„Słupy dla prawicy, ulice dla lewicy” – takim hasłem Zjednoczona Lewica krytykowała porozwieszane na mieście dykty z plakatami i banery. - Miasto należy do mieszkańców, a nie do polityków. Podczas kampanii wyborczej jesteśmy bombardowani setkami twarzy, sztucznie uśmiechającymi się z plakatów, części z nich nawet nie znamy - tłumaczą członkowie tego ugrupowania.
Kandydatki i kandydaci Zjednoczonej Lewicy urządzili happening: pokazali tablice z dykty z nazwami innych komitetów wyborczych, które obwiesiły miasto plakatami na słupach, latarniach, a nawet drzewach.
Małgorzata Tracz – liderka wrocławskiej listy do Sejmu – przedstawiła główne założenia kampanii Zjednoczonej Lewicy.
- Miasto należy do mieszkańców, a nie do polityków. Podczas kampanii wyborczej jesteśmy bombardowani setkami twarzy, sztucznie uśmiechającymi się z plakatów, części z nich nawet nie znamy. Miasto jest zaśmiecane i upstrzone materiałami wyborczymi. My wychodzimy do Polek i Polaków na ulice, rozdajemy w zimny poranek kawę, zieloną herbatę, a także czekoladę na dobry początek dnia. Ale przede wszystkim słuchamy, jaki są ich potrzeby i oczekiwania – mówi Tracz.
- Chcemy pokazać, że jesteśmy kandydatami z krwi i kości, a nie tylko z dykty. Pracujemy, żyjemy we Wrocławiu i rozumiemy potrzeby Polek i Polaków. Chcemy z nimi rozmawiać, a nie tylko spoglądać na nich z billboardów czy słupów – wyjaśnia Bartłomiej Ciążyński, kandydujący z 5 miejsca na liście Zjednoczonej Lewicy.
O czym Lewica rozmawiała z ludźmi?
- Głównie zadawaliśmy pytania o pracę. Większość osób, które poczęstowały się ciepłymi napojami, to byli młodzi ludzie, pracujący na umowach śmieciowych. Opowiadali, że życie mogą planować w odstępach 3-4 miesięcznych, od jednej do drugiej umowy-zlecenia czy o dzieło – tłumaczy Dawid Mirowski, startujący z 3 miejsca do Sejmu.
Przedstawiciele Zjednoczonej Lewicy tłumaczą, że ich kampania wpisuje się w postulaty wrocławskich ruchów miejskich, apelujących o niezaśmiecanie przestrzeni publicznej. W zeszłym tygodniu apel do kandydatów i kandydatek o umiar w plakatowaniu wystosowało m.in. stowarzyszenie Akcja Miasto.
- Dziwię się, że wieszanie dykty na słupach, szczególnie w obszarze Parku Kulturowego, jakim jest Stare Miasto, odbywa się za przyzwoleniem władz samorządowych. Ale to nie wszystko: wczoraj, wracając ze spotkania z mieszkańcami Strzelina, widziałam oplakatowane drzewa! Plakaty kandydatki PO zostały przytwierdzone zszywaczami do przyulicznych drzew. To jest po prostu żenujące – krytykuje Małgorzata Tracz, przewodnicząca Zielonych.
- Rozumiem potrzebę wywieszania plakatów, ale powinno się to odbywać tylko w specjalnie wyznaczonych miejscach, na słupach wyborczych. Tych niestety we Wrocławiu brakuje, na całe miasto mamy tylko 15 słupów! – dodaje Tracz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze