Reklama

Dyrektor Opery Wrocławskiej odpiera ataki NIK. „Nie podpisywałem umów sam ze sobą”

20/07/2018 16:21

Z raportu NIK wynika, że dyrektor Opery Wrocławskiej Marcin Nałęcz - Niesiołowski podpisał ze sobą 14 umów na dyrygowanie w spektaklach, zarabiając dzięki temu 430 tysięcy złotych przy pensji dyrektorskiej wynoszącej prawie 160 tys. złotych. Dyrektor Opery zaprzeczył tym doniesieniom i zapewnia, że umów ze sobą nie podpisywał.

– Wszelkie umowy między Dyrektorem, a Operą Wrocławską na dodatkowe czynności o charakterze twórczym - kierownictwa muzyczne oraz dyrygowanie spektaklami, zawierane są zgodnie z kontraktem i wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody organu prowadzącego tj. Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego – można przeczytać w oświadczeniu dyrekcji Opery Wrocławskiej. – Pełna dokumentacja dotycząca tego tematu jest do wglądu w Operze Wrocławskiej w trybie dostępu do informacji publicznej. Jako przykład przedstawiamy ostatnie pismo Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, w którym wyrażono zgodę na wykonywanie dodatkowych czynności artystycznych przez Dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w charakterze dyrygenta spektakli, a także wyciąg z umowy określenia warunków organizacyjno-finansowych oraz programu działania Opery Wrocławskiej – dodano.


– Dyrektor podpisał się po stronie przewidzianej dla wykonawcy przy użyciu pieczęci dyrektora – napisano w raporcie NIK, który bada wydatki Opery Wrocławskiej pod kątem spożytkowania przez nią państwowej dotacji za 2017 rok. Z raportu wynika, że Nałęcz – Niesiołowski dyrygował w ubiegłym sezonie w co trzecim spektaklu, mimo że w Operze było zatrudnionych 15 dyrygentów. – Wobec stawek przewidzianych w regulaminie wynagrodzenia pracowników opery, stanowiło to równowartość zatrudnienia czterech dyrygentów na podstawie umowy o pracę – można przeczytać w raporcie NIK.

Reklama

Dyrektor nie zgadza się z tymi zarzutami. – 5 maja 2016 roku wygrałem konkurs na stanowisko dyrektora Opery Wrocławskiej, zorganizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Przedstawiłem w nim koncepcję prowadzenia jej działalności jako dyrektor naczelny i artystyczny – mówi Nałęcz – Niesiołowski. – Ta koncepcja zyskała aprobatę komisji i uchwałą zarządu województwa zostałem powołany na stanowisko dyrektora – dodał.


W sierpniu 2016 roku między dyrektorem Opery a Urzędem Marszałkowskim została podpisana umowa szczegółowo określająca warunki, na jakich Nałęcz- Niesiołowski może prowadzić tę instytucję, realizując obowiązki zarządcze i artystyczne. – Te dokumenty określają m.in. wysokość wynagrodzenia oraz honorariów za moją pracę w Operze Wrocławskiej – podkreśla Nałęcz- Niesiołowski. Są to: 800 tysięcy złotych brutto (pensja dyrektora naczelnego i artystycznego), 4 tysiące złotych brutto (dodatek funkcyjny) i honoraria za działalność artystyczną, kierownictwa artystyczne oraz dyrygowanie spektaklami i koncertami.

Reklama

Nałęcz – Niesiołowski tłumaczy, że umowę o dzieło (wysokości 4 tysięcy złotych brutto) nie podpisuje jako dyrektor instytucji, tylko jako artysta – wykonawca. – Nie podpisuję więc tych umów sam ze sobą, ale z Operą Wrocławską reprezentowaną statutowo przez zastępcę dyrektora, pełnomocników oraz głównego księgowego – powiedział dyrektor Opery.


– Na takiej samej zasadzie w instytucjach kultury w całym kraju dyrektorzy mogą prowadzić w ich ramach działalność artystyczną. Opera Wrocławska nie jest wyjątkiem – zapewnia Nałęcz- Niesiołowski.

Reklama

– Poza mną, w Operze zatrudniono na etacie dwóch dyrygentów. Są to: dyrygent – asystent Adam Banaszek i zatrudniony na etacie bliski współpracownik poprzedniej pani dyrektor Ewy Michnik, Tomasz Szreder. Opera nie zatrudnia więc na co dzień kilkunastu dyrygentów, jak to wynika z raportu NIK- dodał dyrektor tej instytucji.


– Rzeczywiście, w porównaniu do poprzednich sezonie w Operze pojawiło się kilkanaście nowych osób, w tym dyrygentów, z którymi zawierane są umowy o dzieło. Ich nazwiska są dostępne na naszej stronie internetowej – mówi Nałęcz – Niesiołowski.

Reklama

W całym sezonie Opera Wrocławska zatrudnia ponad stu artystów gościnnych, w tym solistów, wokalistów, reżyserów i choreografów, którzy pracują na umowie o dzieło. – Podobnie jak ja jako dyrygent – podkreślił dyrektor, który dodał, że regulamin wynagradzania Opery Wrocławskiej szczegółowo opisuje te sytuacje. – Przykładowo, zespół orkiestry pracuje w systemie normowym i ponad-normowym, czyli muzycy otrzymują dodatkową umowę za każdy zagrany spektakl. Tak działa większość instytucji muzycznych w naszym kraju – wyjaśnił Nałęcz – Niesiołowski, który jednocześnie przyznał, że na dwóch lub trzech umowach pojawiła się pieczątka dyrektora Opery Wrocławskiej, ale po stronie wykonawcy.


– Chcieliśmy to wytłumaczyć Najwyższej Izbie Kontroli, która nie przyjęła naszych zastrzeżeń – wyjaśnia dyrektor Opery. – Wzięło się to z ludzkiej pomyłki. W tym czasie w sekretariacie Opery nastąpiła zmiana na stanowisku sekretarki i asystentki, która widząc moją parafkę, nieopacznie przystawiła na umowie pieczątkę dyrektora Opery, ale po stronie wykonawcy – powiedział Nałęcz – Niesiołowski, który będzie chciał wnieść zastrzeżenie do protokołu NIK.

Reklama

– NIK stwierdził, że pełnomocnik dyrektora nie może podpisać zastrzeżeń, zostało więc to oddalone – mówi dyrektor. – Zostałem poinformowany przez NIK, że kolejne kroki będą związane z regionalną izbą obrachunkową. Poprzednie pismo wskazywało, że informacje z protokołu NIK zostaną przekazane do prokuratury. Jeśli tak się stanie, będzie to dla mnie i dla Opery okazja, by wreszcie przedstawić naszą argumentację i sposób, w jaki ten urząd kontroli zachowuje się względem instytucji i jednostek publicznych – dodał.  


– Nie można zaskarżyć do sądu zastrzeżeń pokontrolnych, nie mamy więc prawnej możliwości, aby obiektywny organ, czyli sąd, mógł ocenić rzetelność i wiarygodność tych zastrzeżeń – tłumaczy radca prawny Arkadiusz Skrobich.

Reklama

Jak wylicza NIK, Nałęcz-Niesiołowski dyrygował w ubiegłym roku w co trzecim wystawianym we Wrocławiu spektaklu, mimo że zatrudniał 15 dyrygentów. Zdaniem NIK, zgodnie z regulaminem wynagrodzeń pracowników Opery, w 2017 roku dyrygenci mogli wziąć udział maksymalnie w trzech dodatkowych przedstawieniach i uzyskać po 1,5 tys. zł za każde z nich, tymczasem według Najwyższej Izby Kontroli dyrektor dyrygował w ubiegłym roku średnio sześcioma spektaklami. – W mojej umowie z Urzędem Marszałkowskim jest limit dotyczący kierownictw artystycznych – tłumaczy Nałęcz- Niesiołowski.  – Są to dwie premiery operowe i jedna baletowa. Na każdy kwartał przedstawiany jest plan akceptowany przez Urząd Marszałkowski. Dopiero wówczas może być podpisana umowa – dodał.


– Całkowitą nieprawdą są informacje o 15 dyrygentach zatrudnionych w Operze. W określonych okresach pracowało w niej trzech dyrygentów, ale nigdy przez cały rok – podkreśla Skrobich.– Teza NIK jest taka, że 4 tysiące złotych za dyrygowanie to wygórowana cena, tymczasem z przeprowadzonej przez nas analizy wynika, że w Bydgoszczy średnia ich zarobków to 5 i pół tysiąca złotych, a w Teatrze Wielkim – 6 i pół. Zastrzeżenia NIK, że 4 tysiące to wygórowana kwota i że doszło do niegospodarności nie znajdują więc pokrycia w faktach – twierdzi Skrobich, który dodał, że po otrzymaniu zgody Urzędu Marszałkowskiego umowę podpisywały dwie inne osoby pracujące w Operze. – W spółkach kapitałowych, gdy prezes podpisuje umowę ze spółką, to reprezentuje ją rada nadzorcza. W Operze te kwestię reguluje statut i dopilnowaliśmy tego, że to było zgodne z prawem – twierdzi radca prawny.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości