Już nie tylko mieszkańcy, ale też włodarze miast sprzeciwiają się planom budowy zasilanego przez spalanie śmieci bloku energetycznego na terenie podwrocławskiej gminy Wisznia Mała. Tymczasem zdaniem Fortum obiekt nie tylko nie stanowi zagrożenia, ale wręcz Aglomeracja Wrocławska sobie bez niego nie poradzi.
W czwartek prezydent Wrocławia Jacek Sutryk wraz z wójtem Wiszni Małej Jakubem Bronowickim i wójtem Długołęki Wojciechem Błońskim wydali wspólne oświadczenie, w którym apelują do spółki Fortum Power and Heat Polska o zaniechanie planów budowy podwrocławskiej spalarni odpadów, która w ten sposób dostarczy ciepło do regionu. Ma ona powstać na trójkątnej działce między trasą S8, łącznikiem Długołęka i linią kolejową.
"Każdemu z nas zależy na dobru mieszkańców, dlatego stoimy po stronie naszych lokalnych społeczności. Brak konsultacji z mieszkańcami na temat planowanej inwestycji, a także brak społecznej akceptacji powinien być jednoznaczny z wycofaniem wniosku przez inwestora" - piszą w dokumencie.
Protestują też mieszkańcy, zrzeszeni wokół inicjatywy "STOP wrocławskiej spalarni". Obawiając się wzmożonej emisji zanieczyszczeń, głównie w podstaci dioksyn, furanów, CO2, powodujących - jak ostrzegają - nowotwory, skażenie środowiska i żywności, chcą zablokować inwestycję Fortum. Zarzucają firmie manipulację, oskarżają o ignorację głosu mieszkańców i przypominają o dyrektywie Unii Europejskiej, zalecającej raczej składowanie odpadów niż ich spalanie.
Tymczasem Fortum uspokaja, że restrykcyjne normy środowiskowe, jakie obowiązują w tego typu obiektach, sprawiają, że planowana elektrociepłownia, zasilana paliwem RDF, nie będzie stanowić zagrożenia dla zdrowia i natury. Co więcej, Fortum podkreśla, że Wrocław jej potrzebuje, bo jako jedyne duże polskie miasto nie posiada jeszcze takiej infrastruktury. Twierdzi, że odpady, które zamierza spalać w bloku w Wiszni Małej, nie podlegają sekregacji i recyklingowi, a składowanie odpadów uznaje za szkodliwe dla środowiska.
- Każdy z nas wytwarza odpady, które nie znikają wraz z przyjazdem śmieciarki. Co roku mieszkańcy Aglomeracji Wrocławskiej wytwarzają 400 tysięcy ton odpadów. Coś z nimi trzeba zrobić. Zagospodarować je ekologicznie, czyli bezpiecznie dla środowiska i ekonomicznie, tak, by mieszkańcy ponosili jak najmniejsze opłaty z tego tytułu. Brak odpowiedniej infrastruktury do zagospodarowania to dzisiaj jeden z głównych czynników wzrostu opłaty za śmieci, którą płaci Kowalski. Dlatego europejskie i polskie miasta posiadają instalacje do odzysku energii z odpadów. Wystarczy wybrać się do Poznania, Szczecina czy Krakowa, by przekonać się, że takie obiekty zagospodarowują odpady w sposób bezpieczny i przyjazny dla środowiska - przekonuje Jacek Ławrecki, rzecznik Fortum.
I dodaje: - Aglomeracja Wrocławska nie posiada takiej instalacji. Widzimy potrzebę jej funkcjonowania, przy czym nie podjęliśmy jeszcze żadnej decyzji. Jesteśmy na etapie analiz i konsultacji, które potrwają co najmniej rok. Rozważana lokalizacja znajduje się 750 metrów od najbliższych zabudowań mieszkalnych. Działkę oddzielają od otoczenia ruchliwe drogi S8 i DK98. To one stanowią realne źródło hałasu i zanieczyszczeń, a nie elektrociepłownia.
Budowie spalarni sprzeciwiło się również Wrocławskie Koło Partii Zieloni.
- Spalarnie odpadów nie są dobrym rozwiązaniem: marnują potencjał materiałów, które w dużej mierze można poddać recyklingowi, przyczyniają się do zużycia kolejnych zasobów np. energii oraz zwiększają emisję gazów cieplarnianych. Spalanie 1 Mg odpadów komunalnych w spalarniach wiąże się z uwolnieniem od około 0,7 do 1,2 Mg dwutlenku węgla. Decyzja o budowie spalarni i związane z nią emisje gazów cieplarnianych podważają podjęty przez Wrocław „alarm klimatyczny” i stoją w sprzeczności z wyrażoną przez władze Wrocławia chęcią przeciwdziałania zmianom klimatu. Co więcej, wysokie koszty stworzenia instalacji do spalania oddalą nas od inwestowania w bardziej ekologiczne i często tańsze metody utylizacji odpadów - komentuje Julia Rokicka, współprzewodnicząca Partii Zieloni we Wrocławiu.
Budowa bloku energetycznego o mocy do 20 MWe oraz 51 MWt, opartego na kotle rusztowym i wysokiego na 80 metrów (komin) miałaby zakończyć się na przełomie 2025 i 2026 roku. Fortum zakłada, że wójt Wiszni Małej wyda decyzję środowiskową w maju 2022 roku. Najbliżej terenu planowanej inwestycji położone są działki, należące do Uniwersytetu Przyrodniczego i sprzedawane prywatnym inwestorom. Aktualnie najbliższa sprzedana i jeszcze niezabudowana działka jest oddalona od przyszłej działki Fortum o 550 m, ale aktywiści informują, że dla pozostałych to nawet niecałe 100 m.
Uczelnia również odniosła się krytycznie wobec tych planów inwestycyjnych.
- Ponieważ Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu jest od lat obecny na terenie Pawłowic i Ramiszowa, prof. Jarosław Bosy, rektor uczelni, poprosił o przygotowanie ekspertyzy naukowców zajmujących się na UPWr tematyką związaną z OZE, gospodarką odpadami, zagospodarowaniem przestrzeni, ochroną środowiska itd. Zespół wybitnych ekspertów pracujący pod kierownictwem prof. Andrzeja Białowca negatywnie ocenił pomysł budowy elektrociepłowni na obszarze tzw. obrębu Biskupice, czyli w sąsiedztwie nieruchomości należących do Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W oparciu o tę rekomendację naukowców, władze Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu uznały pomysł budowy spalarni w za szkodliwy i naruszający interesy uczelni - informuje Jolanta Cianciara, rzeczniczka UPWr.
I dodaje, że informację tę przekazano prezydentowi Wrocławia, wójtom gmin Wisznia Mała i Długołęka oraz firmie Fortum. - Jesteśmy przekonani, że nasza negatywna opinia dotycząca pomysłu budowy elektrociepłowni w tej lokalizacji zostanie uwzględniona w procesie decyzyjnym, dotyczącym tej ważnej społecznie kwestii - podkreśla.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze