Przed domem stoi dziecięcy rowerek na czterech kółkach. Na zadbanym ogródku czeka gotowa na wiosnę duża trampolina. Jest drewniany domek dla maluchów i bramki do gry w nogę. Tylko zaparkowane na podjeździe samochody policji kryminalnej i prokuratorów zdradzają, że to w tym domu przy Sosnowej w Prusicach doszło w piątek wieczorem do niewyobrażalnego rodzinnego dramatu. Strażnik więzienny zastrzelił najpierw teściową, a potem na oczach żony zabił pięcioletnią córeczkę i ciężko ranił dziewięcioletniego synka. Sam sprawca też jest ranny. Po zbrodni próbował popełnić samobójstwo.
AKTUALIZACJA Poniedziałek, godz. 16.00. Nie żyje 9-letni chłopiec, do którego strzelał ojciec-morderca z Prusic. Więcej na ten temat tutaj - link.
- Wszyscy czujemy się poruszeni do głębi. W tych trudnych chwilach nasze myśli i serca są z bliskimi ofiar - napisał Igor Bandrowicz, burmistrz Prusic. Po piątkowej tragedii zdecydował o odwołaniu wszystkich zaplanowanych na ten weekend imprez organizowanych przez gminę. - Jednocześnie zwracam się z prośbą o uszanowanie żałoby rodziny i nie organizowanie jakichkolwiek wydarzeń kulturalnych i sportowych na terenie naszej gminy - zaapelował.
Prusice toną dziś w smutku. To maleńkie miasteczko. Raptem dwa tysiące mieszkańców. Wszyscy się tu znają. Rodzina Sz. mieszkała na nowym osiedlu eleganckich domków jednorodzinnych przy Sosnowej, tuż obok szkoły.
- Byli tu nowi. Wprowadzili się kilka lat temu, cztery, może pięć. Przenieśli się z Wrocławia, tak jak większość ludzi w okolicy - mówią nam sąsiedzi. Oboje pracowali we wrocławskich więzieniach. Ona - jako wychowawca przy Fiołkowej. On był strażnikiem przy Kleczkowskiej. Pracował w specjalnej grupie zajmującej się tłumieniem buntów. Był jej dowódcą. Był, bo Służba Więzienna zawiesiła go dziś w czynnościach i zapewniła, że do pracy już nie wróci. - To doświadczony funkcjonariusz. Pełnił służbę od około 17 lat. Jego służba przebiegała wzorowo, nie było w stosunku do niego żadnych zastrzeżeń, ani ze strony przełożonych, ani podwładnych. Od kilku lat był dowódcą grupy interwencyjnej, został na to stanowisko powołany, bo się czymś wyróżniał w służbie - przekazuje płk dr Andrzej Pecka, dyrektor generalny Służby Więziennej.
- To kawał chłopa. Z daleka widać, że jakiś policjant czy strażnik - ocenia sąsiad rodziny, mieszkający dwie ulice dalej, przy Lipowej. - Często spacerował po osiedlu z tą małą dziewczynką, ona taka wesoła, zawsze uśmiechnięta. Ostatnio dużo jeździła na rowerku. A ten facet? Wydawało się, że miły człowiek, ukłonił się, coś tam zagadał. W życiu bym nie przypuszczał, że zrobi coś takiego. Strzelić do własnego dziecka... - w oczach mężczyzny pojawiają się łzy, gdy wypowiada te słowa.
W domu Sz. dotąd nic niepokojącego się nie działo. O tym, że między małżonkami ponoć ostatnio nie układało się najlepiej, sąsiedzi dowiedzieli się dopiero dzisiaj z radia. RMF FM podało, że byli w trakcie sprawy rozwodowej. - Zupełnie nic na to nie wskazywało. Żyli normalnie i spokojnie - zapewniają przy Sosnowej.
Adam Sz. od kilku dni był na urlopie. W piątek wieczorem w domu doszło do awantury. Jego żona wyszła z pokoju. Poszła do dzieci. 51-latek został sam z teściową. Chwycił za broń. Strzelił kobiecie prosto w głowę. Nie miała szans na przeżycie. Adam pobiegł do pokoju dziecinnego. Na oczach żony strzelił do pięcioletniej córeczki i dziewięcioletniego synka. Dziewczynka zmarła na miejscu. Chłopiec po długiej reanimacji trafił na oddział intensywnej terapii szpitala im. Marciniaka przy Fieldorfa we Wrocławiu. Jego stan lekarze określają jako skrajnie ciężki. Dziecko walczy o życie.
Do żony nie strzelał. Kobieta trafiła pod opiekę psychologów. Jest w tak ciężkim stanie psychicznym, że na razie nie można jej przesłuchać.
51-letni napastnik próbował popełnić samobójstwo. Lekarze go uratowali. W sobotę przeszedł dwie operacje. Jest w ciężkim stanie. Jeśli przeżyje, grozi mu dożywocie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze