Reklama

Wystawa o "legendarnej polskiej gościnności" [ZDJĘCIA]

30/10/2019 11:43

– Dzisiejsza polska gościnność boli. Boli wszystkich, którym odmówiono pomocy: dyskryminowanym, bitym, zaszczuwanym. Boli jako reakcja na niegodne zachowania współobywateli wobec drugiego człowieka – mówi Karolina Jaklewicz, kuratorka wystawy „Polska gościnność”, którą można oglądać w Muzeum Współczesnym.

– Legendarna polska gościnność – szlachecka oznaka honoru, przyjmowanie pod dach każdego podróżnego, dodatkowe nakrycie przy wigilijnym stole, radość ze spotkania z przybyszem, kultura wspólnego biesiadowania, gotowość niesienia pomocy potrzebującym. Powiązana z osławioną wolnością wyznania i akceptacją mniejszości religijnych – mówi kuratorka wystawy „Polska gościnność”. I cytuje socjologa Jana Sowę, który napisał, że „Polska to ciało okaleczone i z tego powodu niemogące znaleźć sobie miejsca we współczesnym świecie. Okaleczone przez XX wiek brakiem jakichkolwiek mniejszości i zatrważającą homogenicznością kulturową”.


 – W ostatnich latach naszą narodową cechę, którą się tak chlubimy, mogliśmy zweryfikować wielokrotnie – w stosunku do uchodźców, mniejszości etnicznych, osób o odmiennych orientacjach seksualnych czy innych wykluczonych – podkreśla Karolina Jaklewicz.

Kuratorka twierdzi, że polska gościnność to jeden z narodowych mitów, ale dodaje, że „mit budujący fałszywy obraz jest niebezpieczny, wypacza bowiem rzeczywistość, stając się pożywką dla ideologii”. Jej zdaniem może być także wzmacniający – o ile jest źródłem konstruktywnych działań. – Artystki i artyści zaproszeni do MWW konfrontują mit polskiej gościnności z aktualnym stanem rzeczy. Czy polska gościnność stała się pustym hasłem? Obietnicą bez pokrycia? – pyta Jaklewicz.

– Uciekają z brutalnego, ogarniętego wojnami świata i pukają do naszych drzwi – uchodźcy. Dla ludzi za drzwiami – obcy i nieproszeni goście, którzy budzą niepokój i strach – napisał Zygmunt Bauman. – Ich znakiem rozpoznawczym jest inny kolor skóry i inny język – podkreśla Jaklewicz. – Przymusowi emigranci, wygnańcy, wysiedleńcy i tułacze to wyzwanie dla polskiej gościnności. Bo nie chodzi o kilkudniowe wspólne świętowanie, ale o bezterminowe społeczne współżycie. Bo trzeba liczyć się z rezygnacją z części własnego komfortu, z poczucia bezpieczeństwa. Lęk stał się głównym czynnikiem determinującym światopogląd. A przecież my też wielokrotnie byliśmy uchodźcami, uciekaliśmy przed wojną i represjami, byliśmy zmuszeni emigrować za chlebem… –  dodaje.

Jak podkreśla, temat uchodźców stał się kluczowy w debacie publicznej. – Paradoksalnie otwartość na nich staje się dziś najpoważniejszym miernikiem solidarności i gościnności, bo są to przybysze mało oczekiwani, z piętnem inności, potencjalnie władni zmienić naszą rzeczywistość – tłumaczy kuratorka. –  Siłą Europy zawsze była otwartość i ciekawość innych kultur, a my, Polacy, potrafiliśmy czerpać z tej różnorodności. Dziś ogarnia nas strach przed Innym. Boimy się utraty ładu i spokoju, stabilizacji i naszej kulturowej tożsamości. Jak słaba jednak musi być kultura, którą tak łatwo „podbić”, jak powierzchowna, skoro tak prosto ją zakwestionować? – pyta.

– Polska gościnność musi też mierzyć się z antysemityzmem, regularnie powracającym do debaty publicznej. Masowy wyjazd z Polski znacznej części inteligencji narodowości żydowskiej w 1968 roku spowodował bolesny deficyt. Jedna z podstawowych społecznych traum to brak Żydów, wygnanych i wymazanych z historii i naszej świadomości przez drugą wojnę światową oraz późniejsze erupcje wrogości. Dziś ta niechęć i uprzedzenia powracają na fali atakowania nowego „wewnętrznego” wroga, jakim stało się  środowisko LGBT – tłumaczy kuratorka.
 
– Demokratyczne rządy zobligowane są do ochrony mniejszości, w tym mniejszości seksualnych. Ignacy Karpowicz w powieści „Miłość” pisze, że trzeba kochać i być kochanym, aby zrobić coś dobrego. Tymczasem: „Prawo do kochania i kochania się niektórym z nas zostało odebrane, a przez to ograniczono nam prawo do bycia dobrym”. A przecież żadna władza, religia czy żadne społeczeństwo nie ma moralnego prawa do reglamentowania dobra – dodała Jaklewicz.

– Artystki i artyści na wystawie w MWW dotykają więc czułego punktu. Dzisiejsza polska gościnność boli. Boli wszystkich, którym odmówiono pomocy: dyskryminowanym, bitym, zaszczuwanym. Boli słowem i czynem. Boli jako reakcja na niegodne zachowania współobywateli wobec drugiego człowieka – powiedziała.

Wystawę „Polska gościnność” można oglądać w Muzeum Współczesnym do 2 marca przyszłego roku.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości