Reklama

Kompromitacja Śląska. Porażka w piątym domowym meczu z rzedu i koniec marzeń o Pucharze Polski

04/12/2018 20:06

Kryzys Śląska Wrocław pogłębia się, a zespół zbliża się lotem koszącym do dna. Śląsk przegrał z Miedzią Legnica 0:1 i odpadł z Pucharu Polski. Zaliczył też piątą z rzędu, licząc również mecze ekstraklasowe, porażkę na własnym stadionie.

W przerwie tego spotkania, z głośników Stadionu Wrocław wybrzmiała znana, dla wielu kultowa piosenka zespołu AC/DC “Highway to hell”. I przypadkowo, ale skutecznie obsłudze technicznej tego meczu udało się trafić w punkt z podsumowaniem tego, co właśnie się dzieje w Śląsku. Zespół gra coraz gorzej, przegrywa mecz za meczem, a styl gry wrocławian woła o pomstę do nieba.


Jest jeszcze coś, na co uwagę zwracają kibice. W Śląsku aż rzuca się w oczy tzw. tumiwisizm u niektórych zawodników. To są drobiazgi, ale czytelne - akcje, kiedy można pójść dalej za rywalem, próbować go dogonić, nieco przyspieszyć tempo w walce o piłkę… Obserwując te detale, można stwierdzić, jakie jest morale danego zespołu: czy chce się bić o lepsze jutro, czy też generalnie mało komu taka mizeria przeszkadza.

Reklama

W meczu z Miedzią Legnica w Śląsku tych drobiazgów nie było, a na pewno nie u wszystkich piłkarzy. Było paru takich, którzy ewidentnie nie dawali z siebie tyle, ile mogli i w sytuacji stykowej z rywalem byli o pół tempa gorsi. Liczba głupich błędów też przytłaczała. W tym spotkaniu niektórzy gracze Śląska przechodzili samych siebie w dogrywaniu piłki koledze z zespołu za plecy i nie w tempo, w unikaniu asekuracji, w wychodzeniu do podania… Przy takim natłoku błędów nie da się grać i wygrywać. W tym kontekście, mecz  z Miedzią można potraktować nawet nie jako lupę, tylko jako teleskop, który uwypukla kryzys wewnętrzny w Śląsku Wrocław.


Dodajmy do tego inne obrazki. Kamery uchwyciły uśmiech na twarzy trenera Tadeusza Pawłowskiego już po zakończeniu meczu. Kiedy Śląsk stracił gola, na stadionowym telebimie też pokazano oblicze wrocławskiego szkoleniowca: pełne niedowierzania, jakby popularny “Teddy” nie wierzył w to, co widzi. I jakby nie panował nad tym, co robią na boisku jego zawodnicy.

Reklama

I trudno się dziwić temu zaskoczeniu trenera Śląska, bo ci sami ludzie nieco ponad miesiąc temu w Legnicy rozjechali Miedź bez skrupułów, wygrywając 5:0. Teraz zaś mieli problem, aby poradzić sobie z rywalem grającym anemicznie, skupionym głównie na defensywie, szukającym jakiejś zgubionej przez Śląsk piłki, aby wyjść z kontrą. A tak wyglądała gra legnickiego zespołu w pierwszej połowie. Wrocławianie zaś chcieli być tymi, którzy dominują. Mnożyli więc podania, wzdłuż i wszerz boiska. To miało być mądre granie, z poszanowaniem piłki, z graniem skrzydłami, gdzie aktywny był zwłaszcza Łukasz Broź. Tylko co z tego, skoro wrocławianie nie potrafili zrobić zupełnie nic pod bramką rywala. A Miedź zrobiła, co do niej należało. W 43. minucie Borja Fernandez skorzystał z gapiostwa wrocławskich obrońców i pokonał bezradnego Jakuba Wrąbla.


Na drugą połowę trener Pawłowski nie wypuścił już na boisko Damiana Gąski, jednego z bardziej bezproduktywnych graczy Śląska przed przerwą. Zastąpił go Arkadiuszem Piechem, którego gra była równie dyskretna i mało rzucająca się w oczy. Cały Śląsk zaś nadal wyglądał źle, miał problem nawet z wykonaniem jednego celnego podania, kiedy nadarzyła się okazja do kontry. Efekt? Jedna ładna “główka” Roberta Picha, obroniona przez Łukasza Sapelę. Goście zaś wiedzieli, że mają w ręku wynik-marzenie i mieli długie momenty, kiedy bronili się głęboko na własnej połowie w 11. Gracze Śląska nie mieli więc praktycznie miejsca, aby cokolwiek zrobić Ale będziemy złośliwi: wcale nie mamy przekonania, że wrocławianie graliby lepiej, gdyby Miedź broniła się, dajmy na to, w 5 osób…

Reklama


Porażka z Miedzią Legnica oznacza, że Śląsk Wrocław zakończył swoje występy w Pucharze Polski 2018/2019. Teraz mogą skupić się na graniu w Ekstraklasie, gdzie też tli się wokół nich pożar. Stołek trenerski Tadeusza Pawłowskiego chwieje się coraz mocniej, bo nie widać ani tego, że piłkarze wiedzą, co mają grać, ani tego, że ten szkoleniowiec ma jakikolwiek pomysł, aby wyjść z kryzysu. I zanosi się na to, że we wrocławskim klubie zima będzie sroga.


Śląsk Wrocław - Miedź Legnica 0:1 (0:1)
Gol: Borja Fernandez (43.).

Reklama

Śląsk Wrocław: Wrąbel - Broź, Pawelec, Golla, Cotra - Cholewiak, Pałaszewski (82. Samiec-Talar), Augusto, Gąska (46. Piech), Pich (74. Szczepan) - Robak.
Miedź Legnica: Sapela - Zieliński, Milijković, Osyra, Żyro, Pikk - Ojamaa, Purzycki, Borja Fernandez (90. Bartczak), Forsell (90. Garguła) - Szczepaniak (78. Piasecki).



Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: ok. 2 tysiące.


Łukasz Maślanka, Prochu

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości