Brak sieci wsparcia, bariera językowa, szklany sufit - z tym boryka się 927 tys. kobiet-migrantek w Polsce na polskim rynku pracy. Mimo to inwestują we własny rozwój, wychowują dzieci, otwierają własne firmy i rozwijają polską gospodarkę. Jak naprawdę wygląda ich sytuacja? Fundacja Ukraina zapytała o to Swietłanę Listopadską, trenerkę międzykulturową, storytellerkę, coacha adaptacji i trenerkę dramy.
Decyzja o życiu poza własnym krajem jest wyzwaniem. Kobiety-migrantki mierzą się ze wszystkimi utrudnieniami dotyczącymi kobiet na rynku pracy, dodatkowo niosąc ciężar migracyjny.
Przed nimi trudy adaptacji, zdobycie pracy, rozeznanie w zawiłościach prawno-administracyjnych, przystosowanie się do różnic społeczno-kulturowych, pokonanie bariery językowej, zbudowanie sieci kontaktów i nawiązanie relacji.
To zależy od tego, w jaki sposób spojrzymy na liczby. 1 milion czy 2%?
Pod koniec 2019 roku w Polsce przebywało 2 106 101 obcokrajowców, w tym 1 351 418 obywateli Ukrainy, co stanowi około 3,5% ludności Polski (dane GUS 2020). W tej liczbie 44% to kobiety. W dużych miastach udział kobiet w statystycznej grupie migrantów wynosi 53-56%.
Pierwsze progi do pokonania na polskim rynku pracy – językowy i administracyjny (legalizacja pobytu, pozwolenie na pracę, nostryfikacja dyplomów).
Trudności językowe w każdych okolicznościach są podstawową barierą. Znajomość języka zdecydowanie ułatwiłaby kobietom poszukiwanie pracy. O zajęcia z języka polskiego dla cudzoziemców nietrudno, np. dofinansowany kurs Let`s mów, który prowadzi Fundacja Ukraina. Jednak czasem to właśnie sytuacja rodzinna albo paradoksalnie zawodowa stoi temu na przeszkodzie.
Konieczność opieki nad dziećmi, lepiej płatna praca męża lub wielogodzinna wyczerpująca praca fizyczna na pierwszych etapach życia migrantek w nowym kraju tworzą trudne do przerwania błędne koło.
Tatiana sprząta domy, pracując maksymalną możliwą ilość godzin. O regularnych kursach językowych nie ma mowy ze względu na czasowe możliwości. Na indywidualne korepetycje nie starcza pieniędzy – musi utrzymać się w Polsce i wysłać pieniądze do rodziny na Ukrainie. Zresztą, po kilkunastu godzinach pracy fizycznej dziennie jest tak zmęczona, że na naukę już nie starcza sił. I koło się zamyka – pracując, nie ma sił na naukę. Ucząc się, nie ma pieniędzy na utrzymanie – więc nauka nie ma sensu. I tak już prawie 8 lat.
Olga opiekuje się dwójką małoletnich dzieci. Mąż-programista dość dobrze zarabia, jednocześnie nie zgadza się na to, żeby żona stawiała pierwsze kroki na polskim rynku pracy. Powody są dwa. Po pierwsze, to on musiałby wieczorami zająć się dziećmi. Po drugie, jeśli nie on, to trzeba by było zatrudnić opiekunkę. A cena opieki byłaby zbliżona do skromnego pierwszego wynagrodzenia Olgi.
Dorastając w swoim kraju, przeważnie w sposób naturalny mamy mniejsze lub większe koło wsparcia. Jest to nasza najbliższa rodzina i przyjaciele, dalsza rodzina i znajomi. Zmiana kraju wycina zazwyczaj całe to zaplecze.
Kobiety, które statystycznie częściej korzystają z rodzinno-społecznych grup wsparcia, przebywając poza granicami kraju drastycznie odczuwają brak możliwości pozyskania informacji, pomocy w zaopiekowaniu się dzieckiem choćby w sytuacji, gdy trzeba iść na rozmowę rekrutacyjną lub do pracy.
Słaba znajomość języka utrudnia możliwość korzystania z polskojęzycznych źródeł i baz danych. Migrantki zatem bazują na informacji przekazywanej pocztą pantoflową oraz na forach rosyjsko-/ukraińskojęzycznych, gdzie nie zawsze wypowiadają się osoby dostatecznie dobrze zorientowane. Są też nieliczne blogi eksperckie dla migrantów, prowadzone w różnych językach, które pomagają w procesie poszukiwania i rozwoju kariery migrantów w Polsce - np. PracujInfo.
Nieznajomość języka i realiów społeczno-gospodarczych kraju nierzadko wiążą się ze spadkiem poczucia własnej wartości. To zrozumiałe. Nie może być inaczej, skoro straciło się swój status zawodowy i społeczny.
Przykładu dostarczają nam Opowieści z Klubu Ukraińskich Kobiet (autor Olena Babakova):
„Pierwsze pół roku w Warszawie okazało się dla Ani niewesołe. Jeszcze nie tak dawno była na Ukrainie prawniczką, marzyła o tym, żeby zostać sędzią. Na początku pobytu w Polsce nie dość, że nie miała tu żadnych znajomych i pozwolenia na pracę, to jeszcze zupełnie nie mówiła po polsku. – Na Ukrainie byłam kimś. Okazywano mi szacunek, otwierano przede mną drzwi, zwracano się do mnie po imieniu ojca, czyli Hanna Hryhorivna, a tutaj co najwyżej mogłam zostać sprzątaczką, a przecież nawet tego słowa nie byłam w stanie wymówić.”
Kolejny ważny problem – potwierdzenie kompetencji zawodowych. Jednym z zawodów, w którym bardzo wyraźnie widać ten problem, jest profesja pielęgniarki.
Nie ulega wątpliwości, że słaba wiedza migrantek o prawie pracy naraża je na mniej korzystne rozwiązania.
Irina samotnie wychowuje trójkę dzieci. Zrezygnowała z lepiej płatnej i dogodnej pracy (niestety w szarej strefie, bez ubezpieczenia) na rzecz etatu w szalenie niewygodnych dla niej godzinach i dalekiej lokalizacji, na dodatek z niższą pensją. Powód? Pracodawca przekonał ją argumentem o „niezwykłym bonusie”, jakim było ubezpieczenie dzieci. Irina nie wiedziała, że w Polsce dzieci pracującego rodzica mogą być zgłoszone do ubezpieczenia bez „łaski pracodawcy”. Nie jest to więc żaden bonus, a prawo każdego pracownika, ale o tym Irina dowiedziała się dopiero po jakimś czasie od dłużej przebywającej w Polsce innej kobiety-migrantki.
Zresztą, obawy „o papiery” występują również po stronie potencjalnych pracodawców. Ma to taki skutek, że nawet z kompetencjami i znajomością języka, poszukiwanie pracy dla migrantek jest jak ping-pong – nigdy nie wiesz, ile razy się odbijesz od problemu z dokumentami.
Oksana, poszukując pracy we wrocławskich biurach rachunkowych, mimo studiów ekonomicznych w Polsce i na Ukrainie słyszała, że ma fajnie CV, ale właściciele firm nie chcą zajmować się papierami. Ostatecznie założyła działalność gospodarczą, żeby móc legalnie podjąć pracę. Było to możliwe, ponieważ miała już stały pobyt.
Wiele przedsiębiorczych kobiet sięga po rozwiązanie w postaci założenia własnej firmy. Na tej drodze jednak tez trzeba pokonać wiele biurokratycznych przeszkód.
W raporcie „Społeczna przedsiębiorczość migrantów i migrantek w Polsce” (2020) zwraca uwagę przykład Susanny, która prowadzi piekarnię z tatarskimi przysmakami. Ma ona prawo pobytu czasowego i tym samym związane ręce, jeśli chodzi o zakładanie działalności gospodarczej. Taką może założyć tylko jej 20-letnia córka, studentka polskiej uczelni.
„Dlaczego w tym kraju dorosła kobieta nie może prowadzić biznesu i musi się wyręczać własnym dzieckiem, które powinno w tym czasie studiować?!” — pyta.
Rozmowa o przedsiębiorczości kobiet-migrantek jest szczególnie ważna, ponieważ znacznie częściej to właśnie one decydują się dać szansę zatrudnienia innym migrantom i migrantkom, niezależnie od ich umiejętności językowych i doświadczenia.
Ze względu na trudności, jakie same musiały pokonać, często dają kredyt zaufania swoim pracownikom, wchodząc w rolę mentorsko-edukacyjną, rozwijając potencjał i wspierając na drodze rozwoju. A to wpływa na szybszą adaptację i buduje sieć kontaktów.
Kobiety najczęściej znajdują pracę w branży usługowej (handel, branża beauty, usługi porządkowe i opiekuńcze), gastronomii i hotelarstwie, w szeroko rozumianej branży produkcyjnej, logistycznej i zakładach elektronicznych.
Niezależnie od wielkości firmy, kobiety-migrantki stykają się z sytuacjami dyskryminującymi i uprzedzeniami.
Bywają to nieprzyjazne uwagi wygłaszane w miejscu pracy bezpośrednio przez osoby z firmy. Zdarzają się też sytuacje, kiedy to współpracownicy lub klienci wygłaszają uwagi w sposób pośredni - rzekomo wobec nikogo. Pochodzenie lub akcent są powodem niższej oceny kompetencji w stosunku do faktycznie posiadanych.
Kobiety-migrantki są bardzo aktywne i wkładają ogromny wysiłek w swój rozwój. To, co widzimy jako dobrze wykonywaną pracę, sukces zawodowy – to często czubek góry lodowej, kobiety pokonały niejednokrotnie więcej barier, niż się wydaje na pierwszy rzut oka:
-wewnętrzną (brak wiary w siebie, brak wiary w swoje umiejętności językowe i możliwości),
-społeczną (dogmat roli tradycyjnej, patriarchalny układ rodzinny),
-mentalną (stereotypowe opinie na temat funkcjonowania kobiet).
Stereotyp słabo mówiącej po polsku, tanio i nielegalnie sprzątającej Ukrainki w stosunku do migrantek nadal jest silny. I takie sytuacje nadal występują. Nierejestrowane zatrudnienie kobiet ma miejsce w gospodarstwach domowych. Zdarza się również w małych i średnich przedsiębiorstwach. Pamiętajmy, że do tanga trzeba dwojga – pracodawca proponuje, a pracownik się zgadza.
Pora jednak na aktualizację tego wizerunku. Coraz więcej kobiet-migrantek, pracowicie i wytrwale doskonali swoja wiedzę językowo-kulturową, przedziera się przez zasieki prawno-administracyjne, podwyższa kwalifikacje zawodowe. Migranci i migrantki w Polsce pracują, kupują towary i usługi, posyłają dzieci do szkół, nawiązują przyjaźnie i wspólnie tworzą różnorodną Polskę.
Zmniejszenie barier, wsparcie w integracji społecznej, pokazywanie nie tylko trudności, ale i sukcesów kobiet-migrantek, pozwoli wyjść z ram stereotypowego ich postrzegania i korzystać z całej palety potencjału, jakim dysponują.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze