Czy ja się cieszę? Kuriozalne pytanie, które dziennikarstwo sprowadza do poziomu prywatnych wojenek. Przecież tu mowa o demokratycznie wybranym prezydencie jednego z największych miast w Polsce. I o tym mieście. A w całej sprawie jest teraz więcej pytań niż odpowiedzi. Odnoszę wrażenie, że znowu ktoś chciał namieszać nie myśląc o tym, że to wrocławianie muszą pływać w tej mętnej wodzie.
Powoli opada pył bitewny, życie Wrocławia wraca do normy (proszę się nie śmiać!), w każdym razie prezydent Jacek Sutryk wrócił z katowickiej prokuratury, więc może warto postawić sobie pytanie, w którym miejscu teraz jesteśmy?
Na początek chciałbym wyjaśnić jedną kwestię. Otóż po zatrzymaniu prezydenta zaczęły do mnie spływać pytania: czy ja się cieszę, czy jestem usatysfakcjonowany?
Masakra! Wiem, że rola dziennikarza czy dziennikarstwa w ostatnich latach bywa inaczej postrzegana, ale ja nadal uważam, że to nie jest zawód mściciela. Nie, nawet mocno krytykując działania Jacka Sutryka nie prowadziłem i nie prowadzę żadnej prywatnej wojny. O każdej porze dnia czy nocy jestem w stanie odpowiedzieć, co mi się nie podobało w działaniach prezydenta Wrocławia. Tu chodzi o pewne decyzje, rozwiązania… I tyle. Tu chodzi o wizję Wrocławia, którą realizuje urzędnik wyposażony w nadmierne, moim zdaniem, kompetencje. Tak ukształtowała to reforma samorządowa w 2002 roku i gdybym miał do wyboru, to najpierw wolałbym zmienić to prawo niż konkretną osobę.
Natomiast ze łzami w oczach, radości i smutku, przez kilkanaście godzin obserwowałem te rozmaity sabaty i sabaciki euforii w mediach społecznościowych, gdy różni aktywiści prześcigali się w licytowaniu, kto większe ma zasługi w zatrzymaniu Jacka Sutryka. Bardzo często były to osoby, które chciały lub chciałyby znaleźć się w ekipie prezydenta Wrocławia, ale z różnych powodów im się to nie udało. Więc potem przybrali pozę „bojowników o wolność i demokrację”. I nie są w stanie pojąć, iż poruszają się w gronie zamkniętym. Dość hermetycznym. Że ich przekaz po prostu nie dociera do ludzi - zarówno idzie tu o proces przekazywania informacji jak i jej rozumienie. W innym wypadku, bo wykrzykują i powtarzają te same prawdy od jakiegoś czasu, Jacek Sutryk nie zostałby wybrany na drugą kadencję. Lub zatrzymany dużo wcześniej. Co oczywiście nie oznacza, że nie należy krytykować prezydenta czy innych polityków. Oj, należy…
To dlaczego Jacek Sutryk został zatrzymany akurat 14 listopada w godzinach porannych? Nie przekonuje mnie tłumaczenie ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, że w tym czasie zostały zatrzymane trzy inne osoby, więc „konieczne było takie przeprowadzanie sprawy, żeby te osoby się ze sobą nie kontaktowały i nie ustalały ze sobą zeznań."
Ja się nie znam, ale gdyby zatrzymano dwie, a Jacka Sutryka nie, to jakby prezydent się z nimi skontaktował?
Mnożą się kolejne pytania? Czy premier Donald Tusk wskazując Jacka Sutryka jako kandydat na prezydenta nie wiedział o różnych niejasnościach w jego postępowaniu, w tym o sprawie Collegium Humanum? Przytoczę Państwu pewną anegdotę, która od miesięcy krąży wśród wrocławskich polityków. Krąży w wersji dość obcesowej i obraźliwej dla obu panów, więc pozwolę sobie na wersję eufemistyczną. Podobno jeden z liderów wrocławskiej Koalicji Obywatelskiej zapytał premiera dlaczego wskazał na Jacka Sutryka a nie Michała Jarosa. Donald Tusk miał odpowiedzieć, że miał do wyboru samorządowca, który może nie zawsze literalnie przestrzega zasad Dekalogu lub polityka, któremu niezbyt bliska jest maksyma Kartezjusza „Cogito ergo sum”. Świadomie wybrał pierwszą opcję. Więc wiedział, zresztą o pewnych sprawach było naprawdę głośno. No i przecież zawsze są tacy, którzy opowiedzą z detalami.
Zastanawiające jest również coś innego. Kilka dni temu Jacek Sutryk, jako prezes Związku Miast Polskich, spotkał się z Tomaszem Siemoniakiem, ministrem spraw wewnętrznych i administracji. Panowie z uśmiechem ściskali sobie dłonie. Czy Siemoniak już wtedy nie wiedział, że będzie zatrzymanie? Chyba już by unikał takich sytuacji? Przecież w organach ścigania nie jest tak, że prokurator przed zaśnięciem, wkładając szlafmycę, dzwoni do CBA mówiąc: weźcie mi tu ściągnijcie… no tego, jak on tam się nazywa… Wszak mowa o prezydencie jednego z największych miast polskich i faworycie Siemoniaka. Dla nikogo chyba nie jest tajemnicą, iż to ten minister lobbował za kandydaturą Sutryka u Tuska. Kompletnie to się nie klei… Tak, wiem polityka, fronty się zmieniają. Według mnie wiedział i Siemoniak, i zapewne sam premier
Czyli dochodzimy do wątku frakcji w PO, do której Jacek Sutryk nota bene jeszcze nie wstąpił. I teraz może być dużo trudniej. A jak wiadomo w Platformie trwa walka o to, kto zostanie kandydatem na prezydenta RP. Do niedawna pewnym nominacji był Rafał Trzaskowski, z którym mocno związany jest prezydent Wrocławia. Teraz dość zdecydowanie zaczął licytować Radosław Sikorski. Czy zatrzymanie Sutryka to miał być sygnał dla frakcji Trzaskowskiego? Żeby nie czuli się zbyt pewnie? Historia zna takie przypadki, nader liczne. Tylko ten Siemoniak… No tak, ale minister rodem z Wałbrzycha na pewno bardziej wierny jest Donaldowi Tuskowi niż Jackowi Sutrykowi. Może to jest jakaś odpowiedź?
I chciałoby się rzec za sołtysem Kierdziołkiem: Cie choroba!
Wiemy więc tylko, że nam prezydenta zatrzymali. Ale po co?
To znaczy w piątek rano puścili i Jacek Sutryk błyskawicznie przyjechał z Katowic do wrocławskiego ratusza, do pracy. Bo nadal jest prezydentem Wrocławia i postanowił wykonywać zadania, które mu powierzyli wyborcy - jakby to górnolotnie nie zabrzmiało. Powiem więcej, nawet musiał przyjechać, bo za to mu płacą. Szczerze? Sytuacja nie do pozazdroszczenia, bo to trochę tak jakby o kimś powiedzieć: chyba coś nabroił, chyba jest złoczyńcą, może nawet złodziejem, ale jeszcze nic pewnego. Chcieliby Państwo żyć i pracować w takiej sytuacji? Z taką łatką? Ale takie właśnie jest prawo. Że może sam zrezygnować ze stanowiska? Owszem, ale Jacek Sutryk twierdzi, iż jest niewinny. I to nie jest kwestia tego, czy ja lub ktokolwiek wierzy prezydentowi. W tym kraju obowiązuje zasada domniemania niewinności. No chyba, że PO ma jakieś rozwiązanie tej sytuacji, ale o tym ewentualnie dowiemy się niedługo. Z tym, że zbyt gorąco bym za tym nie optował.
A najlepiej oczywiście byłoby zmienić prawo, jak i w przypadku tych wszystkich spółek miejskich, rad nadzorczych i kilku innych jeszcze spraw. I będzie święty spokój lub chociaż trochę go więcej. Tylko czy komuś na tym naprawdę zależy? No właśnie, więc Wrocław, wrocławianie i prezydent Jacek Sutryk będą toczyć dyskusje i czekać na wyrok sądu. A on może zapaść nawet nie w tej kadencji…
No to teraz słyszę kolejne pytanie: czy ty bronisz Jacka Sutryka?
Nie, na pewno nie będę wyręczał prawników prezydenta. Odpowiem nie wprost słowami mojego ulubionego filozofa - szeregowego Józefa Szwejka:
„Chrystus Pan też był niewinny i też go ukrzyżowali. Nigdy nikomu nie zależało na jakimś tam niewinnym człowieku”.
Szwejk tylko nie dodał: zwłaszcza gdy idzie o politykę. A Jacek Sutryk chciał wkroczyć lub nawet już wkroczył na ten front.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze