Nie tylko rodzina i przyjaciele, ale i rajdowcy z całej Polski żegnali dziś we Wrocławiu Artura Sękowskiego - kierowcy rajdowego, który zginął w niedzielę w wypadku podczas Rajdu Nyskiego. Jego samochód BMW M3 E36 wypadł z drogi, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach.
Artur Sękowski miał 40 lat. Osierocił dwójkę małych dzieci - Julię i Nikodema. "Czas zatrzymał się wraz z Twoim odejściem, ale miłość, wspomnienia i wdzięczność trwają nadal. Nie pytam, dlaczego… Dziękuję Ci, że byłeś. Do zobaczenia, Kochanie" — pożegnała go żona, Marta Baszak-Sękowska.
Po mszy żałobnej w kościele garnizonowym we Wrocławiu kolumna pogrzebowa złożona z dziesiątek samochodów rajdowych przejechała w sobotnie popołudnie na Cmentarz Osobowicki. Tutaj zmarły rajdowiec spoczął w Alei Zasłużonej, obok m.in. Eugeniusza Geta-Stankiewicza, Józefa Hałasa, Stanisława Szozdy, Janusza Kierzkowskiego, Władysława Sidorowicza, Hanny i Antoniego Gucwińckich czy Tadeusza Szymkowa.
- Tak to już jest, patrzymy z nadzieją na zdrowe i roześmiane dzieci, ale z uczuciem patrzymy na cierpiące osoby. To naturalne, że przepełnia nas żal i smutek dziś, w momencie pożegnania tragicznie zmarłego Artura - mówił podczas kazania ksiądz. - Zapewne już za niedługo znów znajdziemy się na cmentarzu aby zapalić znicze. Ale jest nadzieja, że życie człowieka zmienia się, ale się nie kończy - dodał ksiądz.
Śledztwo w sprawie wypadku podczas Rajdy Nyskiego prowadzi prokuratura. Śledczy mają ustalić dokładny przebieg oraz przyczyny tragedii – w tym m.in. prędkość pojazdu, warunki na trasie i stan techniczny samochodu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.