– Konsekwencje epidemii zapewne będą odczuwalne jeszcze długo po jej ustąpieniu, ale jakie one będą i w jaki sposób się objawią, nie sposób sobie teraz wyobrazić – mówi Marek Fiedor, dyrektor naczelny i artystyczny Wrocławskiego Teatru Współczesnego, którego zapytaliśmy o sytuację instytucji kultury i artystów w trakcie pandemii koronawirusa.
– W związku z odwołaniem spektakli we wszystkich teatrach w Polsce oraz zawieszeniem ich działalności edukacyjnej w bardzo trudnej sytuacji finansowej znaleźli się wszystkie aktorki i wszyscy aktorzy – mówi Piotr Rudzki z Teatru Polskiego – w podziemiu. – Staramy się o zwiększenie środków budżetowych na ten cel – informuje minister kultury, Piotr Gliński.
Michał Hernes: Czy martwi się pan o przyszłość Wrocławskiego Teatru Współczesnego i teatru w ogóle?
Marek Fiedor: Teraz martwię się o przyszłość Polski, świata i ludzi "w ogóle".
Jak obecna sytuacja wpłynie na plany Wrocławskiego Teatru Współczesnego i jego repertuar?
Żeby móc planować repertuar, trzeba wiedzieć, kiedy epidemia się skończy. Na razie nie mam (ani nikt w Polsce nie ma) żadnych danych, by snuć jakiekolwiek rozważania na temat skutków epidemii dla trybu pracy teatrów.
Minister Kultury poinformował, że o pomoc ministerstwa mogą ubiegać się artyści i twórcy znajdujący się w trudnej sytuacji życiowej. Piotr Gliński zapewnia, że trwają starania o zwiększenie środków budżetowych na ten cel. Jak wygląda sytuacja aktorów we Wrocławskim Teatrze Współczesnym
Aktorzy etatowi otrzymają od teatru wsparcie finansowe. Urząd Miasta Wrocławia (nasz organizator) również zapewnia, że udzieli teatrom pomocy.
Jaka atmosfera panuje w prowadzonym przez pana teatrze?
We Wrocławskim Teatrze Współczesnym pracuje obecnie minimalna ilość osób - pięć dziennie, na krótkich, rotacyjnych dyżurach, trudno jest więc mówić o jakiejś ogólnej atmosferze. Myślę, że w odczuciach pracowników dominuje, jak wszędzie w Polsce, poczucie powagi sytuacji i obawa o przyszłość.
Czy obecna sytuacja jest inspirująca dla artystów?
Jako reżyser, w tym momencie o tym nie myślę.
Krzepiące jest to, że wiele osób deklaruje pomoc i wzajemnie sobie pomaga.
Owszem, nie pierwszy raz sytuacja ekstremalna wyzwala w ludziach odruchy empatii i solidarności.
Czy nie obawia się pan, że po zakończeniu pandemii przez jakiś czas ludzie nie będą mieli pieniędzy na kulturę, w tym teatr?
Moje obawy, póki co, związane są raczej z problemem przetrwania trudnego czasu. Konsekwencje epidemii zapewne będą odczuwalne jeszcze długo po jej ustąpieniu, ale jakie one będą i w jaki sposób się objawią, nie sposób sobie teraz wyobrazić.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze