Wrocław trzy razy większy od Warszawy? Jest wniosek o przyłączenie do stolicy Dolnego Śląska aż dziewięciu okolicznych miast i gmin. Tym sposobem Wrocław stałaby się pod względem powierzchni największym miastem Polski. I to już od stycznia przyszłego roku! Propozycją ma się zająć rząd.
Wrocław nie powiększał się od 1973 roku. Ponad pół wieku temu wchłonął m.in. Rędzin, Świniary, Polanowice, Lipę Piotrowską, Kłokoczyce, Widawę, Jerzmanowo, Strachowice czy Marszowice. Wcześniej w powojennej historii miasta granice stolicy Dolnego Śląska zmieniały się jeszcze w w 1951 i 1970 roku.
Ale takiej rewolucji, jak proponowana teraz, jeszcze nie było. Zgodnie z projektem, Wrocław z dniem 1 stycznia 2027 roku wchłonąłby prawie cały obecny powiat wrocławski, część trzebnickiego i średzkiego. Z obecnych 292,8 kilometrów kwadratowych powierzchnia miasta wzrosłaby aż do 1570, a więc ponad pięciokrotnie. W ten sposób stalibyśmy się terytorialnie największym miastem Polski - ponad dwa razy większym od Gdańska i trzy razy większym od Warszawy. Powierzchnia Wrocławia byłaby niemal identyczna, jak ta zajmowana przez Londyn. Liczba mieszkańców Wrocławia wzrosłaby do 900 tysięcy - pod tym względem w Polsce wyprzedzałaby nas tylko Warszawa.
Zgodnie z propozycją, do stolicy Dolnego Śląska zostałyby przyłączone gminy:
⦁ Miękinia
⦁ Oborniki Śląskie
⦁ Wisznia Mała
⦁ Długołęka
⦁ Czernica
⦁ Siechnice
⦁ Żórawina
⦁ Kobierzyce
⦁ Kąty Wrocławskie.
W konsekwencji przestałby istnieć powiat wrocławski. Sobótka i Mietków zostałyby włączone do powiatu świdnickiego, a Jordanów Śląski - strzelińskiego.
To projekt prawnika i byłego kandydata na prezydenta Wrocławia, Grzegorza Prigana. Już w październiku oficjalną petycję w tej sprawie wysłał do premiera Donalda Tuska. Bo to rząd podejmuje decyzje o o granicach poszczególnych gmin w Polsce.
Zgodnie z procedurą, Prigan swoją petycję do premiera wysłał za pośrednictwem ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji. Po kilku tygodniach dostał odpowiedź. Ministerstwo napisało, że nie ma takich planów. - Nie znają prawa i nie zrozumieli petycji. To nie ministerstwo podejmuje decyzje, a rada ministrów - mówi portalowi TuWroclaw.com Grzegorz Prigan. Zapowiada, że dokumenty wyśle jeszcze raz. - Tak, by trafiły tam gdzie należy, czyli do rządu. Zrobię to w takim trybie, żebym w razie czego mógł odwołać się do sądu - deklaruje prawnik.
Skąd pomysł administracyjnej rewolucji? W petycji Grzegorz Prigan swoje argumenty wylicza na kilkunastu stronach.
- Miasto Wrocław od wielu lat pełni funkcję jednego z najważniejszych ośrodków gospodarczych, naukowych i logistycznych Rzeczypospolitej Polskiej. Jednocześnie jego obecne granice administracyjne przestały odpowiadać faktycznej rzeczywistości społecznej, gospodarczej i przestrzennej regionu. Miasto utrzymuje infrastrukturę, z której codziennie korzystają mieszkańcy gmin ościennych - dojeżdżając do pracy, szkół, uczelni, szpitali i urzędów - jednak dochody z ich podatków trafiają do innych jednostek samorządowych - przekonuje mecenas. - Taka sytuacja jest nie tylko niesprawiedliwa fiskalnie, lecz również nieefektywna z punktu widzenia organizacji państwa. Wrocław ponosi koszty funkcjonowania wspólnej przestrzeni miejskiej i regionalnej, nie mając narzędzi prawnych do jej racjonalnego planowania - argumentuje.
Prigan dodaje, że granice miasta zostały wyznaczone w realiach połowy XX wieku - w czasie, gdy nie istniała autostrada A4, drogi ekspresowe S5 i S8 ani system kolei aglomeracyjnej. - Od tego czasu Wrocław i jego otoczenie rozrosły się w jeden spójny układ gospodarczy, komunikacyjny i mieszkaniowy. Pomimo to miasto pozostaje administracyjnie „ciasne”, a jego rozwój ograniczają granice ustalone w czasach, gdy nikt nie przewidywał dzisiejszej skali urbanizacji i inwestycji - tłumaczy.
W ocenie Grzegorza Prigana, podwrocławskie gminy muszą stać się częścią miasta, by się rozwijać. - Przez ostatnie lata stały się jego faktycznymi sypialniami, nie posiadają zasobów finansowych pozwalających na zapewnienie mieszkańcom podstawowych usług publicznych w standardzie, jakiego wymaga liczba ludności i jej wzrost. Ich przychody własne są zbyt małe, by udźwignąć ciężar inwestycji w rozbudowę i modernizację sieci kanalizacyjnych i wodociągowych, budowę nowych szkół, przedszkoli i żłobków, tworzenie dróg dojazdowych i połączeń z miastem, rozwój komunikacji publicznej i infrastruktury społecznej.
Ale okolicznych gmin w swoich granicach potrzebuje też Wrocław. - Nie ma już wolnych terenów pod duże inwestycje przemysłowe, logistyczne ani infrastrukturalne.
Nie może stworzyć: nowej dzielnicy przemysłowej, która pomieściłaby duży przemysł technologiczny, dzielnicy naukowo-biurowej, gdzie można łączyć naukę, startupy i biznes, dużego lasu miejskiego, który byłby zielonym sercem miasta i systemem naturalnego przewietrzania, strefy rolno-agrotechnicznej, zapewniającej lokalną samowystarczalność żywnościową czy strefy uciążliwej, w której można bezpiecznie lokalizować spalarnie odpadów, biogazownie czy instalacje przemysłowe wymagające oddalenia od centrum - wylicza mecenas.
Tak powiększał się Wrocław. Ostatnio - w 1973 roku Autror: Julo/Wikimedia Commons
Grzegorz Prigan nie jest jedynym zwolennikiem powiększenia Wrocławia. - Zgadzam się z główną tezą, że "narośnięte" na granicach "wsiomiasta", które z dawnych wiosek przekształciły się w funkcjonalnie związane z Wrocławiem osiedla mieszkaniowe (jednak pozbawione miejskiej infrastruktury), powinny zostać w perspektywie czasu przyłączone do Wrocławia. Jest to naturalny efekt zachodzące suburbanizacji - napisał dziś na Facebook Robert Suligowski, radny Koalicji Obywatelskiej, uznawany za jednego z największych sojuszników prezydenta Jacka Sutryka.
- Na dziś to absolutnie nie jest dobry pomysł - ocenia z kolei projekt Prigana Maciej Koba, wójt Żórawiny. I przekonuje, że jego gmina, podobnie jak inne otaczające Wrocław, nie żyją w oderwaniu od miasta. - Współpracujemy w ramach aglomeracji, ujednolicamy usługi, tak by nasi mieszkańcy mogli być beneficjentami tego co oferuje Wrocław. Współpracujemy też z marszałkiem. Efektem jest choćby bilet aglomeracyjny. Wspólnie z Wrocławiem i ościennymi gminami uczestniczymy też w pracach przy ustawie metropolitarnej, by znalazły się w niej zapisy korzystne dla obszaru byłego województwa wrocławskiego - podkreśla.
- Czujemy się związani z Wrocławiem. Ale jednocześnie mamy własny budżet, własne zadania, własne programy rozwojowe, plany zagospodarowania terenów, wiele projektów skierowanych do naszych mieszkańców. Będąc gminą pod dużym miastem chcemy czerpać z tego korzyści, ale mamy też swoją wizję rozwoju Żórawiny, jako gminy nowoczesnej, funkcjonującej przy nowoczesnym mieście, ale dającej duże wytchnienie mieszkańcom - podkreśla wójt.
Ale i Maciej Koba nie wyklucza, że kiedyś Żórawina stanie się osiedlem Wrocławia. Kiedy? - Bardzo lubię wybiegać w przyszłość. Programy rozwoju tworzę na najbliższe 20 - 30 lat. I w tym czasie takiej możliwości nie widzę. A co potem? To powinna być szersza dyskusja. Temat jest jej wart. Ale to nie może być rozmowa i decyzja samorządowców. Najważniejszy musi być głos samych mieszkańców - podkreśla wójt Żórawiny.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Bu.$€L 5x większy? Tak, wszyscy marzą. Chyba nie ma gdzie już stawiać świateł w mieście, więc pseudo interes trzeba rozlać na spokojne okolice.
Warunek taki że wszyscy składają się na komunikację. To ok. Może być takie duże miasto. I tak większość jeździ tu do pracy . Więcej możliwości pozyskiwania środków. Do tego z dwa wieżowce wyższe od Skytower, bo jeden śmiesznie wygląda. Mocny klub piłkarski i czystość. Także jestem za tym żeby powiększać jak złoża się wszyscy. Na tym polega aglomeracja. Na współpracy.
Mieszkałem 25 lat we Wrocławiu i z perspektywy czasu uważam, że komfort życia w tym okresie nie był dla mnie satysfakcjonujący. Miasto boryka się z problemami takimi jak wieczne korki, zaniedbana infrastruktura oraz trudności w zarządzaniu przestrzenią miejską. Stan dróg i infrastruktury również pozostawia wiele do życzenia. Załatwienie nawet prostych spraw urzędowych bywa uciążliwe – przykładem może być rejestracja samochodu, która często zaczyna się od walk o numerek. Dla porównania, w moim urzędzie gminy wchodzę o 9:00, a już o 9:30 mogę zamontować nowe tablice na samochodzie. Doceniam tu ciszę, spokój i porządek. Nie spotkałem się również z opiniami popierającymi przyłączenie gminy do Wrocławia – większość mieszkańców jest raczej sceptycznie nastawiona do takich pomysłów. Być może przed podjęciem jakichkolwiek decyzji warto byłoby zapytać mieszkańców gmin, czy są zainteresowani takim rozwiązaniem.
Byłaby to dobra koncepcja gdyby nie to, że za to wszystko jak się weźmie Sutryk to jak za Śląsk. Sam pomysł dużej aglomeracji jest ok. Poparty KD, i wspólnym finansowaniem komunikacji. Można się starać o większą kasę. Uważam za i tak duża część tych ludzi jeździ do Wro do pracy. Miasteczka są ładne i mogłyby być , zresztą są dzielnicami Wrocławia. Sypialniami. Zarobki często są większe . Zależy od zurbanizowania gminy pod Wrocławiem. Np. Siechnice, czy Bielany Wrocławskie. Bielany to należą do innej gminy. Tej bogatej.
Ja tam bym przyłączył do Wrocławia Zermatt co by mieć w mieście góry oraz Seszele z ładnymi plażami.
Pomysł tak samo bezsensowny jak istnienie straży miejskiej
Kogoś kto to wymyślił nieźle pogrzało po baniaku.