Nietypowym wynikiem zakończyły się derby Wrocławia w piłkarskiej trzeciej lidze. Na stadionie przy Oporowskiej padło aż dziewięć goli, a Ślęza wygrała z rezerwami Śląska 5:4, mimo że przegrywała już... 0:4!
Początek sobotniego spotkania, odbywającego się w ramach 5. kolejki trzeciej ligi, zdecydowanie należał do Śląska II. Już w drugiej minucie na listę strzelców wpisał się Adrian Łyszczarz, a chwilę później podwyższył Kamil Biliński. W 23. minucie było już 3:0 po pięknym strzale Łukasza Madeja, a kiedy po pół godzinie gry Biliński raz jeszcze pokonał bramkarza Ślęzy, zanosiło się na prawdziwy pogrom.
Drugi zespół Śląska po kolejnym trafieniu spoczął na laurach, a Ślęza jeszcze przed przerwą zdobyła pierwszego gola - Lubos Kamenar musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale Mateusza Kluzka. Podopieczni Arkadiusza Batora prowadzili po przerwy 4:1, ale wystarczyło siedemnaście minut drugiej połowy, by roztrwonili całą przewagę. Najpierw trafił Jakub Bohdanowicz, autorem kontaktowego gola był Dawid Molski, a w 62. minucie do remisu doprowadził Kluzek.
Zgromadzeni na trybunach kibice przecierali oczy ze zdumienia. Ślęza nie zamierzała odpuszczać i dążyła do zwycięstwa. Śląsk II nie pozostawał dłużny, uciekało mu bowiem cenne ligowe zwycięstwo. Decydujący cios zadała Ślęza i to w samej końcówce spotkania, kiedy ponownie na listę strzelców wpisał się Molski.
Ślęza dokonała rzeczy spektakularnej, rzadko bowiem się zdarza odrobić czterobramkowe straty i wygrać mecz. A takie spotkanie zdecydowanie nie przynosi chluby rezerwom Śląska, tym bardziej, że wystąpiło kilku zawodników z pierwszego składu - wspomniani już Biliński, Madej czy Kamenar oraz Paweł Zieliński, Andras Gosztonyi, Kamil Dankowski i Mariusz Idzik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze