Każde spotkanie w OPT Zamek na Leśnicy to swoisty rytuał. Nie polega on wyłącznie na suchym włączeniu płyty. Zanim opadnie igła gramofonu, odbywa się wprowadzająca prelekcja, która buduje kontekst wokół dzieła. Dopiero potem następuje właściwy, nienaruszony odsłuch, a po nim – czas na integrację, wymianę myśli, herbatę i ciastka w domowej atmosferze.
Inicjatywa, która co miesiąc przyciąga do wrocławskiej Leśnicy ponad stu słuchaczy, zrodziła się z bardzo osobistego buntu przeciwko temu, jak współcześnie konsumujemy kulturę. Twórcą cyklu jest Kamil Downarowicz, który sam złapał się na wpadaniu w pułapkę cyfrowego przebodźcowania.
- Przeważyło moje osobiste doświadczenie związane z tym, jak sam od dłuższego czasu słucham muzyki – przyznaje. – Często robię to nieuważnie, na słuchawkach, w tramwaju, bez poczucia, że obcuję ze sztuką. Tymczasem muzyka to sztuka, która wymaga skupienia oraz bycia tu i teraz. Poprzez Wrocławski Klub Melomana chcę przywrócić muzyce znaczenie.
Zasady są proste: uczestnicy odkładają na bok powiadomienia z telefonów i pozwalają, by dźwięki z czarnego krążka niespiesznie i w całości przepłynęły przez ich uszy. Choć format grupowego słuchania winyli wydaje się skrojony pod dojrzalszych audiofilów, rzeczywistość na sali jest zgoła inna.
- Zaskoczył mnie młody wiek słuchaczy. Wydawać by się mogło, że Wrocławski Klub Melomana zainteresuje raczej osoby w średnim wieku, tymczasem przychodzi sporo ludzi około 20. roku życia – opowiada twórca inicjatywy. – Mówią mi, że jest to dla nich jak wyjście do muzycznego kina i często pierwsza okazja do odsłuchania całej płyty winylowej w pełnym skupieniu.

Klucz doboru repertuaru jest w autorski i unika zamykania się w sztywnych ramach jednego gatunku. Jak zaznacza pomysłodawca, interesuje go muzyka od black metalu, przez elektronikę, aż po pop. Ta wolność wyboru sprawiła, że wrocławska publiczność wspólnie przeżywała już zupełnie skrajne emocje – od gitarowego uderzenia „White Pony” Deftones, przez melancholię „In Rainbows” Radiohead, aż po krajową klasykę, czyli „Miłość w czasie popkultury” Myslovitz.
W najbliższą niedzielę, 31 maja, poprzeczka zostanie zawieszona niezwykle wysoko. Głośniki w Leśnicy zdominuje The Cure i ich kultowe „Disintegration” (1989). To ósmy album studyjny grupy Roberta Smitha, uznawany za jej szczytowe, bezkompromisowe osiągnięcie. Prestiżowy magazyn Uncut uznał „Disintegration” za najważniejszy album w zestawieniu 200 wszech czasów w gatunku rocka gotyckiego, a zespół wkrótce wystąpi w Polsce podczas tegorocznego festiwalu Open'er.
Spotkania odbywają się raz w miesiącu, w niedziele, w OPT Zamek w Leśnicy. Udział jest bezpłatny, ale obowiązują zapisy mailowe pod adresem: [email protected]. W wiadomości należy podać liczbę uczestników oraz trzy ostatnie cyfry numeru telefonu do weryfikacji.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze