Były symbolem buntu, absurdu i kpiny z systemu. Dziś reklamują deweloperów, banki i miejskie instytucje. Zdaniem Wiesława Cupały, jednego z liderów Pomarańczowej Alternatywy, z wrocławskich krasnali zostało niewiele. Podobnie zresztą, jak z dawnego Grzegorza Brauna, którego Cupała pamięta z antykomunistycznych happeningów.
– Krasnoludki dzielą się na dzikie i oswojone. Wrocław jest dziś przepełniony oswojonymi, a dzikich zostało mało. A główna różnica jest taka, że dziki może komuś naszczać do piwa, a oswojony już nie – mówi dziś Wiesław Cupała, jeden z liderów Pomarańczowej Alternatywy.
To właśnie krasnale pojawiały się na plamach farby, którymi milicja zamalowywała antykomunistyczne napisy. Absurdalny bohater stał się symbolem ruchu, który zamiast walczyć z systemem pięścią, postanowił go ośmieszyć. Działacze organizowali uliczne happeningi, rozdawali przechodniom deficytowy papier toaletowy, obchodzili „Dzień Milicjanta” czy maszerowali pod surrealistycznymi hasłami w rodzaju „Nie ma wolności bez krasnoludków”. Władza często odpowiadała aresztowaniami, przez co sama stawała się bohaterem żartu.
Po latach sam symbol wymknął się jednak swoim twórcom spod kontroli. Początkiem współczesnej historii krasnali był rok 2001. Wtedy przy ul. Świdnickiej stanął „Papa Krasnal”, pomnik nawiązujący do Pomarańczowej Alternatywy. – Jak to powstało, nikt nie myślał, że tak się rozwinie – wspomina dawny działacz wrocławskiej kontrkultury.
Porównuje sytuację do słynnych „Słoneczników” Vincenta van Gogha: – Skończyła się sztuka, zaczęła komercja. Kiedy reprodukcje wiszą w co drugim mieszczańskim domu, nadal są „Słonecznikami”. Ale coś się zmienia.
Nie wszyscy dawni działacze Pomarańczowej Alternatywy pogodzili się z tym, że krasnal stał się miejskim gadżetem. Najgłośniej walczył o to Waldemar „Major” Fydrych, twórca Pomarańczowej Alternatywy. W 2011 roku pozwał Wrocław, zarzucając miastu bezprawne wykorzystanie w promocji wizerunku krasnala w pomarańczowej czapce i z kwiatkiem w dłoni. Nie chodziło więc o wszystkie figurki rozsiane po mieście, lecz o konkretny znak kojarzony z ruchem. Po wieloletniej batalii sąd przyznał mu rację, uznając, że miasto naruszyło jego prawa autorskie majątkowe i osobiste. Spór zakończył się przeprosinami oraz odszkodowaniem — w 2018 roku sąd utrzymał wyrok, zgodnie z którym Wrocław miał zapłacić Fydrychowi 666 666,66 zł.
Studiujący na Uniwersytecie Wrocławskim Grzegorz Braun również obracał się w środowisku wrocławskiej kontrkultury lat 80. Dziś jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków skrajnej prawicy.
Wiesław Cupała przyznaje, że obserwuje tę przemianę z dużym zdziwieniem: – Znałem go jako bardzo spokojnego człowieka, który pięknie opowiadał o filmie. Był też trochę roztargniony. Opowiadał kiedyś załamany, że nie zaliczył jakichś zajęć, bo chciał zrobić film o tym, jak przez cztery pory roku wygląda jedno miejsce i płynący obok strumień. Zajęcia trwały tylko dwie pory roku, więc nie zdążył.
Dziś, gdy ogląda Brauna w mediach, mówi krótko: – Nie poznaję go.
Jednocześnie podkreśla, że po tylu latach trudno oceniać dawnych znajomych według współczesnych kategorii politycznych: – Sporo ludzi już nie żyje. Historia jest trochę jak science fiction puszczone wstecz. Wszystko wyglądało zupełnie inaczej.
Sam jest dziś emerytowanym nauczycielem akademickim, doktorem matematyki, wykładał też sztuczną inteligencję na Politechnice i wydał pierwszy polski przewodnik dla hackerów. Obecnie robi digidady, czyli dadaistyczne cyberobrazy.

Czy dziś możliwa byłaby nowa Pomarańczowa Alternatywa? – Obśmiewanie władzy jest metodą wieczną. Zmieniają się tylko reżimy i ich reakcje. To była szczególna chwila historyczna. Końcowa faza systemu sowieckiego. Nawet milicjanci, którzy za nami biegali, widzieli już absurd sytuacji – komentuje Wiesław Cupała.
W latach 80. problemem była cenzura. Dziś – jego zdaniem – nadmiar informacji: – Rewolucji nie ma dziś na ulicy. Rewolucja jest w sztucznej inteligencji i komputerach. Życie społeczne przeniosło się do Internetu. Najważniejszą umiejętnością staje się odróżnienie informacji prawdziwej od prawdopodobnej i tego powinno się uczyć w szkołach.
Choć nie ma już milicyjnych pałek, ani ulicznych obław na happeningowców, nie jest optymistą. – Uważam, że będzie gorzej. Następuje coraz większa pozorność demokracji – podsumowuje działacz Pomarańczowej Alternatywy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Opcje są dwie. Albo Bräunowi po prostu peron odjechał, albo jest opłacany przez kacapów
Opcje są dwie. Albo Bräunowi po prostu peron odjechał, albo jest opłacany przez kacapów