W rozegranym w sobotę, 25 kwietnia, szlagierze piątej kolejki Topligi zespół Seahawks Gdynia przegrał na własnym stadionie z Panthers Wrocław 0:33. Poprzednim meczem tych zespołów był ubiegłoroczny SuperFinał, w którym gdynianie zwyciężyli 41:32.
Goście sobotnie starcie rozpoczęli fantastycznie. Już w pierwszej akcji w ataku Kyle Israel posłał długie podanie do Grzegorza Mazura, który niepilnowany spokojnie złapał piłkę i wbiegł z nią w pole punktowe Jastrzębi. Obrona gospodarzy była bezradna przy akcjach podaniowych Panter.
Kiedy tylko Israel rzucał piłkę wrocławianie notowali solidne zdobycze punktowe. W pierwszej połowie gościom udało się jeszcze dwukrotnie zdobyć punkty po rzutach. Tomasz Dziedzic doskonale łapał kierowane do niego piłki i zdobywał przyłożenia dla swojej drużyny.
Jastrzębie nie radziły sobie również w ofensywie. Micah Brown wyglądał na zagubionego. Angelo Pease ani razu nie pokazał tego, z czego zdążył już zasłynąć, czyli długich biegów. W pierwszej połowie dwa razy Pantery bardzo efektownie powaliły rozgrywającego Pomorzan przed linią wzowienia akcji. Do przerwy Pantery prowadziły 20:0.
Na początku trzeciej kwarty wydawało się że Seahawks mają szansę odwrócić losy spotkania i zdobyć pierwsze punkty w meczu. Tomasz Mechlewicz jednak zgubił piłkę po uderzeniu zawodnika Panthers i Jastrzębie musiały grać w obronie. Oznaczało to kolejne szanse na zdobycie punktów dla duetu Israel-Dziedzic. Jedną z okazji udało się wykorzystać. Reprezentant Polski złapał piłkę po podaniu swojego nowego rozgrywającego i zdobył czwarte przyłożenie dla wrocławian.
Obraz gry nie uległ zmianie. Dalej przeważającą stroną byli goście, którzy świetnie powstrzymywali próby zdobywania jardów przez gdynian. W ostatnich minutach meczu obrona gospodarzy zaczęła znajdować receptę na atak Panthers, ale na próby uzyskania pozytywnego rezultatu w meczu było zdecydowanie za późno. W końcowym fragmencie meczu przyłożenie zdobył jeszcze Marcus Sims ustalając wynik meczu. Mecz zakończył się wynikiem 33:0 na korzyść gości.
Aktualni mistrzowie PLFA po raz pierwszy w tym sezonie musieli uznać wyższość rywali. Pantery pozostają niepokonane i pewnie przewodzą w tabeli Topligi. Pomimo dzisiejszej przegranej Jastrzębie, obok Panthers pozostają głównymi faworytami do zdobycia tytułu mistrzowskiego. W drużynie z Wrocławia słychać śmiałe deklaracje dotyczące mistrzowskiego. Niezachwiana pewność siebie zespołu z Dolnego Śląska teraz jeszcze wzrosła.
- To było wielkie zwycięstwo i masakra na Seahawks. Zrobiliśmy duży krok w drodze po mistrzostwo. Wysłaliśmy wiadomość do ligi, że jesteśmy najlepsi. Idziemy po tytuł. Mamy świetnych skrzydłowych. Defensywa nie może sobie z nimi poradzić na treningach, a obronę mamy najlepszą w Polsce. Nikt nas nie zatrzyma – zapowiada Krzysztof Tomczak, defensor Panthers Wrocław.
Seahawks ponieśli pierwszą porażkę w tym sezonie. W dodatku różnica jakości gry obu zespołów była zaskakująco duża, jednak sztab trenerski nie poddaje się i liczy na lepszy wynik w rewanżu. - Był to pierwszy z naszych trzech meczów z nimi. Nie warto załamywać rąk, tylko trzeba ciężej trenować i wyeliminować błędy które popełniliśmy teraz. Wiedzieliśmy, że Panthers mają tendencję do decydowania się na długie podania, jednak nie poradziliśmy sobie z nimi. Będzie lepiej, bo po kontuzjach powrócą kluczowi zawodnicy. Do pozytywów należy zaliczyć to, że dobrze powstrzymywaliśmy w tym meczu running backa Panter - mówił po meczu Daniel Piechnik, koordynator defensywy Seahawks Gdynia.
W drużynie z Wrocławia wyróżnił się, przede wszystkim, zdobywca trzech touchdownów Tomasz Dziedzic, Dobrymi podaniami popisywał się Kyle Israel. Na wyróżnienie zasłużyli też Szymon Adamczyk i Przemysław Cudak. Gracze ci powalili Micah Browna przed linią wznowienia akcji.
Panthers w kolejnym meczu, 10 maja, we Wrocławiu podejmą Zagłębie Steelers Interpromex.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze