Taką grę Śląska chciałoby się oglądać w każdym meczu wrocławian. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego wreszcie zaliczył wygraną na wiosnę, pokonując Lechię Gdańsk 3:0. I zepsuł Sebastianowi Mili radość z powrotu do Wrocławia.
Wszystko wskazuje na to, że trener Śląska Tadeusz Pawłowski ma talent do prowadzenia wstrząsów kontrolowanych w swoich zespołach. Gdy rok temu pozbawił Sebastiana Milę opaski kapitańskiej, Śląsk zaczął grać coraz lepiej, pewnie utrzymał się w lidze, a w nowym sezonie był rewelacją rundy jesiennej. Teraz, po trwającej od lutego br. serii meczów bez zwycięstwa i bolesnej porażce w Gliwicach z Piastem, trener Pawłowski znów powiedział “Basta!”. I zabrał opaskę kapitana Marco Paixao, oddając ją Mariuszowi Pawełkowi. Efekt? Nie odważymy się powiedzieć, że Śląsk wróci na właściwy kurs, ale pewne jest, że wreszcie wygrał. A lepszej ofiary wrocławianie nie mogli sobie wymarzyć, bo pierwsze wiosenne zwycięstwo zaliczył na Lechii Gdańsk z Sebastianem Milą w składzie.Skład Śląska na mecz z Lechią był nieco przemeblowany, a wszystko przez kontuzje Dudu, Lukasa Droppy i Toma Hateleya. Bać się można było zwłaszcza absencji tego ostatniego, bo w poprzednich meczach Anglik wykonywał dla Śląska świetną pracę. W ich miejsce trener Pawłowski posłał do walki Krzysztofa Ostrowskiego, Krzysztofa Danielewicza i Tomasza Hołotę.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze