Niewykluczone, że już niedługo w gminie Kobierzyce pojawią się z garnkiem zupy europosłowie Dariusz Joński i Michał Szczerba, a inny poseł będzie biegał po okolicznych wioskach z torbą z pobliskiego marketu. Wszystko dlatego, że ich partyjni koledzy dostrzegli jak niewygodnie jest mieszkać w pobliżu imigrantów i dzięki znajomościom w rządzie chcą zmienić prawo, by pozbyć się uciążliwych sąsiadów. Choć kapłanki tolerancji udają, że tu wcale nie chodzi o pochodzenie uciążliwych lokatorów, a tylko by inspektor budowlany i strażacy mieli łatwiejszą pracę. I zapewne nie mają pojęcia, że ci uciążliwi ludzie są z Ukrainy, Białorusi, Indii czy Bangladeszu. Bo gdyby przecież wiedzieli, to jeszcze przed Jońskim ugotowaliby im rosół czy bigos.
Na początku muszę to wyraźnie napisać. Też bym nie chciał takiego sąsiedztwa jakie mają ludzie w gminie Kobierzyce. Czyli żeby w pobliskich domach mieszkały setki ludzi, którzy niekoniecznie szanują prawo innych do spokoju i wypoczynku. Tylko o tym, że tak będzie wiadomo było od początku. Od chwili, gdy wszyscy przytuleni do pewnych opcji politycznych radośnie reagowali na ewentualność pojawienia się w Polsce rzeszy imigrantów.
Zwłaszcza, że widać to było po wydarzeniach w krajach, które z tym problemem borykają się od drugiej połowy ubiegłego wieku. Tylko, że u nas nie wsłuchiwano się w słowa publicystów, którzy jak Douglas Murray, obecnie zastępcą redaktora naczelnego „The Spectator”, ostrzegali: „Jeśli importujesz ludzi z całego świata, importujesz także problemy świata, być może przynosząc też nowe”.
U nas, gdy ktoś na ten temat próbował odezwać się bez radości lub z pewnymi wątpliwościami, to jedynie mógł usłyszeć, że jest rasistą, ksenofobem i faszystą. I prawie zawsze antysemitą.
Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, kochajmy się i dajmy innym szansę... To co się zmieniło w gminie Kobierzyce, w której mieszka wiele very important persons? I dlaczego już nie chcą dać innym tej szansy, choć jeszcze ostatkiem sił udają, że to nie o to chodzi… Skończyło się paliwo na love?
Po pierwsze, mieszkańcy zobaczyli problem na własne oczy, a nie jak do tej pory znali go tylko z przekazów pewnych mediów i niektórych polityków. Napisać klasyka, to jak nic nie napisać. Po drugie, za sprawy wzięli się różni działacze i sympatycy nieboszczki Platformy Obywatelskiej, którzy teraz maszerują pod sztandarem Koalicji Obywatelskiej. Na różnych poziomach. Na przykład w radzie powiatu wrocławskiego, gdzie ta formacja ma dominujący głos. Ale też i na wyższych szczeblach. Zwłaszcza, że teraz znowu mają swoich w rządzie, więc trzeba szansę wykorzystać. No i pamiętajmy cały czas, że mówimy o gminie z niemałą liczbą very important persons, którzy działają w wielkim biznesie, show biznesie i miewają jakieś tam związki z mediami… I z obecnym rządem też całkiem, całkiem.
Ad rem, czyli w czym to się przejawia? Sprawa znana jest od jakiegoś czasu, ale pierwszy raz głośno zrobiło się o niej, gdy rok temu zorganizowano wielką akcję policji i straży granicznej w podwrocławskich Kobierzycach. Funkcjonariusze sprawdzali wszystkie największe osiedla na terenie gminy w poszukiwaniu żyjących tam migrantów. Jak przekazała policja, sprawdzono 160 osób pochodzących spoza Polski, dwie z nich przebywały na terenie naszego kraju nielegalnie.
Rzecz w tym, że w tej gminie, ale nie tylko, domy jednorodzinne są wynajmowane przez agencje pośrednictwa pracy lub prywatnych właścicieli, a następnie wykorzystywane do zakwaterowania nawet kilkudziesięciu osób. Zredagowano petycję "STOP hotelom pracowniczym w domach jednorodzinnych", a sprawą zainteresowała się posłanka Jolanta Niezgodzka, oczywiście z PO/KO.
Wszyscy nadal twierdzą, że idzie im tylko o zmiany w przepisach, które mają utrudnić nielegalne przekształcanie domów jednorodzinnych w przepełnione „hotele pracownicze” i ułatwić inspektorom budowlanym i strażakom kontrolę takich miejsc. I broń Boże nie idzie o walkę z tymi pracownikami, a starania tych od petycji nie są próbą wyrzucenia kogokolwiek z danej miejscowości.
Tak mają wdrukowaną poprawność polityczną, że nikomu, ani samorządowcom, ani pani poseł nie przejdzie przez usta, że są to imigranci. W ich uwagach, ci uciążliwi sąsiedzi to właściwie takie bezosobowe ludziki z piktogramu. Problem w tym, że nawet gdy posłanka napisała do rządu o problemie, to już zbytnio nie ukrywała, że „dochodzi do gwałtownego wzrostu gęstości zaludnienia w zabudowie jednorodzinnej, co skutkuje zwiększoną produkcją odpadów, brakiem miejsc parkingowych oraz znacznym pogorszeniem jakości życia mieszkańców. Mieszkańcy skarżą się na hałas, zakłócanie porządku publicznego”. Żeby tak zakłócać porządek very important persons?
Czyli jednak nie sprawy formalne stają problemem…
Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii, dość wyczerpująco odpisał pani poseł. Uznał, że nie ma potrzeby tworzenia dodatkowych przepisów. Trzeba po prostu te stare stosować i egzekwować. Dodatkowo stwierdził: „Jeżeli nielegalna zmiana sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części zostanie potwierdzona na podstawie wyników kontroli, organy nadzoru budowlanego podejmują dalsze kroki, takie jak legalizacja zmiany sposobu użytkowania albo nakaz przywrócenia poprzedniego sposobu użytkowania obiektu budowlanego lub jego części”.
Czyli jeśli walczącym o zmianę, chodzi tylko by wszystko było zgodnie z prawem, to rozumiem, że jeśli taki domek zostanie formalnie uznany za hotel, co sugeruje minister, to już będą zadowoleni?
Chyba nie bardzo, bo walczący poprosili o pomoc swojego wiceministra, resortowego kolegę Tomasza Lewandowskiego, Michała Jarosa. Ten obiecał wprowadzić ich na inne rządowe salony.
Musi się trochę postarać, poudawać zainteresowanie, ponieważ jak wiadomo w dolnośląskiej KO trwa starcie różnych frakcji. Niedawno Michałowi Jarosowi, który jest szefem regionalnym partii, udało się pozbyć z szeregów Renaty Granowskiej, wiceprezydent Wrocławia. Teraz podobno chce odzyskać wrocławskie starostwo powiatowe, czyli żeby to jego frakcja miała więcej do powiedzenia niż ta, co rządzi obecnie. No to jak ma się nie postarać... Iluś tam radnych żywotnie zainteresowanych jest spokojnym życiem w Kobierzycach, a w zamian potrafią się odwdzięczyć głosem, gdy już wezwie wódz.
Nie wiem, ale coś mi się wydaje, że żadne korekty przepisów budowlanych czy ppoż nie zmienią już sytuacji mieszkańców tej gminy. Zwłaszcza owych aktywistów. Z prostej przyczyny. Odezwę się jak rasowy psychoterapeuta: nie potrafią nazwać swojego problemu. Wiec obawiam się, że pozostanie im tylko jedno, jeśli nie są wierzący i biegli w sztuce różańcowej. Przy pomocy jakichkolwiek koralików, przesuwając je palcami, codziennie muszą sobie powtarzać o swoich nowych sąsiadach, zamiast oryginalnej „Ave Maria, gratia plena”, kwestię swojego guru Donalda Tuska: „To są biedni ludzie, którzy szukają swojego miejsca na ziemi. Nie trzeba robić takiej obrzydliwej, ponurej propagandy wymierzonej w migrantów, bo to są ludzie, którzy potrzebują pomocy”. Gdyby nie pomogło, każdego wieczoru emisja mocno przekonującego i wzruszającego film Agnieszki Holland „ Zielona granica”.
Żeby tylko w swym zacietrzewieniu w walce o „zmianę przepisów budowlanych”, gdy nawet wiceminister Michał Jaros nie pomoże( a tak przy okazji co mają robić ludzie, którzy nie mają kumpli w rządzie?) nie sprowokowali przyjazdu pod Wrocław innych aktywistów. Bo gdy tamci zobaczą, że pani poseł Niezgodzka i inni działacze, chcą krzywdy „biednych ludzi” to może stawią się i europosłowie Joński czy Szczerba, którzy kilka lat temu biegali wśród imigrantów z garnkiem ciepłej zupy. I hasać będzie też poseł Franciszek Sterczewski z jakąś torbą, zwłaszcza, że pod Kobierzycami w tych marketowych można nieźle przebierać. I jakieś wzruszone czy wkurzone aktorki, na przykład od szamponów przeciwłupieżowych, się pojawią, by nad lawendowym latte powiedzieć co myślą o tych tam z KObierzyc… Jak kiedyś o żołnierzach na granicy, tak teraz o KO pod Wrocławiem: "To jest ku**a Koalicja Obywatelska ????? To są maszyny bez serca bez mózgu bez NICZEGO !!!Maszyny ślepo wykonujące rozkazy !!!!! Ku**a !!!!!! Jak tak można !!!!!!! Boli mnie serce boli mnie cała klatka piersiowa trzęsę się i ryczę !!!!!!! Mordercy !!!!!”. Chyba żadnego wykrzyknika nie pominąłem.
A na poważnie, to ci z Kobierzyc, i nie tylko oni, pozbędą się problemu, gdy wreszcie przestaną udawać co jest ich problemem. Nie przepełnione, może wbrew przepisom, domy, ale ich lokatorzy. Zresztą oni mieszkają w domach należących też do innych mieszkańców, którzy postanowili na tym zarobić. Kolejny konflikt interesów. No i zasadnicze pytanie, które boją się zadać przysłonięte gęstą mgłą hipokryzji tereny podwrocławskiego „Wilanowa”: co zrobić z tym lokatorami?
Na trop, oczywiście tylko częściowo, wpadła Jolanta „Hipokryzja” Niezgodzka uparcie udając, że chodzi o przepisy prawa budowlanego, która dla „Gazety Wrocławskiej powiedziała: „Analizujemy, co realnie możemy zrobić w tej sprawie. Traktujemy Kobierzyce jako case study, bo sytuacja pokazuje, gdzie system przestaje działać”.
Dokładnie, tylko jaki system?
Może ten, który zdefiniował cytowany już redaktor Douglas Murray:
„Wbrew wszelkim zapewnieniom i oczekiwaniom, ludzie, którzy przybyli do Europy, nie rzucili się w wir naszej kultury i nie stali się jej częścią. Przywieźli ze sobą własne kultury. I zrobili to dokładnie w momencie, gdy nasza kultura była w takim punkcie, że brakowało jej pewności siebie, by bronić własnych racji”.
Nikt więc nie mówi o żadnej przemocy, o rozwiązaniach nie daj Boże siłowych czy innych formach niegodnych uczciwego człowieka. Może czas najwyższy, by rząd, urzędnicy, bez względu której są opcji, czy aktywiści tropiący ślady mowy nienawiści w każdym przecinku, którą sami zresztą najlepiej się posługują, zajęli się sprawami imigracji wszelakiej z ustawieniem tak priorytetów, by zawsze na początku było „bronienie własnych racji”. Proste i wszyscy powinni być zadowoleni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Mam ponad 60 lat i chcę wyrazić swoje poparcie i zaskoczenie że piszę pan o tym tak otwarcie, widać że wracamy do dziennikarstwa lat 80tych a tu proszę,taka niespodzianka, szczerze i na temat no i jest to niezgodne z linią partii a przecież im chodzi tylko o to by Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej
Mam ponad 60 lat i chcę wyrazić swoje poparcie i zaskoczenie że piszę pan o tym tak otwarcie, widać że wracamy do dziennikarstwa lat 80tych a tu proszę,taka niespodzianka, szczerze i na temat no i jest to niezgodne z linią partii a przecież im chodzi tylko o to by Polska rosła w siłę a ludziom żyło się dostatniej