjalny mecz w nowym zespole, na dodatek od razu przeciwko aktualnym mistrzom Polski. I widać było, że drzemie w nim potencjał, ale potrzebuje też czasu, by na boisku lepiej rozumieć się z kolegami, lepiej wyczuwać ich nawyki. Poza tym, piłkarze Legii w meczu ze Śląskiem poczynali sobie na murawie dość śmiało, często na granicy faulu. I to właśnie Grajciar był tym, który spośród piłkarzy Śląska najczęściej leżał, zwijając się z bólu. A po faulu na nim obrońca Legii Jakub Rzeźniczak mógł wylecieć z boiska, bo zaatakował Słowaka bez pardonu. W takich warunkach, w meczu przeciwko dobrze ustawionej Legii, nie będąc jeszcze “przetartym w boju” w Ekstraklasie Słowak zwyczajnie nie mógł zagrać tak, by dostać najwyższe noty. Ale trener Tadeusz Pawłowski pozytywnie ocenił jego występ, chwaląc też za pracę wykonaną na boisku. Wydaje się, że szkoleniowiec Śląska ma spory kredyt zaufania dla nowego rozgrywającego swojej drużyny. I warto o tym pamiętać, zanim zawiesi się Grajciarowi poprzeczkę zbyt wysoko.



Mecz z Legią pokazał też, że zapowiedzi piłkarzy i trenerów Śląska o dobrze przepracowanym obozie w Turcji nie były przypadkowe. Jest jasne, że ogranie przyjdzie z czasem, bo mecz z Legią był dopiero pierwszym o stawkę, rozegranym w 2015 r. Ale wrocławianie mimo gry na trudnej, grząskiej murawie i do tego po blisko 30 minutach walki w osłabieniu, bez Tomasza Hołoty, kondycyjnie i pod względem ambicjonalnym pokazali się z dobrej strony. Naciskali na Legię do ostatnich minut, nie złożyli broni mimo straconego gola i wyrzuconego z boiska Hołoty. Ta ambicja się opłaciła, bo Śląsk wreszcie znalazł drogę do warszawskiej bramki, ratując w ten sposób remis.



Po zimowej przerwie, Śląsk Wrocław to trochę projekt w budowie. Zespół ma nowego rozgrywającego, są też trzej inni piłkarze, którzy dołączyli do drużyny kilka tygodni temu. Trener Tadeusz Pawłowski pewne klocki musi poukładać od nowa, by stworzyć sprawnie działający mechanizm. Ale po meczu z warszawską Legią można być spokojnym o to, na co będzie Śląsk stać wiosną. Wrocławianie powinni nadal mocno się liczyć w walce o ligowe medale, bo już na samym początku rozgrywek pokazali, że stać ich na grę jak równy z równym nawet z silną Legią Warszawa.



Atutem Śląska powinien też być szeroka kadra, a wszystko dzięki zimowym transferem. Bardzo ciekawie zapowiada się np. walka o miejsce w składzie między Marco Paixao a Słowakiem Milosem Lacnym. Przeciwko Legii cały mecz zagrał ten pierwszy, a Lacny marzł na ławce rezerwowych. Ale trener Śląska deklarował już, że będzie mocno rotował składem, aby nie obciążać zbytnio kluczowych piłkarzy. A Lacny podczas zimowych sparingów pokazał, że może być zawodnikiem, na którego warto postawić. Szerokie pole manewru trener Śląska ma też wśród pomocników, gdzie o dwa miejsca w środku pola walczy czterech piłkarzy: Tom Hateley, Tomasz Hołota, Lukas Droppa i Krzysztof Danielewicz. Przeciwko Legii w pierwszym składzie zagrali dwaj pierwsi z wymienionych i zwłaszcza Hateley zaprezentował się z dobrej strony. Ale gdy na boisku był Droppa i Danielewicz, Śląsk na tyle mocno przycisnął Legię, że zdołał doprowadzić do remisu. Widać zatem, że szerokie pole manewru może wyjść Śląskowi na zdrowie.



Śląsk ma więc szerszą niż jesienią kadrę, ma zawodników, którzy mogą “odpalić”, jest dobrze przygotowany fizycznie i mentalnie, ma też dobrą pozycję w tabeli, co trzy pkt. straty do warszawskiej Legii szybko mogą zostać zredukowane do zera. Mecz z Legią pokazał, że wszystkie te mocne karty Śląska wiosną mogą przynieść sporo korzyści. A to, co pokazali w nim wrocławianie, pozwala z optymizmem kalkulować ich szanse w walce o ligowe medale.
Łukasz Maślanka, Twitter: @Lukasz_Maslanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości