Reklama

Po co powstał ten spektakl? Recenzja „Braci Karamazow”

15/04/2018 13:40

W trakcie oglądania „Braci Karamazow”, nowej premiery wrocławskiego Teatru Polskiego, zastanawiałem się, parafrazując słowa Fiodora Dostojewskiego, czy nawet z przeciętnego spektaklu wyniosę cenne i wartościowe wspomnienia.

Nie ukrywam, że starałem się szukać w nim cennych wartości, ale odnalazłem je jedynie w moich ukochanych cytatach (np.: "Okropnie chcę, żeby się ze mną ktoś ożenił, a potem porzucił, zdradził, odjechał. Ja nie chcę być szczęśliwa"). To jednak stanowczo za mało i możliwe, że Dostojewski przewraca się w grobie.


Reżyser Stanisław Melski podjął się trudnego i ambitnego zadania, biorąc na warsztat rzadko wystawiane na deskach teatru arcydzieło literatury. Niestety, nie poradził sobie z tym wyzwaniem. W architekturze książki „Bracia Karamazow” urzekły mnie wielkie tematy, intrygujące wątki i bohaterowie, którzy na długo mogą zapaść w pamięć. Melski postanowił wcielić się w architekta, który stworzył na podstawie tej powieści własny twór. I choć bardzo dobrze zna korytarze ze świata Dostojewskiego, okazało się, że to za mało, by zrealizować znakomity spektakl. – Przede wszystkim trzeba unikać kłamstwa, wszelkiego kłamstwa, zwłaszcza okłamywania siebie – napisał Dostojewski. W trakcie oglądania „Braci Karamazow” zastanawiałem się, czy Melski faktycznie wierzy, że jest dobrym reżyserem.

Reklama

Problem polega na tym, że dramaty bohaterów były mi zupełnie obojętne, a Fiodor Karamazow (w tej roli irytujący Dariusz Bereski) był tak kuriozalny, że sam miałem ochotę go zabić i kibicowałem synom bohatera, by zrobili to jak najszybciej. Bereski zagrał tę postać w tak przerysowany i grafomański sposób, że nie mogłem na to patrzeć i tego słuchać.


Zastanawiałem się też, czy bohaterowie naprawdę muszą tak krzyczeć. Po kolejnym piskliwym krzyku rozpaczy w wykonaniu Moniki Bolly wybuchnąłem, niestety, śmiechem. Szkoda mi było młodych aktorów, zwłaszcza Błażeja Michalskiego w roli Aloszy Karamazowa. Nie była to wybitna rola, ale zagrał Aloszę dobrze i nie irytował mnie. Ta postać wydała mi się zresztą najciekawsza.

Reklama

Muszę przyznać, że młodzi aktorzy bardzo się starali i to oni są najjaśniejszym punktem tego spektaklu. Dobre momenty mieli Marcin Piejaś, Alicja BaranIwona Stankiewicz, choć niestety i im zdarzały się gesty i zachowania, które psuły pozytywne wrażenie. Mające w sobie potencjał fragmenty były niszczone przez nadmierną aktorską ekspresję i brak tempa. Możliwe, że bardziej utalentowany i doświadczony reżyser wycisnąłby z tych aktorów coś więcej i mądrzej by nimi pokierował.


Interesująca wydała mi się natomiast minimalistyczna scenografia, a trwającą około godzinę druga część "Braci Karamazow" wypadła lepiej na tle pierwszych dwóch godzin, które były nudnawe i nierówne.  

Reklama

W literackim pierwowzorze pada pytanie, „po co taki człowiek żyje?”. W trakcie oglądania nowego spektaklu Teatru Polskiego zastanawiałem się, po co została wystawiony. Współczuję uczniom ze szkół, którzy zapewne będą na niego chodzić i mogą się przez to zniechęcić do Dostojewskiego i do teatru.


Sposób, w jaki rosyjski mistrz pisał, jego refleksje, odczucia i wrażliwość były wyjątkowe. Nie można tego powiedzieć o przedstawieniu w reżyserii Stanisława Melskiego.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości