Reklama

Gdzie się spotkać w mieście spotkań, czyli jak żyć na wrocławskich osiedlach?

30/03/2016 00:00

- Może czas zastanowić się jak w plan każdego osiedla wpisać "miejsce spotkań". Gdzieniegdzie może to być plac, gdzieniegdzie park, jakiś deptak. Ale niech będzie to miejsce z ławkami i otwarte dla wszystkich - pisze w liście do naszej redakcji mieszkaniec wrocławskiego Tarnogaju.

Od urodzenia jestem wrocławianinem. Przez większość swojego życia dane było mi mieszkać w ścisłym centrum, tam czułem się „lokalsem” i w sposób oczywisty miejscem spotkań był dla mnie Rynek i jego okolice, dziesiątki tamtejszych knajpek i instytucji kultury.


 


Potem człowiek dorósł, okazało się, że na mieszkanie w ścisłym centrum nie ma szans i tak wylądowałem na, przecież nie aż tak odległym od centrum, Tarnogaju. I okazało się, że Wrocławia muszę nauczyć się na nowo.


 


Tarnogaj nie jest najgorzej skomunikowany, ale dopiero parę lat temu zaczął przeobrażać się z osiedla typowo przemysłowego w osiedle mieszkalne. Dziś jest tu sporo nowych inwestycji (Lokum, Innova, Moderno, Oaza, Jesionowa, Zaułek Piękna, Punkt Piękna, Belleville) i hordy nowych mieszkańców.

Reklama

 


Mieszkańców, którzy tak jak ja przybyli z różnych stron i jak ja uczyli się okolicy od początku. I w końcu mieszkańców, którzy się nie znają i wygląda na to, że nigdy nie poznają. Bo nie mają ku temu okazji.


 

 


Na Tarnogaju mieszka nas jakieś 6 tys. (choć nie wiem dokładnie na ile te dane są aktualne, bo i w ostatnim czasie granice osiedla się zmieniły, i nowe bloki powstają co chwilę), ale choćbyśmy chcieli, nie mamy gdzie się spotykać.


 


Tu nie ma żadnej instytucji kultury, żadnego placu, parku, nawet knajpki, jakiegokolwiek miejsca, które mogło by pomóc zintegrować się nowym "lokalsom". Jest jedna szkoła podstawowa, zatem szczęśliwi posiadacze potomstwa mają szansę na kontakt z sąsiadami na wywiadówkach. Tyle.

Większość budowanych współcześnie osiedli odgrodzona  jest reszty świata wysokim płotem, co nie pomaga budować sąsiedzkich relacji. Ale trudno oczekiwać, że prywatny inwestor załatwi to, czym powinno zająć się miasto.

Mam pełną świadomość, że to, o czym piszę dotyczy wielu wrocławskich osiedli, szczególnie tych, które mają dość młody rodowód. Te nowe, budowane przez deweloperów, których przecież głównym celem jest maksymalizacja zysku, a nie budowa społeczeństwa, powstają na przedmieściach. Nowe instytucje kultury i tak lokowane są w centrum. W pełni rozumiem, że nie wszędzie może być ryneczek jak na Psim Polu czy Centrum Kultury Zamek jak w Leśnicy.

Reklama

 


Jeśli chcemy mieć społeczność, obywateli, ludzi zaangażowanych to musimy stwarzać im okazję. Ja wiem, że można powiedzieć "jest WBO, mieszkańcy jak chcą to mogą". Ale mieszkańcy często są dla siebie zupełnie anonimowi i choćby chcieli, to nie wiedzą z kim. WBO nie rozwiązuje wszystkiego.


 


Może czas zastanowić się jak w plan każdego osiedla wpisać "miejsce spotkań". Gdzieniegdzie może to być plac, gdzieniegdzie park, jakiś deptak. Ale niech będzie to miejsce z ławkami i otwarte dla wszystkich. Niech Rady Osiedla wyjdą też do tych nowych, a nie zamykają się w swoim starym, bezpiecznym środowisku. Może warto zastanowić się co można zrobić, by restauracje, puby czy nawet zwykłe pizzerie, miejsca gdzie może posiedzieć powstawały nie tylko w centrum miasta i w centrach handlowych.
 

Reklama

Wrocław nie powinien spotykać się tylko w Rynku. Niech mieszkańcy mają szanse spotkać się ze sobą, u siebie.


 


mieszkaniec Tarnogaju


red.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości