-To był odruch, nie wiem dlaczego akurat tak postąpiłem – mówił po spotkaniu z wojewodą dolnośląskim Pawłem Hreniakiem i minister Elżbietą Witek, Dariusz Kądziela - kierowca autobusu linii 145, który w ubiegły czwartek wyniósł ładunek wybuchowy z pojazdu, który prowadził.
Podczas wtorkowego spotkania w Urzędzie Wojewódzkim, podziękowania za bohaterski czyn w imieniu premier Beaty Szydło kierowcy złożyła minister Elżbieta Witek - Pan Dariusz poprzez swoje zachowanie i odwagę uratował zdrowie i życie wielu pasażerów – mówiła podczas spotkania z dziennikarzami szefowa gabinetu politycznego premiera.Pan Dariusz to człowiek niezwykle skromny. Niechętnie wraca do feralnego dnia. Podczas badania sprawy, specjaliści zauważyli, że kierowca postąpił wbrew instrukcjom – doskonale znałem te procedury, jak wszyscy przeszedłem szkolenie, ale wszystko działo się bardzo szybko, a ja miałem świadomość, że odpowiadam za autobus i jego pasażerów – mówił podczas spotkania z dziennikarzami Kądziela. Nie ma wątpliwości, że tylko dzięki natychmiastowej reakcji pana Dariusza obrażeń doznała zaledwie jedna osoba. Na pokładzie autobusu znajdowało się kilkudziesięciu pasażerów, którzy w momencie wybuchu nie mięliby szans na ucieczkę.
Kierowca zdradził również, że w centrum Wrocławia nie doszło do tragedii głównie dzięki jego intuicji – ładunek nie dymił, nie syczał, miałem wewnętrzne przeczucie, że coś z tym bagażem jest nie tak. Mam nadzieję, że to będzie lekcja dla moich kolegów z pracy, zawsze podczas przerwy musimy dokładnie sprawdzać autobus, w którym pracujemy – radził Pan Dariusz, który z firmą Michalczewski (operatorem linii 145) związany jest od 2009 roku, kiedy to jeszcze pracował w Radomiu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze