Po takiej porażce trudno powiedzieć, że Śląsk Wrocław źle zaczął sezon. Tak po prawdzie, to Śląsk po prostu został w blokach startowych. Na otwarcie nowego sezonu Ekstraklasy, wrocławianie przegrali z Legią Warszawa aż 1:4.
Trudno powiedzieć, co się stało, że w ciągu kilku dni Śląsk z zespołu zdolnego nawiązać równą walkę w europejskich pucharach z IFK Goeteborg zmienił się w drużynę, która na własnym stadionie traci aż cztery gole i bezdyskusyjnie przegrywa. Czy to przez zmiany w składzie, których dokonał trener Tadeusz Pawłowski? Wątpliwe, bo choć w wyjściowej jedenastce było kilka roszad (zagrał Flavio Paixao, Krzysztof Ostrowski i Marcel Gecov), to jednak były momenty, gdy gra Śląska kleiła się tak, jak powinna. Zbyt duży szacunek do rywala? Zdarzało się w tym meczu, że Śląsk prezentował się tak, jakby Legii trochę się obawiał. Naszym zdaniem, niepotrzebnie. A może po prostu sztab trenerski stołecznej ekipy dobrze rozpracował grę Śląska i wrocławianie nie mieli jak pokazać swoich atutów na tle nieźle zorganizowanej Legii? Wydaje nam się, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. I to w niej kryje się najwięcej prawdy o przyczynach porażki Śląska z Legią.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze