Reklama

Nie wiedziała, że jest uchodźcą. Spektakl „Szaberplac. Moja miłość”

11/03/2021 23:11

– Nie byłam świadoma, że jestem uchodźcą. Człowiek nigdy nie jest tego świadomy i o tym traktuje mój nowy spektakl. Wróciłam do domu, ale wciąż kocham Polskę i waszą wspaniałą kulturę – mówi Tanja Miletić Oručević, która wyreżyserowała spektakl „Szaberplac. Moja miłość”.

– Wszystko zaczęło się od reportażu prasowego, który zaintrygował mnie opowieścią o wrocławskim Szaberplacu jako o ogromnym mrowisku powojennej klęski, w którym kupowało się i sprzedawało ludzkie losy i historie – wyznaje reżyserka. – Sytuację w powojennym mieście znam z autopsji, ponieważ przeżyłam wojnę w Mostarze. Podobieństwa ludzkich losów i zachowań narzucały się same – dodaje.


Tanja Miletić Oručević podkreśla, że długo i szczegółowo wczytywała się w literaturę i dokumenty na temat Wrocławia w roku 1945, odnajdując w Szaberplacu metaforę tamtego czasu. – Podobieństwa – lub może po prostu prawidłowości rządzące wojną i ludzką naturą – zaczęły się mnożyć: od „wielkich spraw“ historycznych jak mechanizm czystki etnicznej i propagandy powojennej, która przepisuje historię po swojemu, do całkiem drobnych szczegółów jak napisy i polskie flagi na domach, oznajmiające, że „tutaj mieszka Polak” – powiedziała artystka.

Reklama

Z punktu widzenia uchodźcy


Spektakl „Szaberplac. Moja miłość” będzie można zobaczyć we Wrocławskim Teatrze Współczesnym 12 i 13 marca o godz. 19 oraz dzień później o 18. Będzie to pożegnanie z tym przedstawieniem we WTW. Bilety, w cenie 30 i 40 zł, można kupować za pośrednictwem strony internetowej.


Michał Hernes: jak doszło do tego, że trafiła pani do Wrocławskiego Teatru Współczesnego?
Tanja Miletić Oručević
: jego dyrektor, Marek Fiedor, skontaktował się ze mną i zaproponował mi współpracę. Długo szukaliśmy tematu, który byłby mocny i intrygujący zarówno dla mnie, jak i dla niego. Doszliśmy do wniosku, że dobrą inspiracją jest słynny wrocławski Szaberplac. Praca nad tym spektaklem była długa i skomplikowana, ponieważ nie mieszkam w Polsce.

Reklama

Kiedy poznała pani Marka Fiedora?
Współpracowaliśmy ze sobą osiemnaście lat temu w krakowskiej Wyższej Szkole Teatralnej. Marek dostrzegł coś, co spodobało mu się w moich pracach i moim sposobie myślenia. Zauważył także, że radzę sobie z trudnymi tematami.


Dlaczego zdecydowała się pani na przyjazd właśnie do Polski?
Przyjechałam tu na studia do krakowskiej szkoły teatralnej, bo w Sarajewie – skąd pochodzę – trwała wojna, a ja uparłam się, że będę studiować reżyserię. Udało mi się trafić do Polski dzięki pomocy wielu wspaniałych  ludzi i zakochałam się w miejscowej kulturze, literaturze, no i w polskim teatrze.

Reklama

Czy o wyborze Polski zadecydował przypadek?
Bardziej intuicja. Nie byłam wtedy świadoma, że jestem uchodźcą. Człowiek nigdy nie jest tego świadomy i o tym traktuje mój nowy spektakl. Wróciłam do domu, ale wciąż kocham Polskę i waszą wspaniałą kulturę.


Polska to kraj, w którym wiele osób nie lubi uchodźców.
Nie mnie się na ten temat wypowiadać. Pamiętam czasy, gdy byłam uchodźcą, a to, co obecnie dzieje się w Polsce jest napędzane przez media.


Pani perspektywa, czyli osoby z zewnątrz, jest bardzo ciekawa.
Nie czuję się tu kimś obcym ze względu na moje wielkie przywiązanie do polskiej kultury i waszego języka. Odnoszę wrażenie, że ludzie bardziej żyją tym, co jest prezentowane w mediach, niż prawdziwymi relacjami międzyludzkimi. Powtórzę: lęk jest produkowany i podsycany przede wszystkim przez media. Chodząc po Wrocławiu widzę bardzo dużo obcokrajowców i słyszę przeróżne języki.

Reklama

Niestety, ja widzę też różne awantury i ataki na obcokrajowców.
Jak wspominałam, niezręcznie jest mi się na ten temat wypowiadać, bo jestem tu chwilowo i w gościnie.


Jest takie piękne greckie słowo filoksenia, czyli powitanie obcych. Jego przeciwieństwo to ksenofobia.
Polska gościnność jest przecież ogromna. To fantastyczna tradycja. Jeśli zaś chodzi o ksenofobię, ogromnym problemem jest to, że łączy się z religią, czyli czymś bardzo Polakom bliskim.


A pani jest to bliskie?
Jestem ateistką i właśnie dlatego trudno mi się na ten temat wypowiadać

Reklama

Czy obserwowanie osób wierzących i obrzędów jest dla pani interesując jako dla twórcy teatralnego?
Tak, bardzo ciekawią mnie skupiska religijnych ludzi, lubię je obserwować. Fascynuje mnie kolektywizm towarzyszący religijnym obrzędom. Gdy religia łączy się z ideami politycznymi, staje się to bardzo niebezpieczne. Faszyzm również łączy ludzi, choć w inny sposób. W tym sensie bardzo boję się tego, co dzieje się aktualnie w Polsce. To zalążek, który może się przechylić w niewłaściwą stronę. Na Bałkanach ma to miejsce od dwudziestu lat. Podobne zjawiska można zaobserwować w całej Europie.


Czy jest pani optymistką, jeśli chodzi o przyszłość Polski, Europy i świata?
Jestem bardzo zaniepokojona, ale chcę być optymistką.

Reklama

Czy kocha pani ludzi?
Tak. Wydaje mi się, że na świecie nie ma nic ważniejszego od przestrzeni społecznej, w której ludzie ze sobą przebywają. Czym innym jest polityka, a czym innym społeczeństwo. Jak wspominałam, co innego mówi się w mediach, a jeszcze inne rzeczy faktyczne się dzieją.


Jaka jest w tym wszystkim rola teatru?
Może dać ludziom poczucie wspólnoty i możliwe, że to coś zmieni.


A czy teatr jest w wstanie przyczynic się do zmian, mieć na coś wpływ?
Czytam gazety, wiem więc, co stało się ze spektaklem „Klątwa” Olivera Frljića w Warszawie. Śledzę wszystkie reakcje i sposoby, w jakie teatr broni swojej przestrzeni. Obserwowałam, jak wielkie reakcje i ogromne emocje wywołuje ta sprawa w społeczeństwie. Widzę, że teatr może mieć znaczenie. Nie chcę się jednak do tego odnosić, bo nie mieszkam w tym kraju. Nie chcę tego oceniać, bo moja wizja jest zupełnie inna niż kolegi Frljića.

Reklama

Czy teatr powinien być polityczny?
Zależy, w którym momencie i w jakim kontekście. W okresie, w którym żyjemy musi być polityczny. W ten albo inny sposób. Nie chcę jednak mówić o twórcach i ich teatralnym języku.


Czy pani teatr jest polityczny?
Tak, bo niezależnie od różnic formalnych między poszczególnymi moimi spektaklami, zawsze jest w nich miejsce na interwencje. Powiem inaczej: nie jest polityczny, ale angażuje i porusza. Mam nadzieję, że wynika to z danego kontekstu politycznego.


Ma pani w sobie siłę i odwagę, by robić taki teatr?
Mam, chociaż nie jest to łatwe. Ważną rolę odgrywa wsparcie wszystkich moich kolegów.

Reklama

Czy najlepsza sztuka często powstaje w kontrze do czegoś?
Tak. Nie sądzę, żeby zadaniem sztuki było reagowanie i politykę i mówienie o politykach w plakatowy sposób, ale musi być polityczna.


Czy ten spektakl jest zaproszeniem do dyskusji?
Tak, bo to fantastyczna metafora tego, co się współcześnie dzieje. Przejęcie własności ma bardzo dużo wspólnego z konsumeryzmem i z pogonią za dobrami materialnymi i pieniędzmi.  Dzisiaj, nawet w kontekście religijnym, największym bogiem są własność i pieniądz. Dlatego to także temat współczesny.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości