Wszystkich Świętych to czas zadumy i wspomnień tych, których już z nami nie ma. Na Dolnym Śląsku znajdują oryginalne miejsca pochówku dla ludzi, ale i zwierząt. Przyjrzyjmy się im z bliska.
40 lat temu w Karpaczu powstała inicjatywa, z którą związani są ratownicy GOPR, przewodnicy sudeccy, a także ludzie związani z Karkonoszami. To oni zainicjowali stworzenie miejsca dla wszystkich, którzy zginęli w górach. We wrześniu 1985 roku powstała symboliczna aleja z tablicami pamiątkowymi i krzyżem. Pieniądze pozyskano z PTTK, a głównym realizatorem pomysłu był Jerzy Pokój - polityk, samorządowiec, ale też ratownik górski.
Swoje tablice mają tu jeleniogórski himalaiści, którzy zginęli w 1979 roku, Wanda Rutkiewicz, a także czescy ratownicy górscy, którzy stracili życie, próbując uratować jednego z turystów, przebywającego na zboczach Śnieżki.
Cmentarz znajduje na wysokości 1300 m n.p.m. i jest jedynym takim miejscem pamięci w Polsce.

Cmentarz w Kotle Łomniczki, fot. Wikipedia
W odległości ok. 4 km od Karpacza znajduje się urocza wieś Borowice, która zasłynęła, m.in. z jedynej w Polsce Fińskiej Wioski, a także letniego festiwalu "Gitarą i ...", przyciągającym co roku fanów z całego Dolnego Śląska oraz z różnych zakątków kraju. W tej malowniczej mieścinie znajduje się także Grób Lotników, położony w lesie. Na tablicy, przytwierdzonej do krzyża widnieje napis:
"Tu spoczywa dwóch braci pilotów Alfred i Rudolf Szymański wraz z dwoma kolegami
Zginęli śmiercią lotników dnia 26 listopada 1946 r.
Cześć ich pamięci!!!"
Z informacji, jakie udało się ustalić po latach wiadomo, że w samolocie znajdowali się żołnierze polskiego podziemia, którzy prawdopodobnie chcieli uciec do pobliskiej Czechosłowacji skradzionym z Jeżowa Sudeckiego samolotem. Niestety, z uwagi na niedostateczne umiejętności lub niesprzyjające warunki atmosferyczne rozbili się w Borowicach i zginęli na miejscu. W czasach PRL-u niewiele mówiono o ich tragicznej śmierci, mimo że na miejscu regularnie pojawiały się znicze. Po latach ułożono i pozbierano części zniszczonego samolotu oraz przytwierdzono tabliczki nagrobne, upamiętniające życie i śmierć młodych mężczyzn.

Grób lotników w Borowicach, fot. Jerzy Myrna
W niedalekiej odległości znajduje się kolejna nekropolia - cmentarz jeńców wojennych i robotników przymusowych, zmarłych i wymordowanych w latach 1939 - 1945. Wszyscy przybyli tu w jednym celu - budowy Drogi Sudeckiej. Na początku trafiło tu blisko 2000 Ślązaków, a następnie żołnierze belgijscy, francuscy oraz radzieccy. Pracowali w nieludzkich warunkach, co powodowało szybką śmierć, podobnie jak panująca w obozie epidemia tyfusu plamistego.
Pod koniec II wojny światowej, w obawie przed zbliżającym się frontem, przebywających w obozie jeńców rozstrzelano i pochowano w zbiorowej mogile.
Na cześć tragicznie zmarłych po latach powstał cmentarz z bezimiennymi grobami, przy których znajduje się krzyż oraz przewieszony przez niego różaniec.

Cmentarz jeńców wojennych w Borowicach, fot. Jerzy Myrna
Na skraju Borów Dolnośląskich wznosi się wyjątkowy zamek. Kliczków to jedna z najpiękniejszych rezydencji regionu, której dzieje sięgają końca XIII wieku. Warownię ufundował książę Bolek I Surowy, a przez kolejne stulecia zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli. Mieszkali w nim, m.in. Rechenbergowie, Schellendorfowie, Frankenbergowie i Promnitzowie, aż w 1767 roku przeszedł w ręce rodu Solms-Baruth.
W swoich murach Kliczków gościł niejedną znaną postać. Gościł tu cesarz Wilhelm II oraz przedstawiciele znamienitych rodów szlacheckich. Podczas wojny trzydziestoletniej zamek był plądrowany, jednak zawsze powracał do dawnej świetności. Ostatnia dziedziczka rodu, Ida Louisa „Lulu” von Solms-Baruth, przyjaźniła się z księżniczką Daisy von Pless z zamku Książ. W czasie II wojny światowej rodzina musiała opuścić Kliczków w tajemniczych okolicznościach. Po 1945 roku zamek został zdewastowany przez Armię Czerwoną i szabrowników.
Dopiero po wielu latach zniszczeń posiadłość odzyskała dawny blask dzięki Jerzemu i Magdalenie Ludwinom. Dziś w odrestaurowanych murach mieści się luksusowy hotel, restauracja, SPA i centrum konferencyjne, a w zamkowych salach odbywają się przyjęcia, koncerty i wesela.
W otaczającym zamek parku znajduje się do dziś jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Polsce, czyli cmentarz dla koni. Choć dawniej nagrobków było kilkanaście, dziś zachowały się cztery. Widnieją na nich imiona: Juno (1938), Zacateca (2009) oraz Matea - klacz rycerska zamku Kliczków (2022).

Cmentarz dla koni na terenie zamku Kliczków, fot. Justyna Orlik
"Tęczowy most" to miejsce, które powstało z miłości do zwierząt domowych, z którymi musieli pożegnać się ich właściciele. Na rozległym terenie spoczywa ponad tysiąc czworonogów. Mają swoje rzeźby, małe groby, a nawet tablice upamiętniające ich życie. To było pierwsze tego typu miejsce w Polsce, wzbudzające w ówczesnym czasie wiele kontrowersji. Pierwsze zwierzę pochowano na cmentarzu w 2003 roku i w 22 lata później niewiele osób dziwi już tradycja grzebania zwierząt w miejscach do tego przeznaczonych. Od tej pory w kraju powstało już kilka cmentarzy dla zwierząt.
Nagrobki psich lub kocich pupili, są kolorowe i pełne zabawek, które pozostawili tu ich właściciele.

Cmentarz dla zwierząt w Szymanowie, fot. Jakub Jurek
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze