Już byli w ogródku i witali się z gąską, aż niespodziewanie spadł na nich zimny prysznic… Śląsk Wrocław tylko zremisował z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza 1:1, a gola, który ustalił wynik meczu, stracił w doliczonym czasie gry!
Ta ostatnia minuta okazała się być zabójczą. Goście otrzymali rzut wolny po faulu Daniela Łuczaka. Młody pomocnik Śląska zachował się fatalnie, bo mając otwartą drogę do wybicia piłki na połowę rywala zdecydował się na drybling. I, co było łatwe do przewidzenia, stracił piłkę, a próbując ratować sytuację faulował. A reszta potoczyła się jak z koszmaru. Termalika dobrze rozegrała rzut wolny, piłka trafiła w pole karne, gdzie Kamil Słaby huknął jak z armaty, pod poprzeczkę bramki Śląska. Jakub Wrąbel nie miał żadnych szans obronić tego strzału i mógł tylko machnąć rękami z wściekłości.
To była dla Śląska kara za brak stanowczości i “instynktu zabójcy”. Wrocławianie zamiast rywala dobić przez całą pierwszą połowę i sporą część drugiej zrobili sporo, aby oberwać od teoretycznie słabszego rywala. Zwłaszcza o pierwszej połowie w Śląsku na pewno wszyscy chcą zapomnieć, bo Śląsk grał w niej tak, jakby w szatni odbył seans relaksacyjny przy zielonej herbacie.
W tej części meczu zdarzało się, że Termalika zamykała Śląsk na jego połowie, a gospodarze mieli problem z tym, by wymienić kilka celnych podań! Po wrocławianach było widać, że bardzo brakuje im na boisku człowieka, który potrafi przytrzymać piłkę i wymyślić, co w miarę sensownego z nią zrobić. Kibice tę “grę” ocenili odpowiednio, bo pod koniec pierwszej połowy z trybun Stadionu Wrocław popłynęły głośne gwizdy.
Ciekawi jesteśmy, czy trener Termaliki Mariusz Rumak - w zeszłym roku prowadzący właśnie Śląsk - czuł nieco słodkiego smaku zemsty. Bo z Wrocławia zwolniono go m.in. za fatalny styl gry drużyny, a po zmianach miało być tylko lepiej. Teraz zaś Śląsk zagrał bardzo podobnie, jak za najgorszych czasów Rumaka we Wrocławiu: bez ładu i składu, bez pomysłu, za to bardzo niedokładnie. Tylko nieskuteczności zawodników gości Śląsk zawdzięcza to, że w przerwie nie siedział w szatni z bagażem kilku straconych bramek na karku. Dla Termaliki groźnie atakował Bartłomiej Śpiączka, Mateusz Kupczak i David Guba, ale żaden z nich nie zaznał radości ze zdobytego gola.
Śląsk zaś w pierwszej połowie grał dobrze tylko przez kilka minut. Można było odnieść wrażenie, że wrocławianie wrzucili nieco wyższy bieg tylko po to, aby nikt się nie czepiał ich nieskuteczności, bo przecież próbowali. Najpierw bramkarz Termaliki spacyfikował groźny strzał Marcina Robaka i Piotra Celebana, a potem Jakub Kosecki uderzył obok bramki. Nie chcemy się pastwić nad drużyną Jana Urbana, ale do przerwy jej symbolem był Łukasz Madej: jakby zniechęcony, bierny, niedokładny i ciągle wymachujący rękami w reakcji na błędy kolegów.
Po przerwie Śląsk nabrał nieco kolorów. Wrocławianie postarali się o to, aby grać z mniejszym ciężarem na barkach. Spora w tym zasługa Arkadiusza Piecha, który wszedł na boisko po przerwie i wniósł sporo ożywienia w szeregi Śląska. Efekt przyszedł szybko, bo już w 51. minucie gry. Wtedy wynik meczu otworzył Marcin Robak, obsłużony dokładnym podaniem przez Jakuba Koseckiego.
Po tej akcji z drużyny gości jakby zeszło powietrze. Trudno zresztą się dziwić, bo w agresywną grę i pressing na połowie Śląska zawodnicy z Niecieczy włożyli mnóstwo sił, a mecz toczył się w solidnym upale. Efekt był taki, że po objęciu prowadzenia to Śląsk częściej dyktował warunki gry, a rywale skupili się na szukaniu okazji do kontrataku.
Obu ekipom granie w piłkę na sensownym poziomie wychodziło jednak kulawo. Śląsk miał problemy pod bramką rywala, co nie dziwi, bo grał niedokładnie. “Słonie” też nie grzeszyły błyskotliwością w grze ofensywnej. Dopiero w ostatnim kwadransie meczu, gdy na na boisku zameldował się drugi napastnik Vladislavs Gutkovskis, Termalika zaczęła atakować nieco odważniej. Nie na tyle jednak, aby sforsować obronę Śląska. Aż nadeszła ostatnia minuta…
Nie ma co owijać w bawełnę: Śląsk w tym meczu stracił 2 pkt. Zwycięstwo miał na wyciągnięcie ręki i tylko przez brak odpowiedzialności w grze musi się pogodzić z rozczarowującym wynikiem. I po pięciu kolejkach, Śląsk Wrocław ma ledwie 5 pkt. na koncie i zajmuje 13. miejsce w tabeli. Jakby tego było mało, lista strat po meczu z Termaliką może się wydłużyć. Boisko przed czasem opuścił z kontuzją Dragoljub Srnić i Jakub Kosecki. Obaj doznali urazów mięśniowych, a to oznacza, że ich przerwa w grze może być dłuższa. Biorąc pod uwagę, że w Śląsku kołdra i tak jest bardzo krótka, to o dobre wyniki w kolejnych meczach może być bardzo trudno.
Śląsk Wrocław - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:1 (0:0)
Bramki: Robak (51.) - Słaby (90.).
Śląsk Wrocław: Wrąbel - Pawelec, Celeban, Tarasovs, Cotra - Michał Mak (46. Piech), Srnić (73. Jović), Chrapek, Madej, Kosecki (84. Łuczak) - Robak.
Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Mucha - Fryc, Kecskes, Putiwcew, Słaby - Guba (46. Misak), Jovanović, Kupczak, Piątek (75. Gutkovskis), Miković - Śpiączka.
Żółte kartki: Chrapek.
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: ok. 11 tys.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze