Reklama

Felieton. Sylwester z Dwójką czyli artystyczny tabor odjechał

01/01/2011 00:00

Zdecydowanie telewizja kłamie. To co wydarzyło się w sylwestrową noc na wrocławskim Rynku, i było transmitowane przez telewizyjną Dwójkę, to jedno wielkie telewizyjne oszustwo. W rzeczywistości zebrani na wrocławskim Rynku słuchacze podrygiwali w rytm muzyki ambitnej i nie do końca łatwo przyswajalnej. Wcale nie było klaskania na trzy, nieszczerych uśmiechów i odgrzewania hitów z piwnicy.

Sylwester z Dwójką - w podtytule " Imperium Gwiazd" - a to wszystko na wrocławskim Rynku i na ekranach telewizorów milionów widzów naszego kraju. Kolejny raz koktajl artystyczny lub cyrkowy tabor wiozący to, co w naszej muzyce popularnej rzekomo najistotniejsze.



Rzesze fanów zgromadzonych pod sceną podrygiwało w rytmach " hitów", których nikt nie słyszał, bądź nie chciał słyszeć. Ale do rzeczy, bo quasi artystów było wielu. Jeżeli pominę, któregoś z muzykantów proszę nie żywić urazy - kilogramy muzycznego kiczu atakowały uszy wrocławian z dużym impetem. W ten właśnie sposób na scenie zobaczyliśmy zapowiadany jako "wielki" debiut Natalii Lesz i jej materiału muzycznego, nad którym pracowała za wielką wodą. Lecz konia z rzędem temu, kto już jutro ustawi się w kolejce po płytę tejże artystki. Pląsająca "diva" w gronie młodzieży ubranej w bluzy z nadrukami "I love NL" i niestety nie chodziło tu o Holandię (raczej, jak się domyślam, chodziło o "kocham Natalię Lesz")
.



Dalej było jeszcze gorzej, gdyż swój muzyczny dorobek zaprezentowały zespoły Pectus, Volver, co istotnie przelało czarę goryczy. Chwilę później wrocławska scena stała się na 4 minuty 51. stanem USA. Wszystko to za sprawą Mroza i hitu "Miliony monet", dzięki któremu dług publiczny drastycznie zaczął przez chwilę maleć, a spadające z nieba jednogroszówki stały się ewenementem na skalę całego kraju. I działo się, bo rytmy r"n"b, choć swojskie, to jednak tak dalekie od wcześniejszych umizgów artystów, których piosenki traktowały o wielkiej miłości, smutku - o tym, że ona go kocha, a on jedzie samochodem.



Panie, panowie ale nie martwcie się, bo dalej będzie jeszcze gorzej - gdyż prawdziwa apokalipsa gwiazd miała dopiero nadejść. Nie wiadomo czemu nagle na scenie pojawił się niejaki Maciej Miecznikowski, który zgodnie z zapowiedziami prowadzących galę tego wieczoru miał przeobrazić się w Madonnę Miecznikowską i Lady Gagę Miecznikowską. I by być politycznie poprawnym nie będę opisywał tego, co wcześniej wspomniany artysta zaprezentował na scenie - lecz by choć trochę pozostać wiarygodnym napiszę, że ranił oczy i uszy. Ale nie, to jeszcze nie koniec, bo confetti, dym i sztuczny ogień miały dopiero nadejść. W tak zwanym międzyczasie wystąpiła jeszcze niejaka Marina lecz nie była to Marina Maryla Rodowicz tylko nastoletnia gwiazdka w kuluarach opisywana jako polska odpowiedź na Rihannę.



> ZOBACZ JAK BAWILI SIĘ WROCŁAWIANIE



I szczerze, wolelibyśmy chyba nie mieć na wyżej wspomnianą artystkę żadnej odpowiedzi. Było jeszcze Ace of Bace, czyli zagraniczną gwiazda wieczoru - zespół, który zasłynął trzema przebojami, z których każdy brzmiał tak samo (powinni pamiętać je osoby przeżywające swoją młodość w latach 1990-1996 ). W dalszej części wieczoru wrocławską scenę zasypał Piasek prezentując repertuar oscylujący między odgrzewaniem muzycznych kotletów, a rozsyłaniem uśmiechów masom zebranym pod sceną. Dalej swoją rzewną pieśń zaprezentowała powracająca do dobrej dyspozycji (jeżeli kiedykolwiek była ona dobra) Edyta Górniak, która życzyła wszystkim zebranym by doświadczyli w nadchodzącym roku tego, czego doświadczyła ona sama w odchodzącym roku 2010 (przypominamy, iż Górniak ma za sobą burzliwy rozwód ).



Dalej na scenę wkroczyła Marina Maryla Rodowicz, a zgromadzeni widzowie zaczęli rozglądać się za możliwością wejścia do pociągu byle jakiego na czas jej występu lub też dalszej części wieczoru. Maryla dosłownie płonęła na oczach wrocławian za sprawą czegoś co pokrywało jej głowę - ni to czapka ni to beret, ważne że we właściwym momencie pokryło się ogniem. Później ekipa techniczna odjęła Maryli Rodowicz ogon. Tak - ogon, tradycyjny sceniczny ekwipunek tejże Pani. Przez scenę przewinęła się jeszcze Beata Kozidrak, ta sama co 10, 15 i 49 lat temu.



A występ wieczoru miał dopiero nastąpić. "Trzeci filar" złożony z Maryli Rodowicz, Edyty Górniak i Beaty Kozidrak wykonał pieśń obcojęzyczną, której słowa niestety wcale jej nie identyfikowały. Powiedzmy, że wystąpiły szumy na przestrzeni: nadawca wiadomości i jej odbiorcy.



Nieubłaganie nadeszła północ, wrocławianie wznieśli okrzyki radości, prezenterzy telewizyjnej Dwójki chcieli ratować imprezę, która powoli wymykała się spod kontroli, Rodowicz tuliła Piasek, a Ace of Bace myśleli już o powrocie do domu. Tylko prezydent Dutkiewicz, który niepostrzeżenie pojawił się na scenie tuląc dziecię swoją lewicą i wprowadzając je po cichu na kineskopy milionów Polaków chciał złożyć, noworoczne życzenia. Jednak wystrzeliły korki szampanów skutecznie zagłuszając noworoczną mowę.



Nic nie zapowiada, że kolejny sylwester na wrocławskim Rynku będzie pod względem artystycznym bogatszy, ale cóż - co było minęło. Jak co roku pozostaje niesmak, jak co roku artyści upadają na dno, którego do tej pory nie znaliśmy.



PS: zapomniałem dodać, że na scenie pojawił się jeszcze zespół Feel i tylko w sobie znany sposób " Jak anioła głos" zadało decydujący cios.
Piotr Kolisko

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości