To już pewne. Nie będzie żadnej kary dla motorniczego, który w centrum Wrocławia groził bronią kierowcy osobowego auta blokującego przejazd tramwaju. Kierowca odmówił składania zeznań i zawiadamiania o przestępstwie. A to był podstawowy warunek wszczęcia śledztwa w tej sprawie.
KLIKNIJ I ZOBACZ ZDJĘCIA
Do tego wstrząsającego zdarzenia doszło przed dwoma tygodniami na placu Strzegomskim we Wrocławiu. 27-letni motorniczy wściekł się, bo kierowca osobowego auta zablokował mu przejazd przez torowisko - zatrzymał się na nim, by przepuścić jadący na sygnale radiowóz. Motorniczy na oczach pasażerów wybiegł w tramwaju, podszedł do auta i wymierzył do kierowcy z broni (jak się później okazało, był to pistolet gazowy). MPK zachowanie swojego pracownika nazwało niedopuszczalnym i natychmiast zwolniło go z pracy. Mężczyźnie groziły jednak także bardzo poważne konsekwencja karne, w tym nawet kilkuletnie więzienie. Dziś wiadomo już, że żadnej kary nie będzie.
- Groźby karalne to przestępstwo ścigane na wniosek poszkodowanego - tłumaczy portalowi TuWroclaw.com Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. Aby można było wszcząć śledztwo, kierowca musiałby złożyć zawiadomienie o przestępstwie i zeznać, że zachowanie motorniczego naprawdę go wystraszyło i spodziewał się, że pracownik MPK może mu zrobić krzywdę. Tymczasem mimo apeli policji kierowca długo się do niej nie zgłaszał. Gdy wreszcie udało się go odnaleźć, odmówił składania zeznań i oficjalnego zawiadamiania o zajściu. To właściwie kończy sprawę.
Motorniczego tramwaju linii 12 czekają tylko konsekwencje za posiadanie narkotyków - zaraz po zajściu na pl. Strzegomski znaleźli przy nim ich niewielką ilość. Policja wciąż czeka na wyniki badań toksykologicznych, które wykażą czy mężczyzna mógł pod ich wpływem prowadzić tramwaj.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze