Samochody niemalże tańczyły na drodze, wykonywały piruety i sunęły na śliskiej nawierzchni niczym narciarze na stoku. Tak było w poniedziałkowy późny wieczór na wrocławskich wiaduktach i estakadach. Na dwóch z nich doszło do karamboli.
Choć wrocławskie służby od prawie miesiąca zapewniały, że są przygotowane na zimę i ani śnieg, ani lód ich nie zaskoczy. To jednak po pierwszych opadach śniegu we Wrocławiu i przy temperaturze poniżej zera, nie wszystkie drogi, ulice i obiekty były przygotowane do jazdy odpowiednio. Kierowcy jakby też byli tym faktem zaskoczeni.
Fatalnie w poniedziałkowy wieczór jeździło się m.in. na estakadach i wiaduktach. Najpierw do karambolu doszło na ulicy Klecińskiej, gdzie na śliskiej nawierzchni zderzyło się kilka pojazdów i autobus komunikacji miejskiej. Jeden kierowca został ranny i trafił do szpitala. Na szczęście nikomu z pasażerów nic się nie stało.
Do drugiego poważnego zdarzenia doszło około godziny 22 na alei Jana III Sobieskiego. Tam aż kilkanaście pojazdów brało udział w karambolu.
Kierowcy zgodnie potwierdzali, że na śliskiej nawierzchni, na której tworzyła się tzw. szklanka, nie mieli oni żadnej możliwości na bezpieczne hamowanie. Tutaj na szczęście obyło się bez osób poszkodowanych.
Dodajmy, że wrocławskie służby, odpowiedzialne za odśnieżanie i oczyszczanie dróg, wyjechały na trasy dopiero po godzinie 22, gdy w wielu miejscach Wrocławia na trasach utworzyła się już bardzo niebezpieczna gołoledź. Na szczęście we wtorkowy poranek na drogach w stolicy Dolnego Śląska, mimo panującego mrozu, nie było już tak ślisko.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze