Reklama

Dominacja i dewastacja na początek roku. Koszykarski Śląsk rozgromił Asseco Arkę Gdynia

03/01/2021 17:38

To był pokaz siły w wykonaniu wrocławian. Koszykarski Śląsk Wrocław nie dał najmniejszych szans Asseco Arce Gdynia, rozbijając zespół z Pomorza na ich parkiecie 102:63. To drugi raz w tym sezonie, gdy WKS przekroczył barierę 100 pkt w jednym meczu, a jednocześnie pierwszy w spotkaniu wyjazdowym.

Wrocławianie w 2021 rok weszli na trzecim miejscu w tabeli i po dwóch zwycięstwach z rzędu. Ich forma nie była może jeszcze w pełni stabilna, bowiem chociażby ze Spójnią Stargard w ostatnim meczu przed świętami męczyli się dużo bardziej niż powinni. Ale charakter to w tym sezonie jeden z największych atutów Śląska, który z wielu opresji i kryzysów w trakcie meczu, wychodził obronną ręką. Na przeciwnym biegunie z kolei znajdowali się rywale WKS-u. Na Asseco Arkę spadła w ostatnich tygodniach plaga kontuzji, m.in. dwóch najlepiej punktujących, Przemysława Żołnierewicza oraz Krzysztofa Szubargi. To nie pozostało bez wpływu na formę, gdyż gdynianie przegrali osiem z ostatnich 9 meczów. Mimo iż mecz odbywał się na boisku rywala, to Śląsk był więc faworytem. Można było wręcz stwierdzić, iż wrocławianie z tak osłabionym przeciwnikiem mieli wręcz obowiązek wygrać, by kontynuować umacnianie się w ścisłej czołówce tabeli.


Dobry początek meczu był dla Śląska bardzo istotny, gdyż można było przypuszczać iż to wtedy gospodarze będą najgroźniejsi, a dopiero potem osłabieni zaczną tracić siły. Oczywiście wcale tak być nie musiało, ale WKS tak czy inaczej w pierwszej kwarcie mocno zaznaczył swoją przewagę. O ile bowiem w pierwszych minutach Arka dotrzymywała im kroku, tak z czasem dobra gra duetu Aleksander Dziewa-Strahinja Jovanović dała gościom prowadzenie nawet 17:7. Wrocławianie popełnili potem kilka dość głupich błędów i gdynianie znów się zbliżyli, przewagę Śląska odbudował Mateusz Szlachetka. Młody rozgrywający pokazał się w końcówce kwarty ze świetnej strony, a jego wsad na kilka sekund przed końcem spuentował udaną dla WKS-u kwartę, wygraną 23:14.

Reklama

W drugiej części meczu WKS wciąż miał sytuację pod kontrolą i w zasadzie powtórzył scenariusz z pierwszej kwarty. Spokojny początek, kilka celnych rzutów na utrzymanie przewagi, chwilowy przestój w grze, a potem znów wejście na wysokie obroty. Bardzo dobrze grał chociażby Ivan Ramljak, który powrócił do gry po przedświątecznej nieobecności w meczu ze Spójnią, czy Mateusz Szlachetka, zmierzający po swój najlepszy wynik punktowy w barwach Śląska. Druga kwarta tylko powiększyła przewagę gości, którzy prowadzili już 50:30.


Po przerwie znacznie lepsza postawa Śląska, przerodziła się w absolutną dominację. Już na początku trzeciej kwarty wrocławianie potraktowali rywali serią czterech celnych rzutów za trzy punkty z rzędu. Coraz bardziej bezradnych rywali, bo po zespole z Gdyni widać po prostu było, że nie mają pomysłu na poprawę gry, a nawet gdyby pomysł był, to brakowało wykonawców. Rozpędzony WKS bił i patrzył tylko czy równo puchnie. Tylko w tej kwarcie goście trafili aż siedem trójek. Efekt? Prowadzenie aż 87:42 przed ostatnią częścią meczu.

Reklama

Czwarta kwarta z reguły jest decydująca o losach meczu, ale trudno było oprzeć się wrażeniu, iż Śląsk po prostu zamknął już ten mecz wcześniej. Nawet przy jakimś mega-kryzysie roztrwonienie ponad 40 pkt było mało możliwe, zwłaszcza że sama Asseco Arka musiałaby zacząć niesamowicie trafiać. A to z kolei przy ich dyspozycji wydawało się jeszcze bardziej nierealne. Wrocławianie byli tego świadomi, bo nie forsowali już tempa w ostatniej kwarcie i koncentracja też już nie była ta, bo popełniali więcej błędów oraz rzucali mniej skutecznie. Przegrali nawet tą kwartę, lecz tylko sześcioma punktami (15:21). Nie zmieniło to faktu, iż w ostatecznym rozrachunku WKS wygrał pewnie oraz wysoko 102:63.


Śląsk miał pojechać to Gdyni, pokazać swoją siłę oraz formę i wygrać wysoko. Misja została więc wypełniona w 100%. Niemalże od początku meczu widać było wyraźnie kto tutaj dominuje. WKS nie dał gospodarzom żadnych szans. Asseco Arka gasła z każdą minutą, nie mając po prostu argumentów na przełamanie supremacji wrocławian. Śląsk był skuteczniejszy, szczelniejszy w obronie, miał więcej jakości praktycznie wszędzie i celniej rzucał za trzy. Świetny mecz rozegrali choćby Akos Keller, który jeśli chodzi o rzuty z gry miał 6/6, Strahinja Jovanović, najlepiej punktujący na boisku (19 pkt), czy Mateusz Szlachetka, który zanotował najlepszy występ w barwach Śląska. To miała być dominacja. I jak najbardziej była.

Reklama

WKS zbliża się powoli do aż sześciu domowych spotkań z rzędu, ale zanim to nastąpi, czeka ich jeszcze jeden mecz wyjazdowy. W sobotę 9 stycznia udadzą się do Starogardu Gdańskiego, gdzie zmierzą się z ostatnią w tabeli Polpharmą.


Asseco Arka Gdynia – WKS Śląsk Wrocław 63:102 (14:23, 16:27, 12:37, 21:15)


Asseco Arka: Kobel 4, Dylewicz 15, Wołoszyn 5, Hrycaniuk 12, Wadowski 10 oraz Kołodziej 7, Walkowiak 0, Kaszowski 4, Pluta 2, Malczyk 0, Kowalczyk 4


Trener: Przemysław Frasunkiewicz


Śląsk: Gibson 10, Keller 14, Dziewa 10, Jovanović 19, Ramljak 13 oraz Stewart 14, Musiał 2, Gordon 0, Gabiński 3, Szlachetka 13, Tomczak 4, Zagórski 0

Reklama

Trener: Oliver Vidin


Bartosz Królikowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości