To tylko wewnątrzpartyjne wybory w Koalicji Obywatelskiej, więc co nas to obchodzi? Ano tylko tyle, że może być bardzo ciekawie, gdy Michał Jaros, obecny lider KO na Dolnym Śląsku, znowu wszystko przegra. Bo co mu zostanie? Wiem, to już nie te czasy, gdy obowiązywały pewne zasady honorowe nawet wśród zbójników, ale jednak Jakubek jak przegrał walkę z Janosikiem, to musiał opuścić bandę… Sęk w tym i jakaś nadzieja dla Jarosa, że zmierzy się z wicemarszałek Moniką Wielichowską, która jak ogłaszała swój start, to była tak przestraszona jak Andrzej Gołota, po pierwszej rundzie walki z Tysonem. A przecież wie, że to nie ten kaliber wojownika. Coś mi tu dziwnie pachnie…
Ale zanim danie główne, to chwila na przystawki. Jak powszechnie wiadomo „Szymon Hołownia” się rozpadł. Oczywiście jego partia, ale mało kto znał jej nazwę Polska 2050, bo od początku była kojarzona i oparta tylko na jednym człowieku i jego nazwisku. Przecież nawet nie wszyscy najwytrawniejsi smakosze życia politycznego wcześniej wiedzieli kto to Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz czy Paulina Hennig-Kloska. W każdym razie, gdy lider postanowił nieco odpocząć lub też ma inne plany, całe to ugrupowanie, złożone z różnego rodzaju dezerterów politycznych plus grono przypadkowych postaci, które zachciały zrobić karierę polityczną, zaczęło toczyć walki plemienne. W ich wyniku rozpękło się na pół , powodując, że Donald Tusk będzie spał niespokojnie, ponieważ nie znamy dnia ani godziny, gdy któraś z tych połówek postawi się premierowi i koalicji rządzącej nie będzie. A każda, licząc 15 i 16 posłów, może to zrobić. Choć chwilowo obiecały wierność… Szanse na taki rozwój wypadków byłyby też znacznie większe, gdyby nie kryzys formy Jarosława Kaczyńskiego. Niektórzy zastanawiają się czy tylko chwilowy. W każdym razie PiS może nie tyle się rozpada, ale rozkłada. Bo do rozpadu brakuje odważnych. W każdym razie i po prawicy i po lewicy trzeszczy.
A wracając jeszcze na sekundę do tej partii - chwilówki, to w przypadku naszego regionu jest to jeszcze bardziej symboliczne. W którymś z mediów po rozpadzie „Hołowni” na Polskę 2050 i Centrum, pojawił się tytuł „Polska 2050 już nie ma ani jednego posła na Dolnym Śląsku”. Tak naprawdę to oni mieli z Dolnym Śląskiem tyle wspólnego co Mikołaj Kopernik, choć został patronem naszego lotniska.
Wszyscy pamiętają, jak trudno Hołowni było sklecić listy wyborcze, by pojawiły się na nich jakieś rozpoznawalne nazwiska. Do Wrocławia ściągnięto z Łodzi znanego komentatora sportowego Tomasza Zimocha, który, gdy wygrał nie miał nawet ochoty tu otwierać biura poselskiego. Do Wałbrzycha zapisano Warszawiankę Aleksandrę Leo, w myśl zasady ludzie znają ją z TV. Jak i pana Szymona. A i jeszcze Izabela Bodnar, która faktycznie od jakiegoś czasu była związana z naszym miastem, ale co o nim wie pokazała podczas kampanii prezydenckiej, gdy walczyła z Jackiem Sutrykiem. Obecnie staje się głównie celem ataków w mediach społecznościowych za swoje liczne wpadki, gdy próbuje się pozycjonować jako znawca życia politycznego, a wychodzi trochę inaczej, żeby nie powiedzieć karykaturalnie.
Pytają Państwo o program tej partii co nie zdążyła zaistnieć? Wielu pytało, ale znał go tylko Donald Tusk, z którym podzielili się stanowiskami. A było wiadomo, że dla wszystkich nie wystarczyło, więc niektórzy odeszli, bo nie pasowała im „linia partii”.
Czy ktoś odejdzie z Koalicji Obywatelskiej po marcowych wyborach partyjnych? Na Dolnym Śląsku to może faktycznie się zdarzyć. Wiadomo, że oczy kibiców politycznych zwrócone będą głównie na dwa pojedynki – wrocławski i regionalny.
W tym pierwszym przypadku zapowiada się, że o przywództwo może walczyć nawet sześć, siedem osób. Aby zgłosić akces do wyścigu mają czas do północy 20 lutego. W tej chwili za faworytów uchodzą Robert Leszczyński, szef klubu KO w Radzie Miejskiej, Tadeusz Grabarek, lider wchłoniętej przez KO Nowoczesnej i Jarosław Duda związany z najbardziej doświadczonymi działaczami dawnej PO, czyli schetynowcami.
Od dawna mówiło się, a teraz ta myśl powraca, że we Wrocławiu wystartuje również sam Michał Jaros, obecny lider partii w regionie. Oczywiście wcześniej zarejestrował we wrocławskich wyborach swojego zaufanego człowieka czyli Maurycego Graszewicza, ale niewykluczone, że w ostatniej chwili, zamiast consigliere, pojawi się sam capo di tutti capi. Powód? Michał Jaros chyba mocno się przestraszył, że może przegrać wybory w regionie, gdy chęć startu wyraziła wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska. Ogłaszając swój start pokazała zdjęcie z Donaldem Tuskiem, a to był jasny sygnał kto za tym pomysłem może stać. Oczywiście, trzeba po raz kolejny przypomnieć, że w poprzednich wyborach faworyt Tuska przegrał z Jarosem, ale można też zacytować Wisławę Szymborską, że „nic dwa razy się nie zdarza”.
Szczerze? Od początku, gdy wspominano o starcie Wielichowskiej wydawał się to dziwny pomysł. Nie tylko dlatego, że zupełnie jeszcze niedawno wicemarszałek była dość bliską współpracowniczką Jarosa i razem walczyli z innymi „bandami” w partii. Od jakiegoś czasu faktycznie trochę się odsunęła od obecnego wiceministra rozwoju i technologii, ale nic nie zapowiadało aż tak gruntownej zmiany. Ktoś to pani wicemarszałek mocno zasugerował? I mówimy tu o osobach, których sugestii nie można lekceważyć.
Rzecz idzie o to, że Monika Wielichowska, nawet w swoich powiatowych strukturach w Kłodzku, nie potrafiła zaprowadzić porządku, więc ma zająć się regionem? No trochę się to nie klei.
I sam akt ogłoszenia chęci startu – „Nie kandyduję przeciwko komuś”. Czyli „Michał, sorry, muszę…”. Nie będę udawał jakiegoś znawcy mowy ciała czy tym bardziej „czytacza” w kobiecych oczach, ale już dawno nie widziałem tak nieprzekonywającego polityka. Od razu też stawiam odpór feministkom - tu nie idzie o to, że to kobieta. Tu idzie o brak wiary, a nawet lekki strach. Naprawdę z jakiegoś powodu przypomniało mi się jak lata temu Andrzej Gołota nie chciał wyjść na drugą rundę walki z Mikiem Tysonem i błagał trenera, by mu pozwolił wrócić do szatni.
I jest to o tyle dziwne, że Monika Wielichowska doskonale wie, że zetrze się nie z Mikiem Tysonem, a co najwyżej Marcinem Najmanem, który miał w zwyczaju przegrywać co się da. Podobnie właśnie jak Michał Jaros kandydowanie na prezydenta Wrocławia, a potem wybory na marszałka Dolnego Śląska.
To ewidentnie wygląda na start w wyborach z serii „nie chcem, ale muszem”. Zwłaszcza, że zaraz po tej decyzji wielu polityków wyraziło chęć głosowania na wicemarszałek jako szefa regionu KO. Bo niezaprzeczalnie Jaros ma duży negatywny elektorat KO. Jako ten, który wywołał za dużo wojen.
Problem nie tylko tej partii polega na tym, że wybory są tajne. I można jedno mówić, a czynić inaczej. Sytuacja byłaby odmienna, gdyby jak w XVII wieku podczas sejmików, gdy wybierano posłów, każdy szlachcic czynił to otwarcie, wymieniając nazwisko swojego faworyta. A teraz to w praktyce wygląda tak, że liderzy płacą zaległe składki za członków, bo to jest warunek wzięcia udziału w wyborach, którzy mają na nich zagłosować. Trochę hazard, bo wybory tajne, ale podobno do tej pory się sprawdzało.
Pewne jest jedno, gdy Wielichowska przegra, to w jej politycznym życiu nic się nie zmieni. W przypadku Jarosa, do którego przed 8 marca – to dzień wyborów - premier może zwrócić się z uprzejmą prośbą o wycofanie swojej kandydatury, może to wyglądać zupełnie inaczej. Zwłaszcza jak się premier zwróci…
Reasumując. Monika Wielichowska startuje, ponieważ „Ktoś” ją poprosił? A może, brzmi niewiarygodnie, zrobiła to na prośbę… Michała Jarosa? Bo jak „Nie kandyduję przeciwko komuś” to kontrkandydat będzie miał spokojną kampanię? Chętnie bym Państwa poprosił o wskazanie prawidłowej odpowiedzi, bo się waham… Niepewna Wielichowska, przestraszony Jaros… Najlepsza wiadomość jest taka - dobrze, że ja nie muszę głosować.
A jak będzie 8 marca? A tak. Mój ulubiony bokser wagi ciężkiej Joe Frazier, tak wspominał walkę z Muhammadem Ali:
„Ali powiedział mi na ringu: Nie możesz mnie pokonać – jestem twoim Panem. Odpowiedziałem mu po prostu: Panie, jesteś dziś w złym miejscu”.
Chyba, że premier „komuś” powie to wcześniej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze