W kinach możecie oglądać film "Vika!" w reżyserii Agnieszki Zwiefki. To dokument z elementami musicalu opowiadający historię Viki, czyli DJ Wiki, 81-letniej didżejki. My rozmawiamy z bohaterką filmu, która naprawdę nazywa się Wirginia Szmyt.
Wika, czyli Wirginia Szmyt ma 81 lat i od ponad dwóch dekad gra w klubach. Jest didżejką. A młodzi ludzie mówią: "chciałbym mieć taką babcię". Tymczasem Wika najlepiej czuje się w ciszy. Nie lepi pierogów, nie dzwoni co drugi dzień i dopiero w tym roku, po dłuższej przerwie, spędziła Wigilię z rodziną. Jaka jest DJ Wika? Szalona, niezależna i ma ogromne poczucie humoru. Bo woli obserwować tętniące życie, a nie świat z okna. Z Wiką rozmawialiśmy przy okazji premierowego pokazu filmu "Vika!" w Dolnośląskim Centrum Filmowym.
Kinga Mierzwiak: Na początku filmu słyszymy od jednego z uczestników imprezy, że chciałby, by była Pani jego babcią. Zresztą, nawet do reżyserki filmu, Agnieszki Zwiefki, mówi Pani wnusiu, choć oczywiście nie na takich pokazach jak ten. Często Pani to słyszy: Babciu?
DJ Wika: Bardzo często. Mówią, że taką babcią by chcieli mieć. Zresztą, ja uważam, że jestem bardzo dobrą babcią.
KM: Ale nietypową.
DJ Wika: Tak, na pewno jestem bardzo grzeszna i nieużyteczna.
KM: Zwraca Pani uwagę na to, że w życiu bardzo ważna jest niezależność i samodzielność. Jak to sobie Pani wypracowała? A może ta niezależność była z Panią od początku?
DJ Wika: Ta niezależność to dzisiaj podstawa. Proszę zobaczyć, zanikają rodziny wielopokoleniowe. I ta niezależność to przyszłość naszych seniorów. Samodzielność, niezależność, życie własnym życiem, nie życiem dzieci. Oczywiście, relacje z rodziną są zawsze potrzebne. Chodzi o to, by nie poświęcać im całego życia. Bo jak nam się wyczerpią siły, to najczęściej trafiamy do domów opieki albo na społeczny margines. Dlatego trzeba myśleć o sobie i zapewnić komfort swojego życia jak najdłużej. A dzieci zawsze mogą pomóc. Są różne sytuacje: jesteśmy bezwładni, chorzy. W tym wypadku musimy być w domach opieki: i to nie tych, gdzie ceny są 8 tysięcy złotych za pokój, ale takich na możliwości naszych emerytur.
KM: W filmie mamy też scenę, w której dzwoni Pani do wnuczka czy wnuczki i nikt nie odbiera. Czy ten happy end w relacji z wnukami nastąpił? Bo niestety w filmie go nie zauważamy.
DJ Wika: W filmie są pewne rzeczy, które stanowią tylko jakieś przesłanie. Jeśli dzwonię i ktoś nie odbiera, to ja nie czynię z tego problemu. To nie oznacza, że ktoś zawsze nie odbiera. Jak nie odbiera, to może go nie ma. Zadzwonię później. Film pokazuje relacje, które ja mam. Ale pamiętajcie o tym, że ja pracuję 27 lat z seniorami. Gram też 27 lat. I czasami obserwując ich relacje z rodzinami zaczynam mieć dystans i poczucie ostrożności do własnej relacji z rodziną. Mam dystans do swojej rodziny, bo nie chcę żyć tylko ich życiem. To mój sposób na życie i taki sposób jest dla mnie wygodny. Nie mam czasu, żeby zajmować się rodziną. Jeżeli ja będę się zajmować rodziną, to potem moja rodzina będzie musiała się mną zajmować. A ja sprawdzam na sobie, jak długo mogę być niezależna, samodzielna, samowystarczalna i nikogo nie obciążać. Skoro wybrałam taką drogę, to nie mogę zawsze uczestniczyć w ich życiu. Coś za coś. Ja muszę się też przygotować do grania.
KM: A gra Pani sporo.
DJ Wika: W sobotę gram do 1.00 w nocy, niedzielę mam wolną, we wtorek gram, potem prowadzę imprezę i tak ciągle. Zresztą, moje dzieci mają po 60 lat, wnuki są po 30-stce, mają swoje dziewczyny, swoich chłopaków. Są dorośli. Po co ja mam się zajmować wnuczkami?
KM: A co Pani gra na imprezach?
DJ Wika: Ja gram pod parkiet. Jeżeli ktoś kocha disco polo, to też zagram. Ja jestem przecież dla tych, co tańczą, a nie od tego, żebym uczyła wysokich lotów. Od wysokich lotów są koncerty, teatry. Gram różną muzykę: biesiadną, tango, cha chę, latynoskie, lata 80., 90., a jeśli ktoś poprosi o "Zielone oczy" Martyniuka, to też zagram. Spełniam życzenia parkietu.
KM: A ulubiony Pani kawałek? Rodzaj muzyki?
DJ Wika: Wszystko kocham, w zależności od nastroju. Ale bardzo lubię reggae. Jest takie wyciszające. Lubię brzmienie saksofonu, muzykę instrumentalną, ale najbardziej kocham ciszę. Lubię też czytać.
KM: A jaki jest Pani harmonogram dnia?
DJ Wika: Zazwyczaj wstaję około godz. 11.00. Zazwyczaj rozkręcam się w drugiej połowie dnia. Czasem czytam do 3.30., ale zazwyczaj kładę się 1.30.
KM: Zadam teraz trudne, osobiste pytanie. Jeżeli Pani nie chce, proszę nie odpowiadać. Starość to też samotność. Czy przez to wyjście do młodych ludzi, kluby, imprezy, czy Pani nie próbuje w ten sposób zagłuszyć samotności?
DJ Wika: Tak, oczywiście, w pewnym sensie w ten sposób zagłuszam samotność, ale z drugiej strony: kocham samotność w domu. Kocham ciszę. I nie jestem sama. Mam dwa koty i bardzo dużo pracy. Gram muzykę w klubach, ale w domu najbardziej uwielbiam ciszę.
KM: Dziękuję bardzo za rozmowę.
rozmawiała
Kinga Mierzwiak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze