Reklama

Śląsk trafiał w poprzeczkę, rywal do bramki. Pechowa porażka wrocławian z Lechią Gdańsk [RELACJA]

30/11/2018 22:09

Twierdza Wrocław nie istnieje. Śląsk Wrocław przegrał z Lechią Gdańsk 0:2 i była to jego czwarta z rzędu porażka na własnym stadionie. I wszystko wskazuje na to, że wrocławianie w tym sezonie będą grali tylko o utrzymanie w Ekstraklasie, bo czołowa ósemka odjeżdża Śląskowi coraz dalej.

We Wrocławiu Lechia pokazała, dlaczego jest liderem Ekstraklasy. Zespół trenera Piotra Stokowca gra prosty futbol - uporządkowany, konsekwentny, ale też wyrachowany. Gdańszczanie potrafili we Wrocławiu oddać Śląskowi inicjatywę, ze spokojem obserwowali, jak gospodarze są przy piłce i próbują klecić swoje akcje. A gdy nadarzyła się okazja, Lechia wychodziła z groźną kontrą, grała też na tyle uważnie, aby szybko przechodzić do ataku po indywidualnych błędach wrocławian. Pamiętać zaś trzeba, że drużyna gości przyjechała do Wrocławia osłabiona brakiem m.in. Artura Sobiecha i Patryka Lipskiego. Nie grała więc w optymalnym składzie, a i tak powiesiła poprzeczkę tak wysoko, że Śląsk nie był w stanie jej sięgnąć.


Właśnie, poprzeczka. To słowo - klucz, jeśli chodzi o występ Śląska w tym meczu. Bo wrocławianie jakoś upodobali sobie obijanie górnej części bramki Lechii. Aż pięć (!) ich strzałów zatrzymało się właśnie na poprzeczce. W pierwszej połowie takiego pecha miał Djordje Cotra, po którego uderzeniu z rzutu wolnego piłka zatańczyła też na linii bramkowej, ale do siatki nie wpadła. Podobne pudło zaliczył też Damian GąskaWojciech Golla, a to tylko sytuacje z pierwszej połowy meczu. W drugiej futbolówka otarła się o poprzeczkę gdańskiej bramki po akcji z Arkadiuszem Piechem w roli głównej. Z kolei debiutujący w Ekstraklasie Daniel Szczepan mógł ten ważny moment swojej kariery uświetnić golem, ale po ładnym strzale trafił - a jakże - w poprzeczkę. Klątwa Śląska w tym sezonie, czyli brak skuteczności pod bramką rywala, mści się więc nieustannie, za co drużyna płaci wysoką cenę w postaci porażek.

Reklama

Lechia zaś pokazała we Wrocławiu, co znaczy skuteczność w wykorzystywaniu tego, co się wypracowało i efektywność w grze w środku pola. W pierwszej połowie meczu gdańszczanie mieli trzy świetne okazje, z czego wykorzystali dwie i było praktycznie po grze. Zaczął Rafał Wolski, ale jego uderzenie w świetnym stylu obronił Jakub Wrąbel. W 15. minucie bramkarz Śląska był już bezradny, bo ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Michał Nalepa i zrobiło się 1:0 dla gości. Po dziesięciu minutach piłkarze Lechii znów mogli przybić sobie piątkę. W środku pola fatalną wymianą podań “popisał się” duet Gąska - Piotr Celeban, piłka trafiła pod nogi Lukasa Haraslina, zawodnik Lechii urwał się spritem od Celebana, a w polu karnym tylko dopełnił formalności. Trzeba też podkreślić, że we Wrocławiu w linii pomocy jak wół naharował się Daniel ŁukasikJarosław Kubicki. Obaj pomocnicy Lechii mocno utrudniali życie swoim kolegom po fachu ze Śląska Wrocław, umiejętnie regulowali tempo gry, w odbiorze piłki też pokazali dobry poziom.


Dwa szybkie ciosy zadane w ciągu 10 minut ustawiły ten mecz. Grający z komfortową przewagą goście mogli pozwolić sobie nawet na to, aby przyjąć Śląsk głębiej na swojej połowie. Z klepania piłki przez wrocławian i tak wynikało niewiele, poza okazjonalnymi zrywami, które i tak były nieskuteczne. A niewiele brakowało, aby Lechia we Wrocławiu wygrała nawet wyżej. W 80. minucie fatalną stratę zaliczył Wojciech Golla, piłkę zabrał mu Flavio Paixao i ruszył z kontrą. Golla jednak ruszył ambitnie w pogoń za Portugalczykiem i w ostatniej chwili, już w polu karnym, wyłuskał mu piłkę spod nóg. Dlatego ostatecznie skończyło się na 2:0 dla Lechii Gdańsk.

Reklama

To był dziewiąty mecz Śląska Wrocław na swoim stadionie w tym sezonie. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego jest wyjątkowo gościnny, bo wygrał przed własną publicznością tylko dwa razy, a porażka z Lechią była jego szóstą na Stadionie Wrocław. Tych punktów bardzo brakuje, bo czołowa ósemka jest coraz dalej na horyzoncie. Po porażce z gdańszczanami, Śląsk traci do niej już 7 pkt., ale po kolejnych meczach tej serii spotkań ta strata może urosnąć do 10 “oczek”. Ponadto, drużyny będące obecnie za Śląskiem tracą do niego tylko kilka pkt. i niewykluczone, że na zakończenie tej kolejki wrocławianie spadną ze swojego 11. miejsca w tabeli bliżej strefy spadkowej. A to sprawi, że we wrocławskim klubem zrobi się niewesoło, zaś trenerski fotel Tadeusza Pawłowskiego mocno się zachwieje.


Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 0:2 (0:2)
Bramki: Nalepa (15.), Haraslin (25.)

Reklama

Śląsk Wrocław: Wrąbel - Broź, Celeban, Golla, Cotra - Gąska, Tarasovs (89. Radecki), Pałaszewski (72. Ahmadzadeh), Piech (69. Szczepan), Pich - Robak.
Lechia Gdańsk: Alomerović - Fila (80. Steven Vitoria), Nalepa, Augustyn, Mladenović - Wolski (82. Arak), Kubicki, Łukasik, Makowski, Haraslin (90. Michalak) - Flavio Paixao.


Żółte kartki: Tarasovs, Szczepan - Fila, Nalepa, Wolski, Flavio Paixao.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).


Widzów: ok. 6,8 tys.


Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości