W niedzielne popołudnie ktoś podpalił pasiekę pod lasem przy ul. Narciarskiej. Dla pana Władysława i jego rodziny, która pszczelarstwem zajmuje się od lat to ogromna strata. Właściciel pszczół nie ma wątpliwości, że było to podpalenie, bo w ugaszonych ulach znalazł materiał łatwopalny.
Do podpalenia doszło w niedzielne popołudnie, najprawdopodobniej pomiędzy godziną 16:00, a 17:00. – Część uli została spalona, a do części sprawca nalał benzyny, co również poczyniło spore szkody – mówi Władysław Andryszczak, właściciel pasieki.
W wyniku pożaru oraz zatrucia benzyną ucierpieć mogło nawet kilkaset tysięcy pszczół. Uratować udało się tylko jedną z 19 pszczelich rodzin.
Pszczelarz nie ma pojęcia, dlaczego komuś mogła przeszkadzać pasieka położona na uboczu, pod lasem. – Nie mam wrogów. Sąsiedzi zawsze byli bardzo pozytywnie nastawieni do mojego zajęcia – mówi w rozmowie z tuWroclaw.com. – Gdy pojawił się ogień, cała okolica się zbiegła, żeby pomóc przy gaszeniu – dodaje.
Mieszkańcy wrocławskiego Strachocina teraz pomagają też w odbudowie pasieki. – Otrzymałem już telefon, że ktoś zamówił dla mnie drewno i inne materiały do odbudowy uli. Nie spodziewałem się takiego odzewu. Wszystkim, którzy chcą mi pomóc jestem bardzo wdzięczny – dodaje pan Władysław.
Niestety ciągle nie udało się ustalić, kto może odpowiadać za zniszczenie uli. Właściciel pasieki apeluje do wszystkich, którzy widzieli w ostatni weekend w okolicy ul. Narciarskiej podejrzane osoby (mogły mieć kanister albo butelkę z benzyną) lub samochody o kontakt pod nr 510 740 838.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze