Reklama

Śląsk kontra Wrocław, czyli czy stadion jest dla klubu, czy klub dla stadionu?

07/04/2011 00:00

Kto zarobi na kibicach, którzy przyjdą kibicować Śląskowi Wrocław, gdy będzie już rozgrywał swoje mecze przy al. Śląskiej? Do której kasy: klubu, czy operatora stadionu, trafią pieniądze z biletów, cateringu, lóż biznesowych? To główne punkty sporne negocjacji między WKS-em, a spółką SMG zarządzającą stadionem. Stawka jest wysoka: czy okaże się, że miasto straci, bo ratowało klub piłkarski, czy dlatego, że zbudowało drogi stadion.

Obserwowanie negocjacji między spółką WKS Śląsk Wrocław, która od sierpnia ma wysyłać piłkarzy na murawę nowego stadionu przy al. Śląskiej, a spółką SMG zarządzającą (poprzez spółkę Wrocław 2012) miejskim stadionem to dla każdego kibica z naszego miasta niełatwe zadanie.

W tych rozmowach (bardzo twardych) chodzi o to, jak zostaną podzielone dochody z dnia meczowego na stadionie. Na zachodzie, w sytuacji, gdy klub piłkarski nie jest właścicielem obiektu, na którym gra przyjęte jest, że albo płaci za stadion symbolicznie, albo ma sporą część wpływów z fanów, którzy przychodzą oglądać jego zmagania.



We Wrocławiu sprawa jest bardziej skomplikowana. Na budowę stadionu (prawie 900 mln zł kosztów) miejska spółka Wrocław 2012 wzięła pół miliarda kredytu. I wiadomo, że nawet urzędnicy przyznają, że tego kredytu nie spłaci. Zależy jej więc, żeby zarabiać jak najwięcej na czym tylko się da. Także na meczach Śląska Wrocław.

Tyle tylko, że Śląsk Wrocław, uratowany przez miasto – które obiecywało, że w 2012 roku klub zagra w europejskich pucharach – także musi zarabiać na swoich meczach. I to jak najwięcej, żeby kupić jak najlepszych piłkarzy.





Jenak mimo tego, urzędnicy zapewniają, że wszystko idzie dobrze.

- Oczywiście, że rozmawiamy o szczegółach i każda spółka walczy o swoje, ale rozmowy mają swoje efekty. Śląsk zarobi na tym, że przeniesie się z Oporowskiej na Śląską. Z tych samych 8 tysięcy kibiców, którzy przychodzą dziś oglądać na żywo piłkarzy, zarobi więcej. A przecież kibiców na nowym, bezpieczniejszym obiekcie, będzie więcej – mówi Michał Janicki, pełnomocnik prezydenta Wrocławia ds. euro, który nadzoruje Wrocław 2012 oraz reprezentuje interesy miasta w Śląsku Wrocław. - Mimo różnych interesów porozumienie jest bliskie i oczekuję podpisania umowy jeszcze przed meczem z Wisłą – dodaje.



- Bardzo mnie cieszy, że te słowa mówi właśnie Michał Janicki, bo on jest przecież najlepiej zorientowany w tej sprawie: będąc pełnomocnikiem prezydenta Wrocławia ds. Euro, blisko współpracując z SMG. Takie stanowisko jest dla mnie sygnałem, że porozumienie jest bliskie i możliwe – komentuje Piotr Waśniewski, prezes WKS Śląsk Wrocław.



Jednak od kilku tygodni z negocjacji między klubem a spółką budującą stadion (której doradza jego operator – SMG), docierają do nas informacje, że do porozumienia nie jest blisko. Szefowie klubu zostali zaskoczeni informacją, że wszystkie loże VIP zostały już wynajęte – i że za oglądanie zmagań piłkarzy swojego klubu, jego najbogatsi fani do kasy WKS nie wpłacą dokładnie nic. Do tego Śląsk nie zarobi na cateringu (na czym przy Oporowskiej zbiera pieniądze), a za występy na arenie przy al. Śląskiej nie zapłaci symbolicznej złotówki.



Media informują, że szefowie Śląska chcą, aby tak jak to się dzieje na Zachodzie w sytuacjach gdy klub gra na stadionie samorządowym, że przynajmniej część pieniędzy z wynajęcia lóż zasilała kasę klubu. Chce też prowadzić catering na stadionie, co w dniu meczu zapewnia duże zyski.

Jednak przedstawiciele spółki twierdzą, że to nie takie proste.

- W tych negocjacjach chodzi o coś więcej, niż tylko kto będzie zarabiał na cateringu, kto na lożach, a kto na biletach. Chodzi o zapewnienie perspektyw rozwoju Śląska. Nie negocjujemy umowy patrząc na to, co się będzie działo za rok, ale co się będzie działo za kilkanaście lat. Kiedy na stadion będzie przychodzić 20, 30 czy 40 tysięcy widzów - mówi Piotr Waśniewski. - Rozumiem, że ktoś wpisał sobie w biznesplan zyski z tego czy z tego, i to szanuję, ale w takim razie należy oczekiwać jakiejś rekompensaty z innych źródeł. Na tym polegają negocjacje, że nikt nie wychodzi z nich w stu procentach zadowolony – dodaje.



W negocjacjach strona zarządzająca stadionem (czytaj – dbająca o to, żeby się nie okazało, że ta inwestycja utopi miejskie finanse) twierdzi, że Śląsk przecież będzie miał galerię handlową – i będzie się utrzymywał z zysków z niej. Za jej budowę miał zapłacić (zdobywając kredyt) właściciel Polsatu, Zygmunt Solorz – Żak. Jak się jednak okazało, wcale nie musi tego robić. Pomimo zapowiedzi wylewanie fundamentów nie ruszyło w marcu.

- Nie da się opierać przyszłości klubu tylko na jednym galerii handlowej. Ona miała być źródłem dodatkowych funduszy w dochodach Śląska, a nie czymś, co zastąpi pieniądze pochodzące ze stadionu, z większego zainteresowania kibiców. Nasza konkurencja ma dziś budżety o kilkadziesiąt milionów złotych rocznie więcej – i żeby konkurować z Wisłą, Lechem czy Legią musimy tę dysproporcję zniwelować - tłumaczy Piotr Waśniewski.



Rzeczywiście budżet WKS Śląsk Wrocław nie jest dziś najwyższy w lidze i, nie oszukujmy się, gdyby nasza drużyna awansowała do europejskich pucharów mogłaby z tym składem, podobnie jak inne polskie klubu, potknąć się z potęgami z Gruzji, Azerbejdżaniu, Estonii czy Łotwy.

Mimo to ni brak złośliwych komentarzy, że całe to zamieszanie jest śmieszne – bo to miasto (przez spółkę zarządzającą stadionem) negocjuje z miastem (które jest współwłaścicielem Śląska).

- Gdyby tak było w rzeczywistości, to te negocjacje nie byłyby tak twarde i tak pełne emocji. Tu chodzi o dwie różne spółki, które muszą wypełnić swoje cele. Stadion musi się spłacać, a klub musi się rozwijać. To, że miasto ma swoje udziały w spółce, którą reprezentuje nic jeszcze nie oznacza, bo odpowiadam przed wszystkimi akcjonariuszami i muszę się tłumaczyć jak reprezentowałem interesy WKS Śląsk Wrocław – odpowiada Waśniewski. - To, że w obu podmiotach jest miasto ma taki wpływ, że musimy pójść na kompromis. Nie ma innej możliwości niż to, że Śląsk będzie grał na stadionie przy al. Śląskiej – i tym się różni nasza sytuacja od np. tego, co się mogłoby dziać w Poznaniu. Musi to być kompromis, z którego nikt nie będzie do końca zadowolony, ale który zapewni realizację podstawowych interesów obu stron – dodaje.



A co wy o tym myślicie? Czy rzeczywiście rację mają ci, którzy twierdzą, że klub musi teraz zarobić na zbyt drogi stadion? Czy raczej ci, którzy twierdzą, że miasto i tak już włożyło w klub sporo pieniędzy i teraz WKS powinien to spłacić?

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości