Wciąż walczymy z trwającą od kilku dni powodzią. Sytuacja jest coraz stabilniejsza i wydaje się, że najgorsze chwile są za nami, jednak cały czas trudno mówić o spokoju. Spokoju tego od paru dni nie mają także zwierzęta, które podobnie jak ludzie cierpią przez wielką wodę.
W telewizji, Internecie, gazetach widać zdjęcia zwierząt, które przerażone i spłoszone uciekają przed wodą.
Kot, wspinający się po prostopadłej desce, próbujący zdążyć przed falą, kury, siedzące na dachu domu, którego tylko czubek wystaje spod wody czy ślimak, pełznący po słupie otoczony wielką wodą stają się swego rodzaju symbolem dotykającej nas dzisiaj tragedii. Zupełnie bezbronne i nie mające szans w walce z żywiołem dodatkowo motywują ludzi w tych trudnych chwilach.
>Walka Wrocławia z wielką wodą
We Wrocławiu także pojawił się mały bohater, który nie poddając się losowi walczył ze zbliżającym się żywiołem. Z pomocą ludzi walkę wygrał.
W czwartek Michał Walenciuk pojechał w kierunku Trestna, żeby zobaczyć, jak wyglądają zalane okolice. Już wówczas tamte tereny tonęły. Pola i łąki szybko znikały pod wodą. Michał wyciągnął aparat i z niepokojem fotografował zalane tereny. Rozglądając się dookoła zauważył wysepkę, a właściwie kawałek niezalanego pola. Na wysepce spostrzegł ruch. Okazało się, że na kawałku suchego jeszcze pola w popłochu biegał mały zajączek, który w panice szukał sposobu na ucieczkę od wody. Na szczęście dla spłoszonego zwierzątka na miejscu byli życzliwi ludzie, którzy nie zastanawiając się długo weszli do wody i próbowali złapać wystraszone zwierzę. Zając uciekał, wskakiwał do wody, wyrywał się, aż poddał silniejszemu człowiekowi. Jedna z osób zdjęła swoją bluzę, owinęła w nią zajączka i przeniosła na bezpieczny, suchy ląd.
> Zobacz akcję ratunkową zajączka
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze