Fatalny wpływ stanu epidemii w Polsce na pracowników, przedsiębiorstwa, gastronomię i turystykę to nie tylko kwestia paraliżu rynku i strat finansowych. Stoją za tym prawdziwe ludzkie dramaty.
Sklepy, restauracje oraz miejsca sportu i rekreakcji są zamknięte, ludzie wychodzą z domów w ograniczonym zakresie, turystyka ustała. Nie wiadomo, ile to potrwa, dlatego już teraz część firm przygotowuje się na najgorszy scenariusz. W kiepskiej sytuacji są osoby, zatrudnione na umowach śmieciowych w szczególnie dotkniętych negatywnym wpływem pandemii koronawirusa branżach. Wiele z nich została bez źródła utrzymania z dnia na dzień.
"Będzie fala upadłości"
Większość wrocławskich restauracji, kawiarni i barów, zamkniętych decyzją rządu od 14 marca, przerzuciło się na usługi "z dowozem" i "na wynos". Wprowadziły też szczególne zasady bezpieczeństwa w lokalach. Czy to pomoże im przetrwać? Andrzej Dobek, właściciel lokalu PRL oraz prezes stowarzyszenia Nasz Rynek, które zrzesza restauratorów z wrocławskiego Rynku, nie pozostawia złudzień.
- Jeżeli rząd zamyka nam lokale, oferując w zamian niewystarczającą pomoc, to możemy spodziewać się fali upadłości na wrocławskim rynku gastronomicznym już w kwietniu. Nie wiemy, jak długo to potrwa i nie stać nas na czekanie. Owszem, bary ruszyły z dostawami, nawet te, które do tej pory takiej opcji nie miały, ale to też jest inwestycja. To tylko pierwsza reakcja, żeby wyprzedać towar, wypłacić pensje. Sytuacja jest dramatyczna, ten kryzys dotknie kilka tysięcy osób - mówi Dobek.
I dodaje, że Wrocławski Pakiet Pomocowy dla przedsiębiorców to ważny gest, ale tylko ok. 10 proc. lokalnej gastronomii działa w lokalach miejskich, więc tymczasowe zwolnienie z czynszu pomoże tylko niektórym.
- Jesteśmy zupełnie zaskoczeni, uderzyło to w nas na koniec martwego sezonu jesień-zima, w chwili, gdy właśnie nasz biznes miał znów sezonowo rozkwitać wiosną i latem. Najgorszy moment. Mamy poczucie niesprawiedliwości życiowej, bo dlaczego sklepy są otwarte, a restauracje nie? Rozumiem, że potrzebne są artykuły spożywcze, ale po co działają na przykład markety budowlane? Jeżeli kwarantanna, to całkowita - przekonuje Andrzej Dobek z Naszego Rynku.
Jego zdaniem czas pandemii przetrwają wyłącznie mała, lokalna gastronomia z domowymi obiadami oraz knajpki prowadzone przez obcokrajowców, bo stołują się tam określone społeczności. Ludzie oszczędzają, turyści nie przyjadą. Najgorzej mają puby i kluby muzyczne - one żyły z obecności ludzi w lokalach i raczej nie zaoferują nic na wynos.
Zapaść branży turystycznej
W tak złej kondycji dolnośląska turystyka nie była od lat. Chwilę po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego praktycznie cały ruch turystyczny na Dolnym Śląsku wyhamował. Szacuje się, że jeżeli stan epidemii potrwa do końca czerwca, to - na przykład - straty dolnośląskich parków narodowych będą oscylowały w granicach 5 mln zł.
Zarządzeniem marszałka województa dolnośląskiego, Cezarego Przybylskiego, w związku ze skutkami wywołanymi przez pandemię COVID-19, powołany został specjalny zespół do koordynowania prac w zakresie turystyki. Zespół ten złożony jest z hotelarzy, przewodników turystycznów oraz przedstawicieli Dolnośląskiej Izby Turystycznej, Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej i Urzędu Miasta Wrocławia. Pierwszym efektem jego prac był szereg propozycji, przekazanych do Kancelarii Premiera Mateusza Morawieckiego i Ministerstwa Rozwoju.
- Są to m. in. zwolnienie firm z branży turystycznej z opłacania składek ZUS za okres pandemii, wdrożenie procedury zawieszenia spłat kredytów na minimum pół roku, możliwość odroczenia terminu płatności lub rozłożenia na raty opłat podatkowych, obniżenie cen lub całkowite zniesienie opłat za media, czyli wodę, ścieki, energię cieplną czy gaz, oraz zwolnienie z dodatkowych opłat, wynikających ze specyfiki działalności, takich jak ZAiKS, ZPAV i abonament radiowo-telewizyjny - mówi Michał Bobowiec, członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego, stojący na czele zespołu.
Dolnośląska Organizacja Turystyczna, przy współpracy z urzędem marszałkowskim i dedykowanym turystyce zespołem, uruchomiła również projekt #VoucherTurystyczny. Pisaliśmy o nim tutaj.
Spadki na giełdzie, wstrzymana produkcja
Ale nie tylko turystyka cierpi. Nie działają baseny, kluby fitness oraz inne miejsca sportu i rekreacji, znacznie mniej osób korzysta z usług fryzjerów czy kosmetyczek. Doniesienia z giełdy pokazują, że problemy finansowe mają takie wrocławskie i dolnośląskie firmy jak CCC, Selena czy spółka KGHM. Efekty pandemii mogą wkrótce odczuć także deweloperzy.
Produkcję od 28 marca, wstępnie na trzy tygodnie, zawieszają fabryki sprzętu gospodarstwa domowego BSH, w tym również wrocławska, działająca przy ul. Żmigrodzkiej 143. - Nadal zapewniamy dostawy urządzeń - uspokaja Dariusz Bogacz z BSH.
Natomiast Wrocławskie Inwestycje zapewniają, że pomimo stanu epidemii w Polsce miejskie realizacje budowlane, jakie jak budowa Trasy Autobusowo-Tramwajowej na Nowy Dwór, trasy tramwajowej na Popowice czy remont mostów Pomorskich, są prowadzone bez zakłóceń i według harmonogramów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze