Śląsk Wrocław gra bardzo słabo. Nie jest żadną tajemnicą, że rozważana jest dymisja trenera Jana Urbana, a także dyrektora sportowego, Adama Matyska. Jednakże z pracą pożegnać się ma również prezes klubu - Michał Bobowiec.
Pożegnanie się z Urbanem i Matyskiem nikogo dziwić nie powinno. Nie wdając się w sportowe szczegóły: Śląsk gra żałośnie, a piłkarze Wojskowych - sprowadzeni właśnie przez Urbana i Matyska - nie wyglądają na osoby, które będą umierać za swojego trenera. Fatalna gra odbija się na frekwencji. Jeszcze nie tak dawno temu 10 tysięcy widzów na meczu było traktowane, jako wynik fatalny. Wszak na meczach z Legią, Lechem czy Wisłą na trybunach zasiadało grubo ponad 20 tysięcy! Dlatego trudno napisać coś o frekwencji na meczu z Piastem, kiedy na stadionie zameldowało się raptem 5,5 tysiąca widzów...
Wiadomo, że frekwencja jest głównie wynikiem słabej gry zespołu. Słaba gra ma oczywiście wiele przyczyn, jednak trudno doszukiwać się ich w gabinecie prezesa Bobowca. Jednak w Ratuszu uznano najwyraźniej inaczej.
Przypomnijmy, że Bobowiec przed obecnym sezonem dostał znacznie większy budżet, niż miał do dyspozycji Śląsk rok wcześniej. Za pieniądze sprowadzono uznane nazwiska (Jakub Kosecki, Marcin Robak, Kamil Vacek), za które miesięcznie trzeba dużo płacić. Podobno miesięczne apanaże piłkarzy WKS sięgają... 1,5 miliona złotych! Bobowiec dużo wydaje, ale też - co trzeba przypomnieć - załatwił sponsora (firma Forbet) na koszulki, dzięki czemu do kasy klubu wpłynęły konkretne pieniądze. Takiego sponsora w klubie nie było od dawna.
Byli więc nowi znani piłkarze, pojawił się sponsor, dlatego też i wymagania były większe. Awans do mistrzowskiej ósemki wydawał się planem minimum. Teraz, aby Śląsk się w niej znalazł, potrzeba może nie cudu, ale na pewno porządnej gry zespołu w końcówce sezonu zasadniczego. Czy prezes ma duży wpływ na grę? Wątpliwe. Jednak wygląda na to, że zaraz może zostać odwołany ze stanowiska. Czy dlatego, że Śląsk prezentuje się słabo? Nie, to nie jego wina. Czy dlatego, że frekwencja jest słaba? To też nie powód.
Ten jest zupełnie inny i być może w innych realiach uznany byłby za absurdalny, ale przypominamy, że mieszkamy we Wrocławiu. Bobowiec najpewniej pożegna się ze stanowiskiem dlatego, że nie wykazuje entuzjazmu, jeśli chodzi o szanse Jacka Sutryka w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Sutryk to dyrektor magistrackiego departamentu spraw społecznych, który - zdaniem dworu Rafała Dutkiewicza - miałby szanse na zwycięstwo. Rzecz w tym, że Bobowiec nie dość, że uważa inaczej, to jeszcze poparł zupełnie kogoś innego, a mianowicie Jerzego Michalaka z Dolnośląskiego Ruchu Samorządowego.
Wśród obserwatorów sceny politycznej wystawienie przez DRS kandydata innego, niż chce Dutkiewicz było uznane za bunt, a ci którzy go wzniecili mieli zostać przykładnie ukarani. - Bez komentarza - słyszymy tylko od Bobowca.
Prezydent Dutkiewicz wraz ze świtą przebywa w USA. Wraca we wtorek, w pracy będzie w środę. Wtedy też postaramy się uzyskać komentarz w tej sprawie. Na razie poprosiliśmy o wypowiedź właśnie Michalaka. - Każdy prezes byłby w bardzo trudnej sytuacji, gdyby pracował w takich warunkach, jak Michał Bobowiec w Śląsku. Każdy miałby problem - słyszmy od polityka. - Moim zdaniem, jeśli Śląsk ma wykonać założone cele, to powinien dostać od miasta 15 milionów złotych. Klub musi być jak najszybciej sprywatyzowany, ale na razie jest w rękach miasta, a rachunki trzeba płacić. Pomoc finansowa ze strony urzędu zatem jest konieczna. O samym odwołaniu Michała Bobowca wypowiadać się nie chcę - kończy Michalak.
Jak będzie? Przekonamy się niebawem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze