W rozmowie z Andrzejem Gliniakiem legendarny "Zielony " zdradza najśmieszniejsze momenty swojej przygody z basketem, opowiada jakie były najważniejsze momenty w jego karierze, a także co było najtrudniejszym momentem w jego życiu.
Najzabawniejsze sytuacje w sportowej karierze?
W Śląsku cały czas robiliśmy sobie kawały i każdy musiał się mieć na baczności. Na obozach jednym z naszych stałych numerów było wlewanie do pustej szklanki magi zamiast coli. Pechowiec, niczego oczywiście nie podejrzewając, brał głęboki łyk i już po chwili biegł do toalety. Śmiechu było co niemiara.
Do historii przeszedł także legendarny już śmigus-dyngus w hali na Mieszczańskiej. Oblewaliśmy głównie zagranicznych koszykarzy, którzy nie byli w temacie. Kiedyś mega wkurzył się o to na mnie Harold Jamison. Przyszedł na trening ubrany w elegancką skórzaną kurtkę, jeansy i najnowsze buty. Żadnej taryfy ulgowej oczywiście nie dostał. Wręcz przeciwnie. Był przemoczony do suchej nitki. Zdenerwowany zaczął mnie gonić po całej hali. W końcu chłopaki wytłumaczyli mu zasady tej świątecznej tradycji. I tak mu się spodobało, że już chwile później prosił mnie o największe wiadro, żeby oblać trenera Urlepa.
Było też śmiesznie ale i groźnie?
Dawne czasy. Z meczu reprezentacji Polski w Pruszkowie wracam pociągiem. Warszawa Centralna. Siedzę w przedziale z walkmanem na uszach i czekam na odjazd. Nagle słyszę głośne krzyki i śpiewy. Wychodzę na korytarz i przez okno widzę cały peron kibiców Legii i to bynajmniej nie tych najgrzeczniejszych. Jechali na mecz do Lubina. Wróciłem do przedziału. Po chwili otwierają się drzwi i do środka wchodzi kilku rosłych, podchmielonych fanatyków ze stolicy - A skąd ty kur*a jesteś? Nabrałem powietrza i wyrecytowałem -WKS Śląsk Wrocław. Przez całą drogę miałem potem eskortę legijnej starszyzny, ale wcześniej z pewnością nie było mi do śmiechu.
Twój najtrudniejszy moment w życiu?
Po jednym z meczów poczułem duży ból w kręgosłupie. Trener Urlep wysłał mnie do lekarza. Diagnoza była jak wyrok -ma pan nowotwór kręgosłupa. Zaschło mi w gardle. Nie wiedziałem co powiedzieć. Całe życie przeszło mi przed oczami. Niezwłocznie udałem się do innego medyka. Seria badań trwała kilka dni. To był chyba najgorszy okres. Oczekiwanie w niepewności i obawa przed potwierdzeniem choroby były straszne. Po tygodniu lekarz zaprosił mnie do gabinetu -Absolutnie nie ma pan raka, to jakaś pomyłka. Kamień spadł mi z serca.
Główna cecha twojego charakteru?
Waleczność.
Jaka jest twoja największa wada?
Upartość.
Twój najważniejszy moment w karierze sportowej?
Siódme miejsce na mistrzostwach Europy w Hiszpanii w 1997 roku. Nikt na nas nie stawiał, a my rozegraliśmy turniej życia. W fazie grupowej pokonaliśmy Chorwację, co było jedną z największych sensacji turnieju. W drugiej rundzie wygraliśmy z Niemcami, co dało nam awans do najlepszej ósemki imprezy. W walce o półfinał graliśmy z europejską potęgą- Grecją. Szło nam świetnie do...27-minuty. Prowadziliśmy 10-punktami i pisaliśmy historię polskiej koszykówki. Zwycięstwo dawało nam walkę o medale i awans do mistrzostw świata. Niestety nie udało się. Przegraliśmy 62:72, a potem kolejne dwa mecze z Litwą i Turcją zajmując ostatecznie i tak świetne siódme miejsce.
To był bez wątpienia jeden z najlepszych występów reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy w ostatnich kilkunastu latach.
Jeśli chodzi o Śląsk i karierę klubową to bez wątpienia wygrana w 2002 roku w Madrycie z Realem 85:79 w rozgrywkach Euroligi. Królewscy to najbardziej utytułowany zespół w europejskiej koszykówce. Rok wcześniej w wypełnionej do ostatniego miejsca Hali Ludowej we Wrocławiu pokonaliśmy innego giganta - Maccabi Tel Awiw 79:65. Wielu ekspertów twierdzi, że był to jeden z najlepszych meczów Śląska w historii.
Święta wojna czyli?
Odwieczna rywalizacja Śląska i Anwilu odmieniana już była przez wszystkie przypadki. Kibice z Włocławka nienawidzą mnie chyba za całokształt, bo nie przypominam sobie konkretnej sytuacji, która spowodowałby taką wrogość.
Przed wyjazdowymi meczami autokar parkowaliśmy na komisariacie, a do hali jeździliśmy małymi grupkami pod eskortą policji, wyposażonej w broń gładkolufową. Na miejscu wyzwiskom nie było końca, a na moją cześć tworzono kukły czy dmuchane lalki. Tylko mnie to mobilizowało. Uwielbiałem grać pod taką presją widowni. Do tej pory, już wiele lat po zakończeniu kariery, dostaje "sympatyczne " wiadomości od fanów Anwilu.
Inne gorące hale?
Największe wrażenie zrobili na mnie kibice w Belgradzie. Partizan i Crvena. Pełny fanatyzm. Piekło na trybunach. Głośny doping od pierwszej do ostatniej minuty. Na parkiecie lądowały zapalniczki, plastikowe kubki czy monety.
Z jaką kobietą najchętniej zjadłbyś kolacje?
Z Moniką Bellucci. Piękna kobieta z klasą.
Koszykarz, którego podziwiasz?
Nie będę oryginalny. Michael Jordan- koszykarz wszechczasów. To dla niego zarywałem noce. Ze starszych zawodników Larry Bird, legenda Boston Celtics. W polskiej lidze imponowali mi Keith Williams, Ed i Charles O"B annonowie, Lynn Greer czy Qyntel Woods.
Jakiej pracy nigdy byś nie wykonywał?
Żadna praca nie hańbi. Jeszcze jako student, grając w Providence, kosiłem trawniki i roznosiłem piwo.
Na co wydałeś pierwsze zarobione pieniądze?
W każdą niedzielę w kultowym "Pałacyku " odbywała się giełda płytowa. W piątek dostałem klubowe stypendium, a już dwa dni później wydałem je w całości na płytę zespołu Death Angel.
Dar natury, który chciałbyś posiadać?
"Force" czyli moce z Gwiezdnych Wojen np. przesuwanie przedmiotów.
Wyjątkowe miejsce, które odwiedziłeś podczas kariery sportowej?
Islandia. Byliśmy tam w zimie z reprezentacją na obozie. Na wyspie panuje "wieczny mrok". Niesamowite wrażenie robią gejzery, czyli gorące źródła. Na dworze mróz a ty chodzisz po śniegu w samych kąpielówkach. Poza tym niesamowicie wieje. Raz jadąc autobusem, powiew był tak duży, że aż wyrwało nam drzwi. Na szczęście nikt nie wypadł.
Gdybyś nie był sportowcem?
Z pewnością zostałbym gitarzystą w zespole heavy-metalowym.
Partnerem cyklu jest renomowana włoska restauracja Ristorante Liberta 7 na Placu Wolności 7 we Wrocławiu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze