Reklama

Śląsk (znowu) w kryzysie - bez wyników, bez strategii (KOMENTARZ)

04/10/2016 18:22

Gdy statek dryfuje po morzu, jest więcej niż pewne, że w końcu rozbije się o skały. I nawet mimo jeśli przez jakiś czas jego załoga zdoła chwilowo opanować sytuację, prędzej czy później dojdzie do katastrofy. W takim dryfie jest piłkarski Śląsk Wrocław, przeżywający właśnie (który to już raz?) kolejny w ostatnich latach kryzys.

Śląsk nie wygrał ligowego meczu od ponad miesiąca. Mało tego: w tym sezonie jeszcze nie cieszył się ze zwycięstwa na własnym stadionie i strzelił na nim tylko jedną bramkę! Nie liczymy tutaj, z oczywistych względów, gola samobójczego Patryka Fryca z Termaliki Bruk-Bet Nieciecza.


Właśnie z drużyną z Niecieczy Śląsk zaliczył ostatnio porażkę, po której należy zapytać, dokąd zmierza ten klub. Właściciele i sponsorzy Termaliki wspierają klub od lat, rok temu cieszyli z pierwszego w historii awansu do Ekstraklasy. Po roku “Słoniki” były już w stanie ograć Śląsk na jego stadionie, są też organizacją poukładaną, z profesjonalnym zapleczem.

Reklama

W Śląsku zaś non stop wszyscy muszą trzymać się poręczy, tak mocno rzucają klubem kolejne kryzysy. Drużyna lepiona jest na łapu-capu i z graczy zagranicznych, ściąganych na ostatnią chwilę, bo tak taniej. Przez to zespół jest nim tylko z nazwy, gra jak zbieranina ludzi ubrana w te same stroje.

Inna sprawa, że obcokrajowców w Śląsku jest już tak dużo, iż trudno mówić o spójnej tożsamości drużyny, co dopiero o rozumieniu się na boisku. Trener Mariusz Rumak przestaje panować nad tym bałaganem.


W teorii Śląsk mógłby sięgnąć po wychowanków, młodych piłkarzy na dorobku.  Ale nie ma ich. Klub młodzież szkoli mizernie, a młodzi zawodnicy odgrywają marginalną rolę.  W efekcie, zdolni młodzieżowcy uciekają z Dolnego Śląska np. do Białegostoku (jak Maciej Górski z Chrobrego Głogów) albo grają na drugim końcu Polski, dając swoim zespołom zwycięstwa nad Śląskiem (jak Kornel  Osyra z  Termaliki).

Nad tym bałaganem nie panuje też główny udziałowiec, czyli gmina Wrocław. Jej model zarządzania opiera się na reagowaniu na kolejne pożary finansowe i dosypywanie kolejnych kwot do kasy klubu, aby nie splajtował. W tym zarządzaniu nie widać ślady strategii lub pomysłu.

Reklama

Efekty widać jak na dłoni. Pod koniec ub.r. Śląsk był w strefie spadkowej Ekstraklasy, wiosną jakoś obronił się przed spadkiem, teraz jesienią znów gra beznadziejnie.

Na mecze takiej drużyny kibice po prostu nie będą chodzić i żadne marketingowe cuda tego nie zmienią. Śląsk jako marka kojarzy się z marazmem, chaosem, nielubianą polityką miasta i beznadziejną grą. Mało kto zechce marnować swój czas i pieniądze, aby przyjść na stadion, kupić bilet i obejrzeć mecz, a potem wrócić na kolejny.

Pożar jest anomalią i wymaga, aby szybko go ugasić, bo jeśli nie, ogień zniszczy wszystko wokół. Mało kto też chce żyć na terenach zagrożonych pożarami, bo przy takich trudno marzyć o stabilizacji.


W Śląsku zaś ciągle igrają z ogniem. Tak nie da się walczyć o dobre wyniki sportowe. Czasem uda się wygrać kilka meczów, częściej chaos w końcu sprowadzi na klub katastrofę, czyli spadek z Ekstraklasy.

Reklama

Przez lata Zagłębie Lubin też było klubem, w którym nic nie działało, jak należy. Wreszcie Miedziowi spadli do 1. ligi. Zimny prysznic zadziałał: dziś Zagłębie to porządna firma i dobry zespół.


Czy Śląskowi przyda się taka terapia szokowa? Bardzo prawdopodobne. Tylko po co ryzykować, skoro od dawna wiadomo, co zrobić, aby zespół mógł w końcu marzyć o sukcesach?


Łukasz Maślanka, Twitter: @Lukasz_Maslanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości