Gdy wolontariusze Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami wchodzili do tego mieszkania we Wrocławiu, już od progu nie kryli przerażenia. Wszędzie było obrzydliwie brudno, a na środku pokoju leżał ledwie żywy pies. Z ran na jego ciele wychodziły żywe larwy much.
To historia, która wyszła na jaw w czerwcu tego roku. Teraz znajdzie finał w sądzie, bo wrocławska prokuratura właśnie skierowała tam akt oskarżenia Marka B., właściciela suczki i lokatora mieszkania.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami wezwały policja i ośrodek pomocy społecznej. Pies od wielu dni był w mieszkaniu sam. - W obrzydliwie zanieczyszczonym pomieszczeniu leżał ledwo żywy pies. Suczka, wręcz "przyklejona" do podłogi, była w stanie krytycznym. Nie wstawała, nie reagowała na obecność ludzi. Cała w odchodach, larwach much, chuda... Życie z niej uciekało - opisują wolontariusze. Pies nie przeżył. - Walka z góry była przegrana, suczka była wyczerpana, zagłodzona, żywcem jedzona przez larwy, które penetrowały ją od środka. Cierpienie, którego doświadczała, było niewyobrażalne - rozkładają ręce w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami we Wrocławiu.
Markowi B., właścicielowi psa, grozi teraz od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. - Oskarżony jest o to, że od nieustalonego okresu do 4 czerwca 2024 roku we Wrocławiu znęcał się ze szczególnym okrucieństwem nad pozostającym pod jego opieką psem rasy mieszanej w ten sposób, że utrzymywał go w stanie nieleczonej choroby, tj. ropomaciczy, która spowodowała wyciek ropy z licznych przetok, z których wskutek braku leczenia wychodziły żywe larwy much. Ponadto oskarżony rażąco zaniedbał psa, który był niedożywiony i nie miał dostępu do wody i karmy, co w konsekwencji doprowadziło do jego śmierci w dniu 5 czerwca 2024 roku - przekazuje prokurator Karolina Stocka-Mycek z wrocławskiej prokuratury okręgowej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze