Reklama

To on pierwszy na świecie założył chirurgom maseczki. Tragiczny finał wizjonera z Wrocławia


Kiedy jeszcze niedawno cały świat zakładał maseczki ochronne, mało kto zdawał sobie sprawę, że historia tego prostego wynalazku prowadzi prosto do Wrocławia. Jan Mikulicz-Radecki, genialny chirurg i wizjoner, nie tylko ubrał lekarzy w maski, ale wręcz na nowo wymyślił salę operacyjną. Dziś to właśnie m.in. jemu zawdzięczamy fakt, że operacje przestały być wyrokiem śmierci.


Pod koniec XIX wieku sale operacyjne przypominały bardziej rzeźnie niż sterylne laboratoria. Chirurdzy operowali w codziennych, brudnych i poplamionych krwią surdutach, a zakażenia ran były na porządku dziennym. Jan Mikulicz-Radecki postanowił z tym skończyć. Wspólnie z wrocławskim bakteriologiem Carlem Flügge udowodnił, że krople śliny wydobywające się z ust chirurga podczas mówienia, oddychania czy kaszlu osiadają na otwartych ranach pacjentów, przenosząc zabójcze bakterie.

Rozwiązanie, na które wpadł w 1897 roku, było genialne w swojej prostocie. Mikulicz prawdopodobnie jako pierwszy na świecie zaczął operować w specjalnej bawełnianej maseczce zasłaniającej nos i usta. Chwilę później poszedł o krok dalej – nakazał swojemu zespołowi zakładać bawełniane rękawiczki (później zastąpione gumowymi), a do odkażania skóry przed cięciem jako pierwszy zaczął stosować jodynę.

Reklama

Jego pomysłowość nie kończyła się jedynie tutaj. Gdy pracował nad pierwszymi sztywnymi urządzeniami do wziernikowania żołądka, napotkał problem z metalową rurą, która za nic nie chciała bezpiecznie przejść przez ludzki przełyk. Medyczna inspiracja przyszła wprost z cyrku. Niemiecki lekarz Adolf Kussmaul testował już podobny sprzęt na prawdziwych połykaczach mieczy, ale to Mikulicz udoskonalił tę metodę. Wraz z inżynierem zatrudnił ochotników i uczył ich połykania twardych rur, zmuszając ich organizmy do całkowitego stłumienia odruchu wymiotnego. Dzięki tej ekstremalnej, cyrkowej technice wrocławski chirurg mógł bezpiecznie przetestować pierwszy w historii działający gastroskop i zajrzeć do wnętrza żywego pacjenta.

To z Wrocławiem związał najważniejsze i najbardziej owocne lata swojego życia. Od 1890 roku kierował tutejszą kliniką chirurgiczną, którą zamienił w absolutnie najnowocześniejszy ośrodek medyczny w całej Europie. To właśnie z budynku wrocławskiej kliniki przy dzisiejszej ulicy Chałubińskiego nowe, sterylne standardy medyczne rozchodziły się na szpitale w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku.

Reklama

Historia jego życia kończy się jednak tragicznym i ironicznym akcentem. 14 czerwca 1905 roku w wieku 55 lat zmarł w swoim wrocławskim domu na raka żołądka – tę samą chorobę, w której leczeniu był światowym pionierem (na swoim koncie miał aż 183 nowatorskie operacje wycięcia nowotworu tego narządu). Ten okrutny wyrok wybitny chirurg wydał na siebie sam. Pod koniec 1904 roku, czując się coraz gorzej, własnoręcznie wyczuł w swoim brzuchu guz i postawił prawidłową diagnozę. Gdy kilka tygodni później położył się na stole operacyjnym, zabieg przeprowadzał jego własny uczeń. Choć podwładny – widząc ogromnego, nieoperacyjnego raka naciekającego na trzustkę – z litości skłamał swojemu mistrzowi, że to jedynie "przewlekłe zapalenie i zrosty", Mikulicz najpewniej od początku znał prawdę. Mimo świadomości nadchodzącego końca, nie porzucił swoich pacjentów. Ostatnią operację w swojej wrocławskiej klinice przeprowadził zaledwie na trzy miesiące przed śmiercią. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 09/05/2026 19:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości