Wszyscy kibice koszykarskiego Śląska Wrocław doskonale wiedzą, czym jest "rzut Krzykały". 3 października 1998 roku Jacek Krzykała, zawodnik WKS-u, w nieprawdopodobny sposób zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi w ostatniej sekundzie hitowego spotkania z Anwilem Włocławek - rzutem z własnej połowy.
Anwil Włocławek to obok Pekaesu Pruszków jeden z największych rywali koszykarskiego Śląska na przełomie XX i XXI wieku. Spotkania włocławsko-wrocławskie elektryzowały kibiców nie tylko w zainteresowanych miastach, ale i w całej Polsce. Nie inaczej było 3 października 1998 roku, kiedy we Włocławku Anwil podejmował Śląsk.
Po niezwykle wyrównanym meczu, na 5 sekund przed końcem wrocławianie prowadzili 86:85, ale po rzucie sędziowskim piłka trafiła do Anwilu, a chwilę później za trzy punkty trafił Roman Prawica. Na hali zapanowała euforia, bowiem wydawało się, że Anwil zwyciężył. Trener Śląska Andrej Urlep zgłosił jednak reklamację do stolika sędziowskiego domagając się jednej sekundy dla swojego zespołu. Faktycznie, powtórki telewizyjne wykazały, że gdy piłka wpadała do kosza po rzucie Prawicy, na zegarze pozostawała jeszcze sekunda. Szkoleniowiec WKS-u przed wznowieniem poprosił jeszcze o przerwę na żądanie. Tuż po niej Raimondas Miglinieks podał zza linii końcowej do Jacka Krzykały, a ten rzucił przez całe boisko i... trafił.
Na hali zapanowała cisza, słychać było tylko eksplozję radości obozu wrocławskiego. Trener Anwilu, Eugeniusz Kijewski, próbował jeszcze przekonać arbitrów, że to niesamowite trafienie nie powinno zostać zaliczone, ale niestety dla włocławian wszystko odbyło się z literą koszykarskiego prawa. I choć w kolejnych latach - także w meczach Śląska - nie brakowało podobnych rzutów, to jednak właśnie próba Jacka Krzykały przeszła do historii polskiej koszykówki jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych rzutów z własnej połowy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze