Reklama

Bolesne lanie w pierwszym meczu sezonu. Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:4 [RELACJA]

19/07/2015 00:00

Po takiej porażce trudno powiedzieć, że Śląsk Wrocław źle zaczął sezon. Tak po prawdzie, to Śląsk po prostu został w blokach startowych. Na otwarcie nowego sezonu Ekstraklasy, wrocławianie przegrali z Legią Warszawa aż 1:4.

Trudno powiedzieć, co się stało, że w ciągu kilku dni Śląsk z zespołu zdolnego nawiązać równą walkę w europejskich pucharach z IFK Goeteborg zmienił się w drużynę, która na własnym stadionie traci aż cztery gole i bezdyskusyjnie przegrywa. Czy to przez zmiany w składzie, których dokonał trener Tadeusz Pawłowski? Wątpliwe, bo choć w wyjściowej jedenastce było kilka roszad (zagrał Flavio Paixao, Krzysztof Ostrowski i Marcel Gecov), to jednak były momenty, gdy gra Śląska kleiła się tak, jak powinna. Zbyt duży szacunek do rywala? Zdarzało się w tym meczu, że Śląsk prezentował się tak, jakby Legii trochę się obawiał. Naszym zdaniem, niepotrzebnie. A może po prostu sztab trenerski stołecznej ekipy dobrze rozpracował grę Śląska i wrocławianie nie mieli jak pokazać swoich atutów na tle nieźle zorganizowanej Legii? Wydaje nam się, że odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. I to w niej kryje się najwięcej prawdy o przyczynach porażki Śląska z Legią.


W pierwszej połowie wrocławianie prezentowali się całkiem nieźle. Mieli co prawda słaby punkt, czyli lewą flankę, gdzie słabował zwłaszcza Dudu. Legioniści widząc, że Brazylijczyk jakby nie domagał, ochoczo słali długie piłki właśnie na lewe skrzydło, gdzie swojej szansy szukał Milan Nikolić. A tam Dudu chwilami jako tako sobie radził, ale częściej popełniał błędy, a naprawiali je koledzy z defensywy lub legioniści nie potrafili ich wykorzystać. W końcu zresztą nie wytrzymał Piotr Celeban, który zbeształ Dudu za nonszalancję w grze pod własną bramką. Ale wróćmy do meczu. Legia lepiej wyglądała w środku pola, gdzie pewnie rozbijała ataki wrocławian. Śląskowi nie brakowało kreatywności w grze, było komu rozegrać akcję z pomyłem, ale zbyt często wrocławianom brakowało tego ostatniego, kluczowego podania, albo po prostu dokładności i zamiast groźnej akcji to Legia wychodziła z kontrą.



Legia prezentowała się lepiej, ale to Śląsk strzelił pierwszą bramkę meczu. W 28. minucie świetnym dośrodkowaniem w pole karne popisał się Paweł Zieliński, a Flavio Paixao zamienił je na gola równie ładnym strzałem. Długo jednak wrocławianie nie cieszyli się z prowadzenia. Już w 33. minucie Legia wyrównała, po efektownym strzale Dominika Furmana z rzutu wolnego. I do przerwy oba zespoły miały po golu na koncie. Dodajmy tutaj, że zaproszeniu piłkarzy na odpoczynek w szatni towarzyszyło niemałe kuriozum. Bo sędzia Krzysztof Jakubik zakończył pierwszą połowę po 44 minutach i 37 sekundach! Nie doczekał zatem nawet do regulaminowych 45 minut, nie mówiąc o doliczonym czasie gry. Cóż, zdarza się - choć na pewno nie powinno.



Na początku drugiej połowy Śląsk grał w sposób nieco bardziej poukładany i dokładny. Ale wrocławianie nie zdążyli złapać właściwego rytmu, bo zanim wskoczyli na wyższe obroty, musieli pogodzić się ze stratą drugiego gola. W 53. minucie Furman dośrodkował z rzutu rożnego, a ładną główką popisał się Tomasz Jodłowiec i dał swojej drużynie prowadzenie.



W tym momencie było jasne, że Śląskowi będzie w tym meczu bardzo trudno choćby o remis. Trener Pawłowski zareagował błyskawicznie, wpuszczając na boisko piłkarzy ofensywnych - Roberta Picha i Kamila Bilińskiego. Zmiany nie przyniosły jednak wielkiego efektu. Od 71. minuty Śląsk przegrywał już 1:3, po golu aktywnego w tym meczu Milana Nikolicia, którego dobrym podaniem obsłużył Furman. Kilka minut później Pich mógł zdobyć bramkę kontaktową. Wpadł w pole karne Legii jak rozgrzany nóż w kostkę masła, ale po serii zwodów był już chyba tak zmęczony, że strzelił Panu Bogu w okno - choć mógł pokonać bramkarza Legii bez większych kłopotów. Biliński zaś wpisał się w ogólny i rosnący z każdą minutą marazm Śląska. “Bila” nie oddał nawet pół groźnego strzału, a z jego obecności na boisku nic nie wynikało. A wrocławianie nie mieli pomysłu na to, jak rozmontować obronę legionistów, często też razili niedokładnością w grze. Legia zaś robiła swoje, konsekwentnie i metodycznie. Goście ze stolicy mogli prowadzić znacznie wyżej, ale bramkarz Śląska Mariusz Pawełek zaliczył kilka dobrych interwencji. W 90. minucie był jednak bezradny przy strzale Nikolicia, który ustalił wynik meczu na 4:1 dla warszawskiej Legii.



Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 1:4 (1:1)


Bramki: Flavio Paixao (28.) - Furman (33.), Jodłowiec (53.), Nikolić (71., 90.).



Śląsk Wrocław: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu - Flavio Paixao, Kokoszka, Gecov (62. Biliński), Ostrowski (56. Pich) - Kiełb (78. Bartkowiak).


Legia Warszawa: Kuciak - Bereszyński, Rzeźniczak, Pazdan, Brzyski - Żyro (78. Guilherme), Jodłowiec, Furman, Nikolić (90. Saganowski), Masłowski (46. Kucharczyk) - Prijović.



Żółte kartki: Pawełek - Rzeźniczak, Brzyski.


Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).



Widzów: ok. 13 tys.
Łukasz Maślanka, Twitter: @Lukasz_Maslanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości