Reklama

Jeden trener, dwa różne zespoły. Rok 2017 w wykonaniu piłkarzy Śląska Wrocław [PODSUMOWANIE]

22/12/2017 16:33

Ależ to był rok! W Śląsku zmieniali się piłkarze, prezesi, pracownicy klubu i tylko trener pozostał ten sam. Aspiracje znów były wysokie, tymczasem WKS w ostatniej chwili oddalił widmo spadku i choć jesienią grał momentami rewelacyjnie, to znów jest tuż nad kreską.

Piłkarze Śląska rozpoczęli sezon od... przedłużenia urlopów. Negocjacje z trenerem Janem Urbanem się przeciągały, wobec czego zawodnicy rozpoczęli treningi nie 4, a 6 stycznia. Okres transferowy w wykonaniu działaczy WKS-u był przeciętny, bo sprowadzono tylko Roberta PichaAleksandara Kovacevicia, a pożegnano się m.in. z Mariuszem IdzikiemBence Mervo. Późniejsze transfery również nie rzuciły na kolana, bo sprowadzono zawodników, którzy nie mieścili się w składach innych ekstraklasowych drużyn, takich jak Mateusz Lewandowski czy Łukasz Zwoliński. Nie trudno się domyślić, że furory nie zrobili.


Chociaż początkowo wyniki nie były najgorsze - okres przygotowawczy bez porażki i cztery punkty w dwóch pierwszych meczach - to z biegiem czasu jasne się stało, że Śląsk nie zagra w górnej ósemce. Ostatecznie do tego celu zabrakło pięciu "oczek", a wrocławianie nie dość, że nie zagrali o wysokie cele, to jeszcze nad strefą spadkową zachowywali zaledwie dwa punkty przewagi. Po podziale punktów Śląsk dwukrotnie przegrał 0:2 (z Górnikiem Łęczna i Piastem Gliwice), a widmo spadku stawało się coraz bardziej realne. Na szczęście podopieczni Jana Urbana w porę się odblokowali - z Ruchem Chorzów wygrali aż 6:0, a parę dni później pokonali Arkę Gdynia 4:1 i Cracovię 2:0, dzięki czemu uciekli spod topora. Sezon WKS zakończył z przytupem, pokonując na początku czerwca Wisłę w Płocku 3:0. Konia z rzędem temu, kto spodziewał się, że będzie to ostatnie wyjazdowe zwycięstwo Śląska w tym roku...

Reklama

W przerwie międzysezonowej Śląsk postawił na rewolucję zamiast ewolucji. W klubie nie chciał zostać Ryota Morioka, a pożegnano się także z Mariuszem Pawełkiem, Ostoją Stjepanoviciem, Peterem Grajciarem, Kamilem Bilińskim, Łukaszem Zwolińskim, Joanem Romanem, Mario Engelsem, Lubosem Kamenarem, Alvarinho i Mateuszem Lewandowskim. Bardzo imponująco prezentowała się lista zawodników, którzy Śląsk wzmocnili - Jakub Kosecki, Arkadiusz Piech, Marcin Robak, Jakub Słowik, Michał Chrapek, Michał Mak, Kamil Vacek, Boban Jović i Djordje Cotra.


Ściągnięci do Śląska zawodnicy mieli pasować idealnie do filozofii gry trenera Jana Urbana. Śląsk miał grać ofensywnie, ładnie dla oka, jak to podsumował w trakcie sezonu sam szkoleniowiec, ma drużynę do gry, nie do walki. Transferami i nowym stylem gry Śląska chciano dotrzeć do kibiców. W poprzednim sezonie wrocławianie często prezentowali - mówiąc łagodnie - siermiężny futbol, co w połączeniu z mizernymi wynikami odpychało kibiców od bywania na Stadionie Wrocław.

Reklama

Dodajmy, że ważnym wydarzeniem była zmiana prezesa - Krzysztofa Hołuba zastąpił Michał Bobowiec. I właśnie dzięki niemu piłkarze WKS-u w końcu grają z logotypem sponsora na koszulkach, a został nim bukmacher forBet.


Trzeba też pamiętać, że w wakacje Śląsk był przedmiotem inwestorskiej potyczki między miastem Wrocław i biznesmenem Grzegorzem Ślakiem. Miasto chciało pozbyć się kontrolnego pakietu akcji w Śląsku, Ślak wygrał przetarg i wydawało się, że dla klubu zaczyna się nowa epoka. Potem jednak wszystko diabli wzięli, Ślak ostatecznie zakupu nie sfinalizował. Miasto musiało - kolejny już raz w ciągu dekady - dorzucić spory grosz do Śląska, aby postawić klub na nogi. Początkowo spór z Grzegorzem Ślakiem miał zostać rozstrzygnięty sądownie, jednak ostatecznie zrezygnowano z takiego rozwiązania. Czy to oznacza możliwość wejścia biznesmena w klub w przyszłości? Niewykluczone. Tak czy inaczej, udało się opanować poważny kryzys, który przed sezonem solidnie zdestabilizował Śląsk.

Reklama

Miał tej jesieni Śląsk momenty wielkie, kiedy w piłkarskiej Polsce mówiono o nim w superlatywach. Zespół łapał wiatr w żagle, potrafił pokonać Lecha Poznań i Legię Warszawa, a na trybunach Stadionu Wrocław meldowało się ponad 20 tys. kibiców. Takiej frekwencji w Śląsku nie widziano od dawna, a w klubie żyła nadzieja, że nie będzie to chwilowy zryw, ale trend, który utrzyma się na dłużej. Niektórzy upatrywali w drużynie poważnego kandydata do miejsca medalowego w ekstraklasie.


Te marzenia jednak spaliły na panewce. Śląsk przez całą jesień miał ogromne problemy z kontuzjami. Na papierze jego skład wyglądał świetnie, ale przez całą rundę trener Jan Urban musiał mocno się gimnastykować, aby jakoś posklejać podstawową jedenastkę. W derbowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin doszło do tego, że wszystkie miejsca na ławce rezerwowych zajęli juniorzy. A młodziutki Konrad Poprawa został wtedy rzucony na głęboką wodę i zagrał cały mecz na odpowiedzialnej pozycji stopera.

Reklama

Urazy zdziesiątkowały zwłaszcza formację defensywną Śląska. Pod koniec poprzednich rozgrywek "rozsypał się" Adam Kokoszka, a przed sezonem poważnej kontuzji doznał Kamil Dankowski. Mający go zastąpić Boban Jović też wypadł z gry przez trudny do wyleczenia uraz ścięgna Achillesa, a kontuzja kolana wyeliminowała Djordje Cotrę. Przez to w klubie chuchano i dmuchano na stoperów, czyli Piotra CelebanaIgorsa Tarasovsa, bo gdyby ich dopadły kontuzje, obrona Śląska wyglądałaby marnie. Obaj jednak wykazali się dobrym zdrowiem, ale coś za coś. W obronie stabilizacja jest ważna, a w Śląsku defensywę łatano przymusowo pomocnikiem Robertem Pichem. Nic więc dziwnego, że wrocławianie jesienią stracili aż 31 bramek, co jest jednym z gorszych wyników w Ekstraklasie. A gdy nie ma pewności w tyłach, to z przodu trudno coś sklecić. I właśnie przez poważne kłopoty w obronie Śląsk zaliczył jesień znacznie gorszą, niż oczekiwano przed sezonem. Brak stabilizacji i brak ludzi do grania nie mógł pozostać bez wpływu.


Mnóstwo pretensji można mieć do Śląska za jego jesienne popisy w meczach wyjazdowych. Drużyna trenera Jana Urbana jesienią na obcych stadionach była bezradna i nie wygrała ani razu! Mało tego, w meczach w roli gościa Śląsk stracił aż 20 bramek, co jest drugim najgorszym wynikiem w ekstraklasie. Zdarzały się spotkania, jak niedawne w Niecieczy z Bruk-Bet Termaliką (porażka 1:2), kiedy Śląsk sprawiał wrażenie nieobecnego na boisku. Chluby wrocławianom nie przynosi także porażka 1:4 w Płocku z Wisłą. I nie ma co się łudzić: bez punktów zdobywanych na cudzym terenie Śląsk będzie miał olbrzymie problemy z awansem do czołowej ósemki w Ekstraklasie.

Reklama

Zanosi się na to, że podczas zimowej przerwy w Śląsku Wrocław będzie gorąco. Przed ostatnim meczem roku mówiono głośno, że dni trenera Jana Urbana w klubie są policzone. Zespół wziął szkoleniowca w obronę i na pożegnanie roku pokonał faworyzowaną Jagiellonię Białystok. Po spotkaniu wrocławscy piłkarze, śpiewając głośno "Jedziemy dalej, trenerze jedziemy dalej!" dali jasno do zrozumienia, że chcą nadal pracować z Urbanem. Decyzja należy jednak do władz miasta, a z ratusza płyną sprzeczne sygnały. Wg pogłosek, nie tylko pod trenerem chwieje się fotel, ale też pod dyrektorem sportowym Adamem Matyskiem i prezesem Michałem Bobowcem.


Ciężki rok za Śląskiem, a niewątpliwie jeszcze cięższy przed nim. Choć dystans do górnej ósemki wciąż się powiększa, to kibice nadal mają nadzieję, że w końcu wrocławianie w niej zagrają. Wydaje się, że zespołowi najbardziej potrzebny jest czas - żeby wszyscy się wyleczyli i cierpliwość - żeby do tego czas większości nie zwolniono.


Łukasz Maślanka, Paweł Prochowski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości