Farby, ścierki, rajstopy czy resztki obiadu – to tylko początek długiej listy rzeczy, które trafiają do miejskiej kanalizacji przez… nasze toalety! Najwięcej jest jednak nawilżanych chusteczek. Tych jest nawet kilkadziesiąt ton w miesiącu! Zdarzyła się też... kura! Wrocławscy wodociągowcy pokazali właśnie, co wyjmują z rur w przepompowni miejskich ścieków.
Czego kategorycznie nie wolno wrzucać do toalet? Klasyczny przykład, to często używane w naszych domach nawilżane chusteczki. – Po wrzuceniu do toalety, przypływają one do Wrocławskiej Oczyszczalni Ścieków, gdzie wyławiamy je na kratach i przenośnikach. Następnie wywozimy do utylizacji nawet kilkudziesięciu ton nawilżanych chusteczek miesięcznie! – podkreśla Miłosz Piasecki, lider w Zakładzie Oczyszczania Ścieków MPWiK.
Ale to nie wszystko. Chusteczka lub inne nierozpuszczalne w wodzie śmieci wrzucone do toalety, mogą doprowadzić nie tylko do zatkania kanalizacji w naszych domach, ale też do wielu problemów eksploatacyjnych: uszkodzenia pompy w przepompowni, przenośników a nawet samych krat.
Śmieci, które bezwzględnie powinny trafiać do odpowiednich koszy na śmieci, a nie toalet, to:
– Pracownicy naszego pogotowia kanalizacyjnego od lat powtarzają słynną opowieść o kurze w pionie kanalizacyjnym jednego z wrocławskich bloków. Jak rzeczona, nieoskubana z pierza kura trafiła do rury? Do dziś nie wyjaśniono. Wiadomo jedynie, że nie uczyniła tego sama, że ktoś musiał jej w tym pomóc – wspomina Martyna Bańcerek, rzeczniczka Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji we Wrocławiu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Zazwyczaj najprostsze wytłumaczenie jest tym trafnym. Nikt nie spuścił całej kury w kiblu, przecież to absurd. Kura wpadła sama do studzienki kanalizacyjnej, kiedy była zdjęta pokrywa, gdzieś na przedmieściach. Nie potrafiła się już wydostać, bo kury słabo latają i pewnie na dnie kanału dokonała żywota. Potem przyszła ulewa i spłukała kurę, wraz z deszczówką, aż do oczyszczalni ścieków. Zdumiewa tępota pracowników kanalizacji, że na to nie wpadli, tylko spekulują jakieś bzdety, a tuwroclaw powtarza, jak papuga. Przepraszam, jak kura...
Zazwyczaj najprostsze wytłumaczenie jest tym trafnym. Nikt nie spuścił całej kury w kiblu, przecież to absurd. Kura wpadła sama do studzienki kanalizacyjnej, kiedy była zdjęta pokrywa, gdzieś na przedmieściach. Nie potrafiła się już wydostać, bo kury słabo latają i pewnie na dnie kanału dokonała żywota. Potem przyszła ulewa i spłukała kurę, wraz z deszczówką, aż do oczyszczalni ścieków. Zdumiewa tępota pracowników kanalizacji, że na to nie wpadli, tylko spekulują jakieś bzdety, a tuwroclaw powtarza, jak papuga. Przepraszam, jak kura...