Agresywny pies w typie amstaffa, którego właściciel prowadził bez smyczy i kagańca, rzucił się na inne psy. Jeden z nich - malutka Tosia - cudem uniknął śmierci. Do dramatycznego zdarzenia doszło przy ul. Krzywoustego we Wrocławiu.
Do dramatycznego zdarzenia doszło w czwartek, 18 lipca, około godziny 21 przy ul. Krzywoustego we Wrocławiu. - Wracałyśmy ze spaceru z pięcioma psami rasy chihuahua. Byłam jeszcze z drugą właścicielką, każdy pies na smyczy, jeden niesiony na rękach - relacjonuje pani Magdalena. - Po przejściu przez bramkę na podwórko przy ul. Krzywoustego 334 z zarośli wybiegł pies w typie amstaff – bez smyczy, bez kagańca. Maść biało-szara (niebieska). W sekundę rzucił się na jednego z naszych psów - Tosię. Złapał ją w pysku, uniósł i zaczął nią brutalnie szarpać, jak szmacianą zabawką - opowiada kobieta.
Kobiety zaczęły krzyczeć i próbowały ratować malutkiego pieska. - W tym czasie reszta naszych psów w panice się zerwała i rozbiegła – część uciekła aż na ruchliwą ulicę. Cudem uniknęły śmierci! Po czasie dziewczyna, która była z agresorem, rzuciła się na psa i przygniotła go ciałem. Chłopak stojący obok nie ruszył się z miejsca. Gdy zapytałam, co z psem, odpowiedział: "Tam leży zeżarty, możesz sobie pozbierać" - relacjonuje wrocławianka.
Jednego z psów właścicielka znalazła biegnącego w panice i piszczącego na środku ulicy. Pies, który omal nie został rozszarpany, przeżył prawdopodobnie tylko dzięki grubym szelkom, które ochroniły jego klatkę piersiową. Zwierzę przeszło operację, ma ranę szarpaną o długości 8 cm i głębokości 6 cm. Założono dren, opatrunki, szwy. - Codziennie mamy wizytę u weterynarza w celu czyszczenia rany od środka, jest na antybiotykach, lekach przeciwzapalnych i przeciwbólowych - dodaje pani Magdalena.
Zdarzenie zostało zgłoszone na policję jeszcze tego samego dnia, niestety, na razie bez większych efektów. - Sprawa jest w toku, przyjęliśmy zawiadomienie od pokrzywdzonej właścicielki - mówi Anna Nicer z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. - Zdarzenie, które polegało na niezachowaniu ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia zostało zarejestrowane jako wykroczenie z art. 77 kodeksu wykroczeń, sprawca nie został do tej pory ustalony - dodaje policjantka.
Nawet jeśli mundurowi ustalą właściciela, to grozi mu jedynie kara "grzywny do 1000 złotych, ograniczenia wolności lub nagany". Pani Magdalena będzie mogła również wystąpić na drogę cywilną w celu uzyskania zwrotu kosztów leczenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No Cóż właściciel do odstrzału na miejscu. Pies na szkolenie. Ja nie pojmuje jak pies może nie słuchać wlasciciela, jeśli pies jest agresywny to winny jest właściciel. Każdego psa trzeba ułożyć i każdego psa można nauczyć aby był posłuszny i słuchał komend. Ale jak sebiks kupuje psa i to pies wychowuje sebiksa i później są takie efekty.
No Cóż właściciel do odstrzału na miejscu. Pies na szkolenie. Ja nie pojmuje jak pies może nie słuchać wlasciciela, jeśli pies jest agresywny to winny jest właściciel. Każdego psa trzeba ułożyć i każdego psa można nauczyć aby był posłuszny i słuchał komend. Ale jak sebiks kupuje psa i to pies wychowuje sebiksa i później są takie efekty.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.