Reklama

Remis jak porażka. Śląsk Wrocław - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (RELACJA)

22/08/2015 00:00

Takiego ostrzału bramki rywala na Stadionie Wrocław dawno już nie widziano. Piłkarze Śląska robili, co mogli, by pokonać bramkarza Podbeskidzia Bielsko-Biała, ale ta sztuka udała im się tylko raz. Piłkarze gości też zaliczyli jedno celne trafienie i Śląsk musiał się podzielić punktami z Podbeskidziem. Taki wynik to niespodzianka i można powiedzieć, że dla wrocławian ten remis jest jak porażka.

Kilka tygodni temu trener Śląska Tadeusz Pawłowski powtarzał, że jego drużyna gra coraz lepiej, potrzebuje tylko popracować nad skutecznością. Bo faktycznie, Śląsk nie miał problemu z kreowaniem akcji, ale z celnym strzelaniem już tak. Ale po meczu w Łęcznej, gdzie wrocławianie strzelili trzy gole, można było sądzić, że problemy z ustawieniem celowników Śląsk ma już za sobą. Nic z tego. Po spotkaniu z Podbeskidziem piłkarzom trenera Pawłowskiego należy się chyba specjalny trening poświęcony niczemu innemu, tylko strzałom na bramkę. Dlaczego? Bo w meczu z bielszczanami Śląsk kreował sobie wyśmienite wręcz okazje bramkowe. Gdyby wykorzystał je wszystkie, wygrałby co najmniej 5:1. Dobrą dyspozycję w tym meczu Śląsk zasygnalizował już w 2. minucie gry. Wtedy Robert Pich przytomnie i bardzo mocno wstrzelił piłkę tuż pod bramkę Podbeskidzia. Traf chciał, że futbolówką oberwał Flavio Paixao i z groźnej akcji nic nie wyszło. Ale to jeszcze dało się wyjaśnić, w końcu mecz zaczął się chwilę wcześniej i oba zespoły nie złapały jeszcze najwyższych obrotów. Później wrocławianie bez trudu zdominowali mecz, narzucając gościom swoje warunki gry. Inna sprawa, że bielszczanie przez mniej więcej pół godziny grali bardzo niepewnie, jakby przede wszystkim nie chcieli przegrać we Wrocławiu. I Śląsk korzystał z ich słabości, a dwa razy o gola mógł się pokusić Krzysztof Danielewicz. Najpierw jednak jego strzał obronił Emilijus Zubas, a później potężne uderzenie pomocnika Śląska trafiło w poprzeczkę. Ale, jak mawiają, do trzech razy sztuka. W 16. minucie Robert Pich dostał świetne podanie od Flavio Paixao, wygrał pojedynek z Zubasem i wyprowadził Śląsk na prowadzenie.



Stracony gol nieco ocucił piłkarzy gości, bo Podbeskidzie zaczęło grać zdecydowanie bardziej aktywnie niż na początku meczu. Bielszczanie próbowali atakować Śląsk już pod jego bramką, lepiej też radzili sobie w konstruowaniu ataków. I zaczęli stanowić poważniejsze zagrożenie dla gospodarzy. W 32. minucie dobrze uderzył Damian Chmiel, a Mariusz Pawełek ten strzał obronił na raty. Kilka minut później z kilku metrów strzelał Frank Adu Kwame, ale spudłował tak fatalnie, że stało się jasne, dlaczego Podbeskidzie w tym sezonie notuje tak słabe wyniki. Jak się marnuje takie sytuacje, to się nie wygrywa - sprawa prosta jak drut. Śląsk odpowiedział potężnym strzałem Dudu, ale po tym uderzeniu piłkę znaleziono prawdopodobnie na wrocławskim lotnisku - tak bardzo przestrzelił brazylijski obrońca Śląska.



Druga połowa meczu zaczęła się dla piłkarzy Śląska najgorzej, jak mogła. W 48. minucie Adam Kokoszka sfaulował w polu karnym wprowadzonego na boisko po przerwie Roberta Demjana. Sędzia Daniel Stefański uznał, że puścić płazem tego zdarzenia nie może i podyktował rzut karny. Z 11 metrów uderzył Marek Sokołowski i zrobił to skutecznie, choć niewiele brakowało, by bramkarz Śląska wyłapał tę piłkę.



Stracony gol na kilka minut wybił piłkarzy Śląska z rytmu, ale wrocławianie szybko wzięli się w garść. W 53. minucie Danielewicz ładnie dograł Bilińskiemu, “Bila” zdołał strzelić, ale piłka po raz kolejny w tym meczu odbiła się od poprzeczki. Po chwili na strzał zdecydował się Mariusz Pawelec, który uderzył na tyle groźnie, że obrońcy musieli ratować się wybiciem piłki na rzut rożny. A my nadal próbujemy sobie przypomnieć, kiedy poprzednio widzieliśmy Pawelca strzelającego na bramkę rywala - do tego tak groźnie.



W 62. minucie gry Śląsk miał okazję idealną do tego, by odzyskać prowadzenie. Wypracował bowiem rzut karny po tym, gdy Flavio Paixao został powalony na murawę przez Franka Adu Kwame. Portugalczyk sam chciał wpisać się na listę strzelców, ale jego strzał obronił Zubas. A co ciekawe, Paixao w ogóle nie powinien podchodzić do piłki, bo z karnego miał uderzać Tom Hateley. Iberyjski temperament wziął górę nad angielskim chłodem, ale Śląskowi na dobre to nie wyszło.



Trener Tadeusz Pawłowski spróbował nieco ożywić swój zespół, ściągając z boiska Roberta Picha i posyłając w jego miejsce Jacka Kiełba. I faktycznie, popularny “Ryba” aktywnie szukał gry, ale przy okazji mocno irytował swoich kolegów. Grał bowiem chaotycznie, zdarzyło mu się nawet zderzyć z innym zawodnikiem Śląska przy próbie wyjścia na pozycję. A gdy już znalazł się w polu karnym rywala, zdecydował się na strzał zamiast podawać. Flavio Paixao i Kamil Biliński wspólnie mieli o to zagranie mnóstwo pretensji do Kiełba, bo byli na lepszej pozycji i potrzebowali dobrego podania, a nie okazji do oglądania egoizmu kolegi z zespołu Kiełb dopiero po kilku minutach na boisku zaczął się zachowywać bardziej przewidywalnie, ale jego obecność na boisku nie przyniosła Śląskowi większych korzyści.



W 80. minucie potężnie uderzył jeszcze Dudu, ale po strzale Brazylijczyka piłka po raz trzeci w tym meczu odbiła się od poprzeczki bramki Podbeskidzia. Bramkarz bielszczan miał w tym meczu mnóstwo farta za sobą. Jego koledzy z zespołu zaś widząc, że Śląsk będzie walczył o zwycięstwo do ostatniej minuty, w końcówce meczu skupili się na obronie wyniku. We Wrocławiu punktów nie zdobywa się łatwo, a przed meczem na Podbeskidzie nikt nie stawiał. Bielszczanie spłatali jednak figla i zremisowali ze Śląskiem 1:1.



Śląsk Wrocław - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (1:0)


Bramki: Robert Pich (16.) - Marek Sokołowski (49. - karny).



Śląsk Wrocław: Pawełek - Pawelec (77. Zieliński), Celeban, Kokoszka, Dudu - Flavio Paixao, Hołota, Hateley, Danielewicz, Pich (69. Kiełb) - Biliński (86. Bartkowiak).


Podbeskidzie Bielsko-Biała: Zubas - Sokołowski, Nowak, Kolcak, Adu Kwame - Kowalski (84. Hiszpański), Deja, Kato (46. Demjan), Janić (76. Kołodziej), Chmiel - Szczepaniak.



Żółte kartki: Zieliński, Hołota, Hateley - Adu Kwame, Kołodziej.


Sędzia: Daniel Stefański (Bydgoszcz).



Widzów: ok. 6,7 tys.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości